SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  115  / Solidny fundament dla bezpiecznego jutra

 

200 lat praw miejskich Trzebini:

Osadzeni w tradycji – otwarci na przyszlość

 

Solidny fundament
dla bezpiecznego jutra

 

 

Z Adamem Adamczykiem,
Burmistrzem Miasta i Gminy Trzebinia

– rozmawia Jacek Broszkiewicz

 

 

– Jest w Polsce wiele miast i miasteczek chlubiących się kilkusetletnim przywilejem posiadania praw miejskich. Królewskie, czy dzielnicowe akty nadania osadom takich specjalnych praw wynosiły je pod względem statusu, ale przede wszystkim stwarzały warunki ich gospodarczego i cywilizacyjnego rozwoju. 6 września w Trzebini odbędzie się uroczysta Sesja Rady Miejskiej poświęcona upamiętnieniu 200-lecia nadania praw miejskich. Także i w tym przypadku akt ten stanowił punkt zwrotny dla miejsca, z którym jest Pan tak bardzo związany, i któremu poświęcił Pan prawie całe swoje dojrzałe życie. Obchody rocznicy skłaniają do refleksji. Jakie więc najczęściej pojawiają się u Pana?

 

– Cóż, odpowiadać na to pytanie mógłbym godzinami, bo naprawdę temu miastu poświęciłem i poświęcam nadal najlepsze lata swojego życia. Myślę, że setki gospodarzy polskich miast i miasteczek w takich momentach czują przede wszystkim wdzięczność, że mogli poświęcić się i to skutecznie, służbie dla dobra lokalnej społeczności. Nie jestem żadnym wyjątkiem w tej rzeszy ludzi oddanych pracy na rzecz rozwoju i pomyślności społeczności lokalnych. Mamy ku temu ustrojowe możliwości i kompetencje, a właściwe ich wykorzystanie daje rezultat taki, jaki widać gołym okiem. Polska – także ta prowincjonalna – pięknieje z roku rok, staje się coraz bardziej dostatnia, zasobna. Oczywiście problemów i spraw do rozwiązania nie ubywa, ale nikt już nie może się zasłaniać brakiem narzędzi do radzenia sobie nie tylko z tym, co niesie codzienne życie, ale i z bardzo poważnymi wyzwaniami przyszłości. Model samorządowy, według którego działamy sprawdził się bardzo dobrze. Temu stwierdzeniu nikt nie może zaprzeczyć. Reformy są potrzebne, ale nie mogą oznaczać wywrócenia wszystkich reguł, zasad i norm do góry nogami, bo ucierpią na tym przede wszystkim zwykli obywatele. To dla nich pracuję przez 7 dni w tygodniu, jak wiele moich koleżanek i kolegów, będących wykonawczym ramieniem samorządów. Nawet świętowanie tej ważnej dla Trzebini, okrągłej rocznicy, nie ma zbyt oficjalnego, urzędowego charakteru, ponieważ dziesiątki imprez jej poświęconych rozłożyliśmy na cały rok jubileuszowy i mają one radować przede wszystkim mieszkańców naszego miasta. Ludzie skupieni w organizacjach pozarządowych, instytucjach kulturalnych i oświatowych sami wzięli bardzo aktywny udział w tworzeniu scenariusza obchodów. To także znak czasu, świadczący o autentycznym angażowaniu się coraz większej rzeszy ludzi w codzienne życie lokalnej społeczności. Dla mnie jest oczywiste, że to, o czym marzyli nasi ojcowie, a co długie dziesięciolecia pozostawało tylko propagandowym frazesem, już od 27 lat wolnej Polski staje się faktem, normalnym zjawiskiem w życiu każdego z nas – pokolenia młodych i najmłodszych, ale także tych, którzy mają już za sobą połowę drogi do przebycia.

To niezwykle frapujące móc przy takiej okazji spojrzeć w przeszłość – nie tak odległą przecież, bo zaledwie i aż 200-letnią. Kiedy przeglądam stare ryciny, fotografie i dokumenty ilustrujące przemiany najpierw niewielkiej osady, powstałej jeszcze w Średniowieczu, na obszarach wytrzebionych (stąd nazwa Trzebinia) z lasów, to nie mogę się oprzeć zadumie nad ogromną siłą sprawczą ludzi, ich determinacji i chęci tworzenia lepszego jutra. Nadanie praw miejskich Trzebini uruchomiło ciąg sekwencji przeobrażających ją w poważny ośrodek przemysłu, którego tradycje nie wzięły się znikąd. W sołectwie Płoki znajdują się pozostałości zakładu hutniczego z okresu typowego jeszcze dla dymarek. Na przełomie XIX i XX wieku miasto rozpoczęło ponad stuletnią przygodę z górnictwem węgla kamiennego. Kopalnię Siersza zamknięto nie tak dawno nie z powodu wyczerpania się złóż, lecz dlatego, że węgiel w niej urabiany był zbyt zasiarczony jak na europejskie normy. Podobnie długo w mieście działały zakłady cementowe „Górka”, które o mały włos nie odcisnęły tragicznego piętna na najnowszej , bo sprzed 10 lat, historii miasta. Na początku ubiegłego stulecia powstały w Trzebini zakłady metalurgiczne, przemysłu gumowego i innych branż. To oczywiście wiązało się napływem rąk do pracy, ze zmianami w strukturze społecznej, ale także z ogromnymi kłopotami wynikłymi z transformacji gospodarczej początku lat 90. minionego wieku, związanymi z bardzo dużym bezrobociem.

 

– Czy otrzymanie statusu miejskiego, patrząc z dzisiejszej perspektywy, było dla Trzebini dobrodziejstwem, czy może raczej przekleństwem?

 

– Chyba nikt nie potrafi na to pytanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. To bardzo złożona kwestia. Niewątpliwie rozwój przemysłu, zwłaszcza w II połowie XX wieku bardzo mocno odcisnął swoje piętno na krajobrazie miasta i gminy. Trzeba powiedzieć, że był to czynnik sprzyjający rozwojowi cywilizacyjnemu nie tylko Trzebini, ale jej dalszego otoczenia. Przecież ta część Małopolski nie należała do najbogatszych. Był taki czas w latach 70., kiedy w 20-tysięcznym mieście było aż 24 tysiące obsadzonych miejsc pracy! Ludzie dojeżdżali z odległych miejscowości. Jednak wówczas nikt nie zwracał uwagi na ekologię, dlatego też w granicach miasta są dziś tereny, które nigdy nie osiągną najwyższych walorów przyrodniczych. Transformacja ustrojowa, a przede wszystkim gospodarcza, nagłe pojawienie się wyśrubowanych norm środowiskowych były dla Trzebini szokiem. Jednocześnie postawiły przed samorządem i całą społecznością zadania, wydawałoby się, wręcz niemożliwe do wykonania. Wspomniałem wcześniej o zakładach „Górka”. W wyniku ich działalności, przetwarzaniu rud boksytu, w potężnym zbiorniku na odpady, położonym 24 metry nad poziomem zabudowy miasta, zgromadzono miliony litrów toksycznej substancji. Trzebinię chroniła prowizoryczna tama i w każdej chwili groziło jej zalanie, co spowodowałoby istny kataklizm ekologiczny oraz zagroziłoby życiu i zdrowiu setek, jeśli nie tysięcy ludzi.

 

Rynek w Trzebini przed wiekiem

 

Rynek w Trzebini współcześnie

 

– Ten trudny czas przypadł na Pana burmistrzowanie…

 

– To prawda. Burmistrzem zostałem w 1998 roku i pełniłem tę funkcję przez trzy kadencje do 2010 roku. W 2014 roku po raz kolejny wygrałem wybory. Widać, jest mi to „brzemię” przeznaczone – tak chyba mogę dzisiaj żartobliwie powiedzieć, bo jutro zasady mogą się już zmienić… Ale, wracając do rzeczy, nieprzypadkowo wspominam ten nieszczęsny zbiornik „Górka”, bo usunięcie zagrożenia, jaki stwarzał, jest symbolem nie tylko skuteczności pewnego sposobu myślenia, ale i maksymalnego wykorzystania systemowych możliwości i narzędzi, jakie daje nam do ręki demokracja lokalna. Dziesiątki, jeśli nie setki, razy pielgrzymowałem do różnych centralnych urzędów i instytucji, powoływałem ekspertów, wskazywałem na grozę sytuacji – to było drugie na liście największych w Polsce zagrożenie ekologiczne. I w końcu osiągnąłem cel. Dziś teren zbiornika jest zrekultywowany i muszę przyznać bez fałszywej skromności, że odczuwam z tego powodu prawdziwą dumę i satysfakcję. Jednak bez wsparcia mieszkańców, ich zaufania – niewiele bym ze swoimi współpracownikami, wskórał. Symboliczna wymowa tego sukcesu polega na tym także, że osiągnięcie go było możliwie tylko dlatego, iż sprawdziła się uniwersalna prawda o praktycznym znaczeniu poczucia wspólnoty celów mieszkańców i przez nich wybranych władz samorządowych.

 

– Nowy, trwający obecnie okres w 200-letniej historii miasta, co podkreślają także Pana współpracownicy, z którymi rozmawiałem, wymaga postawienia jasno określonych celów i to sformułowanych nie tylko na miarę wyzwań współczesnego świata, ale i możliwości. Na co więc stawiać będzie Trzebinia i jej samorząd?

 

– Uważnie śledzimy trendy rozwojowe, staramy się prognozować najkorzystniejszy dla mieszkańców wariant kierunków rozwoju miasta. Jest dla mnie oczywiste, że musimy podążyć drogą ku wytwórczości konkretnych dóbr, towarów. Postawienie wyłącznie na handel i usługi jest polityką bardzo krótkowzroczną. Nie będzie powrotu do wielkoprzemysłowego charakteru miasta działają tylko dwa duże zakłady: Rafineria pod flagą Orlenu, w której dominują magazyny i elektrownia „Siersza”, która sukcesywnie wyłącza swoje bloki energetyczne. Czynimy więc, co możliwe, by stało się ono atrakcyjne dla produkcyjnych firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. To właśnie dla nich przygotowaliśmy infrastrukturę na prawie 100 hektarach terenów inwestycyjnych zlokalizowanych w trzech strefach aktywności gospodarczej. W mieście są tereny objęte zasadami obowiązującymi w Krakowskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wśród mocnych stron Trzebini należy także wymienić bliską, bo w odległości około 30 kilometrów w obu kierunkach, lokalizację pomiędzy dwiema metropoliami – krakowską i śląską, bezpośrednie sąsiedztwo autostrady A-4, wysoki potencjał gospodarczy gminy, czyli skupienie różnorodnych branż wytwórczych i ich dużą aktywność eksportową. Dysponujemy też bardzo dobrą kadrą inżynieryjną – ten kapitał jest dziś na wagę złota. A bardzo życzliwy i przyjazny stosunek samorządowych urzędników do ludzi biznesu na pewno nie jest pustym frazesem.

 

– Dziadom i pradziadom, a może i ojcom współczesnych Trzebinian na pewno nie przyśnił by się sen – marzenie o Unii Europejskiej, o wolnościach gospodarczych, swobodach przemieszczania się ludzi po całym Kontynencie, ale także towarów, usług i kapitału. Czy fakt wejścia Polski w struktury unijne miał swoje przełożenie na szanse rozwojowe miasta?

 

– Pierwsza dekada tego tysiąclecia stała pod znakiem realizacji wielu bardzo poważnych pod względem finansowym i kluczowych dla funkcjonowania miasta zadań z udziałem środków unijnych. Siłą rzeczy, mimo bardzo wysokiego poziomu dofinansowania przez Unię projektów przede wszystkim infrastrukturalnych, podnoszących poziom życia ludzi, musieliśmy jednak wygenerować udział własny. Wspomnę tylko o wykonaniu całej nowej pajęczynie kanalizacji – ponad 110 kilometrów liczącej – dla miasta i okolicznych sołectw. To przedsięwzięcie kosztowało 30 milionów złotych. Dochody gminy, choć systematycznie rosły, na to nie pozwalały. Musieliśmy się zadłużyć, ale płynność finansowa zawsze była pod kontrolą, nawet 2010 roku gmina miała 38-milionowy dług. W ciągu kolejnych 4 lat wzrósł on o kolejnych 8 milionów. Kiedy objąłem ponownie urząd przed 2,5 laty, to, w związku z uporaniem się z najbardziej kosztownymi dla samorządu projektami, postanowiłem, że kolejne lata budżetowe będą już bez zaciągania ani złotówki kredytu. Od początku roku 2015 trzymamy się tego planu konsekwentnie, spokojnie spłacamy zobowiązania wcześniej zaciągnięte, a budżet zaplanowany na ten jubileuszowy rok 2017 po stronie dochodów ma 127 milionów złotych, zaś wydatków – 123. Okazuje się, że można, wbrew powszechnej opinii o fatalnej pod tym względem sytuacji większości polskich samorządów. Naturalnie marzy mi się budżet znacznie wyższy, bo potrzeb do zaspokojenia jest i będzie ciągle więcej i więcej.

 

– Zadaję to pytanie każdemu z Pańskich najbliższych współpracowników, więc muszę je zadać i Panu. Jak wyobraża sobie Pan Trzebinię za kolejnych 100, 200 lat?

 

– Powtórzę: jestem człowiekiem od realiów. Jednak przy takiej okazji jak świętowanie 200-lecia nadania praw miejskich Trzebini pozwolę sobie na upust wyobraźni, może fantazji… Nie sądzę, by Trzebinia została wchłonięta przez aglomerację krakowską lub śląską. Raczej skłaniał bym się ku wizji połączenia się z sąsiadem przez miedzę, czyli z Chrzanowem i – może – z Libiążem. Byłby to twór naturalny, przyjazny ludziom, o niskiej jednorodzinnej, pełnej zieleni zabudowie, komfortowy, a nawet ekskluzywny. Dlatego już teraz staramy się dbać o to, by stworzyć solidne fundamenty dla tak postrzeganego jutra, także w wymiarze wyższej kultury, sportu i rekreacji. – mamy ku temu możliwości: otwartych, życzliwych, wykształconych ludzi, a i takie atuty jak dwa piękne akweny znakomicie nadające się do masowego uprawiania sportów wodnych.

 

– Dziękuję za rozmowę.

 

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |