SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 109  / Od redakcji

 

Od redakcji

 

Psy łańcuchowe

 

Gdzieś w Beskidach. Wczesny ranek. Rozlega się budzik w telefonie. A może to nie on wyrywa mnie ze snu? Ściana drży od basów – sąsiadka wstała wcześniej i „słucha” topowych kawałków. Siedzę na brzegu łóżka odrętwiały, bezradny – bo wiem, że nie usłyszy mojego pukania, zresztą nie chce mi się iść i prosić o wyciszenie wieży. A swoją drogą – czy ona płaci za abonament radiofoniczny?

 

Ta myśl powoduje lawinę innych, a właściwie budzi je po wczorajszych harcach. Skojarzenie jest nieubłagane. Studio telewizyjne, prowadzący dziennikarz lub dziennikarka - nieważnie i dwóch zaproszonych gości, polityków, mężczyzn lub kobiet – nieważne. Obraz zawsze ten sam. Dziennikarz zadaje pytania, a goście, nie zważając ani na jego treść, ani na siebie wzajem, włączają płytę przygotowaną wcześniej dla mediów. Gospodarz programu próbuje interweniować, ale nic nie jest w stanie zatrzymać raz poruszonej lawiny, słowotoku. Goście są jak impregnowani i nie reagują nawet na podniesiony głos prowadzącego. Jakiego prowadzącego? On nie istnieje! Politycy mają wygłosić swoje expose, bo jest czas antenowy i trzeba go, ich zdaniem, wykorzystać jak najefektywniej. I tu się zaczynają schody. Z obezwładniającego jazgotu niczego nie sposób zrozumieć, a widz (słuchacz) staje w beznadziejnej sytuacji, jako odbiorca, konsument informacji, w roli obiektu, który nie jest w stanie ich przełknąć, a co dopiero strawić. Zresztą nawet gdyby próbował, to ością w gardle staną mu takie kwiatki jak „delikt konstytucyjny”, jako żywo kojarzący się raczej z delikatesami niż terminem prawnym – cokolwiek on znaczy. To są te basy, od których drży ściana, i wobec których człek jest bezradny. Bo wie, że interwencja zda się na nic. Więc nie interweniuje, bo to i trochę nijak ograniczać wolność sąsiadki i zaciągać dług wdzięczności za ciszę. A sąsiadka może się jeszcze przydać, kiedy braknie soli. Takie kalkulacje nachodzą umysł, co jest dobitnym dowodem jego podatności na postawy konformistyczne. Milcząc i nic nie robiąc, by wyjść z krępującej sytuacji, umacniamy w sobie tylko swoiste „alibi”,  argument postawy, że nic się nie da zrobić. Nie da się.

Wybory mamy raz na cztery lata, a i tak w połowie nie idziemy głosować. Efekt jest taki, że elektorat aktywny wyborczo jest podzielony płotem nienawiści – jak z Barei, a cała druga połowa – nieaktywna - czuje złudny komfort, że nie bierze za nic odpowiedzialności. Prawda jest jednak taka, że to właśnie nie głosujący wybierają. Podziały, coraz głębsze, przebiegają także wzdłuż innej linii frontu. Są ci, którym się wydaje, że korzystając z portali społecznościowych i forów medialnych w Internecie, i mając okazję do zaprezentowania swych  w znacznej mierze hejterskich poglądów wobec świata, mają jednocześnie wpływ na życie publiczne. Tymczasem polityka jest impregnowana na „głos ludu”, a polityczni wyjadacze doskonale zdają sobie sprawę, kto jest ich realnym i groźnym przeciwnikiem – są nimi potencjalnie dobrze zorganizowane, legalne partie polityczne, a nie zatomizowana masa „facebookerów”. Niektórym, co prawda, marzy się wykorzystanie Internetu do organizowania spektakularnych akcji typu „Acta”, ale czy to jest u nas możliwe? Przecież protesty przeciwko „Acta” wynikały z bezpośredniej obawy ludzi przed uniemożliwieniem im nieskrępowanego dostępu do Internetu. A Internet stał się jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym, elementem wyposażenia każdego domu, każdej rodziny. A wiec szło tu o obronę interesu właśnie bezpośredniego, o coś, bez czego nie może się obejść prawie nikt we współczesnym świecie. A Trybunał Konstytucyjny? Co to ma do rzeczy? Gdzie to jest i jaki ma wpływ na to, czy będę miał dziś na obiad kurczaka, albo ruskie pierogi!? Żonie podpowie Internet, ale Trybunał na pewno nie. Więc o co tyle krzyku?

H&M…, można się zadumać i snuć dalej rozważania. Ba! Nawet psycho-socjologicznej natury jeśli idzie o charakter społeczeństwa. Ale po co? Dajmy dojść do głosu konformizmowi, a w zasadzie naszej „małej stabilizacji”, by sięgnąć do klasyka Różewicza. Albo też, skoro od 1 stycznia wszyscy mamy płacić państwu za radio i telewizję – a tego czy po „dychu” od łebka, czy też po prawie 300 zł rocznie jeszcze nie wiadomo, poza tym, że budżet spodziewa się z tego tytułu dodatkowych wpływów w wysokości 1,5 miliarda złotych - to może skorzystajmy z kupionej sobie w ten sposób wolności i wyrzućmy wszystkie odbiorniki na śmietnik. W USA od lat rośnie liczba osób – idzie ona w miliony -, które świadomie to uczyniły. Żyją tylko wiadomościami lokalnymi, ponieważ uznały, że na nic, poza terenem swojego zamieszkania, nie mają wpływu. Czytają więc tylko lokalne gazety.

Pamiętam czas, to trwało prawie 2 lata, że nie słuchałem i nie oglądałem w ogóle radia i telewizji. Korzystałem jedynie z wiarygodnych źródeł w Internecie, co pozwalało mi bez przeszkód uprawiać zawód. Od wyborów samorządowych w ubiegłym roku te uzależniające media znów złapały mnie w pułapkę. Oczywiście wiem, że serwują one zniekształcony, nieobiektywny obraz rzeczywistości, że ograniczają moją zdolność samodzielnego myślenia i oceny sytuacji zarówno swojej własnej, jak i kraju. Kiedy rozmawiam ze znajomymi, którzy także tkwią w Internecie, na forach dyskusyjnych (dyskusja?) i przy odbiornika radiowych i TV, to uderza mnie poziom agresji, rodzącej się podświadomie także we mnie (strasznie zdawać sobie z tego, paradoksalnie, sprawę), jaka w nich wybucha, kiedy poruszam kwestie, czy zagadnienia, co do których mamy inne zdanie. Agresja i zaprzeczanie zawsze są pochodną strachu. A na podsycaniu tego uczucia bazują codzienne media i politycy. Kiedy człowiek się boi, to kupi wszystko, by poczuć się lepiej. Chociaż następnego dnia i tak będzie się bał bardziej. Na tym polega budowanie w społeczeństwie syndromu psa łańcuchowego. Chodzi o to, by takich było jak najwięcej – łykną każdy byle ochłap, a szczekać będą coraz głośniej i zajadlej.

Nie miałem pomysłu na pointę. Ale przyszła żona i zza pleców mówi: A wiesz, ta Ewa Tylman to nie żyje, właśnie mówią o tym w TV. Siedzę przy kompie jak słup soli. Kto to jest Ewa Tylman? Chyba ktoś ważny, bo to nazwisko słyszę i widzę od kilku dni? Celebrytka, minister, poseł, laureatka nagrody Nobla? Nie wiem nic poza tym, że czuję lęk, jakbym coś niezmiernie istotnego w swoim życiu przegapił.

 

 

Jacek Broszkiewicz

redaktor naczelny

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |