SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  116  / Węgiel z Polski na europejskich rynkach

 

Ku energetycznej samowystarczalności:

Prairie Mining Limited

 

Prairie Mining: Węgiel z Polski
na europejskich rynkach

 

 

Z Mirosławem Tarasem*,
członkiem kadry zarządzającej Prairie Mining Limited, australijskiej spółki poszukiwawczo – wydobywczej – rozmawia Jacek Broszkiewicz

 

 

– Mówienie tylko dobrze o konieczności postawienia w polityce energetycznej państwa na szybki rozwój sektora odnawialnych źródeł energii stało się wręcz kanonem politycznej poprawności. Ta bardzo atrakcyjna wizja ekologicznego pokrywania potrzeb energetycznych nie tylko 38 milionów ludzi, ale i 22 gospodarki świata spotyka się z entuzjazmem wielu środowisk. Czy ma jednak uzasadnienie w faktach?

 

– Na początek, muszę przyznać, że jestem zwolennikiem OZE, ale pod warunkiem samowystarczalności tej metody produkcji. Trzeba powiedzieć jasno, że polityka na rzecz OZE opiera się na wykorzystaniu, niczym nie uprawnionym, zysków wygenerowanych przez tradycyjną energetykę zwłaszcza tę opartą na węglu. Wygląda więc na to, że jednej gałęzi przemysłu zabiera się zysk obciążając ją różnymi formami opodatkowania jak np certyfikaty CO2 po to, by ta faworyzowana miała się lepiej otrzymując dotacje z funduszy zabranych tej niechcianej. Pierwszą pozbawia się przez to perspektyw rozwojowych, drugą zaś forsuje bez względu na koszty, także społeczne. W istocie wszelkie źródła energii odnawialnej są dotowane z pieniędzy podatników, a rozwój technologii w tej sferze jest bardzo wolny. Taka konstrukcja wymyślona na potrzeby wąskiego grona firm oraz instytucji działających w ekobranżach powoduje, że nie ma wystarczającej presji na to, by w ekobiznesie było przyspieszenie, a w rezultacie stan stagnacji jest tam pożądany, bo strumień dotacji może nadal płynąć bez przeszkód. Twierdzę, że to chora sytuacja, ponieważ tylko wówczas kiedy pojawiają się prawdziwe problemy mózg jest zmuszany do myślenia i szybciej pojawiają się nowe pomysły i technologie. W dziedzinie OZE takiego przymusu myślenia nie ma. Z drugiej strony, by uzasadnić logicznie to twierdzenie powiem, że chociaż nie wiadomo dlaczego uznano, że wielkim problemem jest emisja CO2 – powodowana przez człowieka, kiedy emisja naturalna stanowi ponad 90% całkowitej emisji, to takie postawienie sprawy zaowocowało nie tylko pojawianiem się, ale i wdrożeniem nowych technologii wychwytujących dwutlenek węgla w całej energetyce zawodowej i poszukiwaniem technologii, które pozwolą wykorzystywać go jako surowiec w przemyśle chemicznym. To przykład również na to, by wreszcie postawić poważnie na rozwój czystych technologii węglowych, a przestać dotować technologie „zielone”, ponieważ one powodują tylko podwyższanie kosztów wytwarzania energii. Odpuszczenie węglowi i paliwom kopalnym opodatkowania i innych obciążeń fiskalnych, jakie na nich spoczywają oraz zaprzestanie dotowania zielonych technologii spowoduje efekt nie tylko w postaci tańszej energii, którą będzie można wykorzystywać w szerszym zakresie w gospodarce, ale także zmobilizuje i sprawi, że procesy wdrażania doskonalszych i tańszych zielonych technologii staną się bardziej efektywne i szybsze. Zatem i emisja szkodliwych substancji, w tym CO2 będzie mniejsza. Fakty są takie, że promowanie „zielonych” źródeł energii kończy się podwyższaniem cen prądu i per saldo jest zjawiskiem niekorzystnym nie tylko gospodarczo, ale i – paradoksalnie – ekologicznie, bowiem stopowane są, z braku środków, wysiłki proekologiczne w energetyce tradycyjnej. Końcowym efektem tak zorganizowanego rynku jest to, że w domach, zamiast korzystać z energii elektrycznej i gazu, które są bardzo drogie, spalany jest węgiel najniższej jakości i wszelkie inne śmieci. To dlatego Polska jest krwawą plamą na europejskiej mapie zanieczyszczeń powietrza. Pozorne rozwijanie OZE szybko niczego w tej materii nie zmieni. Ludziom i gospodarce trzeba dostarczać tanią energię elektryczną pochodzącą z czystych technologii węglowych i gazu, także tego syntetycznego, wytwarzanego w masowej skali w wyniku chemicznej przeróbki węgla.

 

– A więc rząd nie stawia tylko na poklask, kiedy mówi do górników, że nadal będzie stawiał na węgiel?

 

– Obecny rząd z sukcesem walczy o polski węgiel i sprawnie realizuje politykę wobec sektora. Energetyczna polityka państwa ma bardzo duże znaczenie, o ile opiera się nie na lękach przed społecznymi skutkami naprawy sytuacji, lecz na znajomości rachunku ekonomicznego, także w jego warstwie ekologicznej, w tym segmencie gospodarki. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w Polsce zaniedbaliśmy bardzo energetykę, a w świecie od stuleci dziedzinę utylizacji odpadów po spalaniu węgla i, że teraz nadszedł czas, by te opóźnienia nadrobić. Jednak, aby to robić efektywnie, to należy stworzyć model finansowy, umożliwiający odciążenie podatkowe górnictwa i energetyki konwencjonalnej oraz prawne warunki dla proekologicznego rozwoju energetyki, a także przemysłu kopalin energetycznych. Należy zrewidować model finansowania odnawialnych źródeł energii. Niech one same udowodnią, że są tanie, opłacalne i efektywne technicznie. Tak jest na przykład z biogazem, gdzie obecny rząd podjął bardzo trafną decyzję.

 

Wizualizacja infrastruktury naziemnej przyszlej kopalni Jan Karski.

 

– W elektrowni „Kozienice” w tych dniach jest oddawany do użytku kolejny blok o mocy 1000 megawatów. Lada moment moc końcowa tego zakładu osiągnie 4000 megawatów Nie jest więc tak źle, że forsowanie OZE oznacza upadek kopalń i energetyki zawodowej…

 

– Wszyscy chyba w Polsce mają świadomość, że ten projekt realizowany jest trochę „na siłę” i wbrew dominującej w UE logice ekonomiczno-politycznej. Bowiem przy obecnych uwarunkowaniach spowodowanych regulacjami unijnymi, według mnie, projekt nie spina się biznesowo. Ale bardzo dobrze, ze ktoś go uruchomił, bo wpisuje się w potrzeby ekologiczne, przepisy Unijne i spowoduje unowocześnienie polskiej energetyki. Przy okazji warto uświadomić Polaków, szczególnie tych, którzy wolą wiatraki od węgla. Wie pan, co oznacza 4000 megawatów? To jest równoznaczne z zainstalowaniem około 4000 wiatraków, bo każdy z nich przeciętnie ma moc jednego MW. W Europie zachodniej farmy wiatraczne są istotnie bardzo modne. Ale trzeba wiedzieć, że w skali gospodarki jest to bardzo nieefektywna technologia wytwarzania energii, droga inwestycyjne, więc tylko naprawdę zamożni mogą sobie na taki luksus pozwolić. Wiatrak, jeśli chodzi o efektywność energetyczną, powinien pracować blisko 8 tysięcy godzin, aby mógł być porównywalny sprawnościowo z elektrownią konwencjonalną, a pracuje 1,5 – 2 tysiące godzin. Są to źródła bardzo niestabilne i zależące od kaprysów pogody. Kiedy nie wieje – stoją, kiedy mocno wieje, to są zatrzymywane, bo się łamią. Według mnie jest to droga do nikąd, ślepy zaułek, w który dla poprawności „europejskiego” myślenia daliśmy się zapędzić. Brak logiki przejawia się także w takim oto zestawieniu. Unia Europejska bardzo dba o przyrodę, krajobraz, naturę. Jeśliby więc zamknąć wspomnianą elektrownię Kozienice, to według tej logiki trzeba by postawić 4000 wiatraków. Pojedynczy może i ładnie wygląda na tle krajobrazu polskich nizin, ale las 4000?! Wiatraki można stawiać w oparciu o siatkę punktów odległych od siebie o od 500 do 1500 metrów. Proszę sobie wyobrazić, jak wyglądała by Polska, gdyby chcieć przynajmniej połowę jej potrzeb energetycznych zaspokajać z energii wiatrowej. Nie starczyło by nam terytorium. Więc co? Wojna? Oczywiście przerysowuję problem, ale robię to celowo, by uzmysłowić, że niekiedy bardzo atrakcyjne i pozornie racjonalne rozwiązania kryją w sobie głębokie dna pełne kłopotliwych problemów, z którymi musimy się uporać. Na przykład na 1MW mocy zainstalowanej w wiatrakach potrzeba 0,75MW zainstalowanego w stabilnych źródłach wytwarzania, a więc opartych o paliwa kopalne lub atom, aby cały system energetyczny nie przestał funkcjonować kiedy wiatraki staną.

 

– Las wiatraków produkujących energię to nadal dla sporej części społeczeństwa symbol postępu cywilizacyjnego, przynależności do tych bogatych, najlepszych…

 

– Poczucie wartości można sobie budować w rozmaity sposób. Dla mnie synonimem postępu technologicznego byłaby budowa nie potężnych farm wiatracznych, ale elektrowni opalanej węglem, która wytwarzając 10 000 megawatów zajmowała by 5 – 10 hektarów i nie emitowałaby do atmosfery niczego poza parą.

 

– Jeśli idzie o OZE, to lansowana jest także technologia wytwarzania energii w elektrowniach szczytowo-pompowych. Czy i tę metodę podda Pan miażdżącej krytyce?

 

– Jestem za tym, by wszędzie tam, gdzie występuje korzystna konfiguracja terenu lokować takie inwestycje. To jest po prostu sensowne. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Zasadniczo nie jestem przeciwny tworzeniu przemysłu odnawialnych źródeł energii. Protestuję jednak przeciwko wprowadzaniu nierównoprawnych mechanizmów forsujących go, niszczących swobodę działalności gospodarczej, konkurencyjność i uniemożliwiających technologiczny rozwój proekologicznych technologii w przemyśle wydobywczym węgla kamiennego, brunatnego i gazu oraz w energetyce zawodowej. Przecież dla każdego jasne jest, że te surowce kiedyś się wyczerpią i jako ludzkość mamy niewiele czasu, by na ten moment dobrze się przygotować. Rocznie na Ziemi zużywanych jest 6 miliardów ton węgla, 4 miliardy ton ropy naftowej i około 3,5 biliona metrów sześciennych gazu ziemnego. Te liczby pokazują skalę problemu, z jakim świat już teraz się boryka. Przemysł paliwowy i energetyczny rozwinął się w tak olbrzymim stopniu, że oczekiwanie, iż w przewidywalnym czasie zastąpią go Odnawialne Źródła Energii, jest po prostu czystą ekologicznie iluzją. By nie powiedzieć – fantasmagorią. Prawdą jest jednak i to, że surowce szybciej zużywamy, niż odkrywamy nowe ich złoża. Czasu jest zatem niewiele. Powinniśmy pracować nad technologiami „zielonymi”, ale nie na zasadzie ich dotowania, lecz tworzenia takich samych warunków, w jakich działa przemysł wydobywczy i energetyczny. Tylko w warunkach ostrej konkurencji OZE będą mogły osiągnąć poważną pozycję. Ta zaś jest wynikiem zwiększania wydajności i oferowania niskiej ceny prądu. Konkurencja więc, a nie dotowanie, może w realnym wymiarze przyczynić się do rozwoju tego sektora. Niestety, nie wszyscy to rozumieją.

 

– Astronomowie przewidują, że Słońce poświeci nam jeszcze 4-5 miliardów lat. Jak ocenia Pan możliwości korzystania z tego źródła energii?

 

– Bardzo ubolewam nad tym, że technologie solarne w Polsce rozwijają się w żółwim tempie. Uważam, że jest to jeden z obiecujących kierunków w zastępowaniu tradycyjnych nośników energii. Energetyka atomowa również jest jakimś rozwiązaniem, ale też nie ponadczasowym, ponieważ surowców rozszczepialnych jest na Ziemi niewiele. Obliczono, że gdyby całą ziemską energetykę opartą na węglu i ropie zastąpić elektrowniami atomowymi, to uranu starczyło by na…11 lat.

 

– Wróćmy jeszcze do węgla, który jest Panu tak bliski – kierował Pan tak potężnymi firmami tego sektora jak Kompania Węglowa, czy Lubelski Węgiel „Bogdanka”. A obecnie także działa Pan w branży członek kadry zarządzającej dużej australijskiej firmy inwestującej na polskim rynku wydobywczym. Co Pan sądzi o przyszłości czystych technologii węglowych, o „błękitnym węglu”, czyli o nośniku, o którym marzą na przykład włodarze polskich, tonących w smogu, miast? Znów pojawia się problem wspomagana tej dziedziny, bowiem istnieje opatentowana technologia, ale potrzeba 20 milionów dolarów na budowę zakładu przeróbczego i rządowych 15-letnich gwarancji na zbyt energii wyprodukowanej w ten sposób…

p id="u45262-14"> 

– Udział finansów publicznych w kreowaniu postępu technologicznego jest w zamożnych państwach Zachodu bardzo wysoki. W dziedzinie cyfryzacji życia, technologii IT, komunikowania się te zachowania są nie tylko faktem, o którym mało kto wie, ale i pożądane. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie dlaczego to finansowanie rozwoju dotyczy tylko prywatnych firm w rodzaju Apple, czy Google, a w naszym przypadku na przykład nie odnosi się do państwowego sektora energetycznego. Odpowiedź zazwyczaj jest banalna. Prywatny biznesmen ryzyko ma wpisane w swą działalność. Sektor publiczny niekoniecznie – na tym polega różnica. To dlatego w bogatych państwach Zachodu strumień pieniędzy podatników może płynąć bez przeszkód do sektora prywatnego, a ten w zasadzie nie kreuje nowych rozwiązań, tylko je komercjalizuje. W Polsce mamy do czynienia ze specyficzną sytuacją. O ile na świecie normalną rzeczą jest to, że tylko jeden na dziesięć pomysłów odnosi sukces – i ta zasada dotyczy zarówno firm typu start-up, jak i nowoczesnych technologii to u nas ci, którzy kierują olbrzymimi firmami państwowymi, mają dość środków na inwestycje w wysokie technologie, lecz wciąż niechętnie podejmują ryzyko inwestycyjne, zwłaszcza w innowacyjne projekty. Cieszę się zatem, że Minister Energii oraz wiceministrowie coraz bardziej dostrzegają potrzebę innowacji, dokonania skoku technologicznego, ale na rezultaty przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka lat.

 

Wizualizacja nowej infrastruktury naziemnej kopalni Dębieńsko.

 

– Jednak zagraniczny kapitał nie ma takich obaw i inwestuje w Polsce…

p id="u45262-14"> 

– Firma Prairie Mining Limited, dla której pracuję, to nowoczesna spółka poszukiwawczo-wydobywcza, której działania koncentrują się na realizacji projektu budowy kopalni Jan Karski oraz projektu Dębieńsko. Spółka jest notowana na giełdach w Warszawie (GPW), Australii (ASX) i Londynie (LSE). Kopalnia Jan Karski będzie wysokowydajnym, nowoczesnym zakładem górniczym zlokalizowanym w Lubelskim Zagłębiu Węglowym. Zasoby węgla w kategorii indicated oraz inferred w klasyfikacji JORC, czyli mniej więcej to samo, co według polskiej klasyfikacji – zasoby przemysłowe – przyszłej kopalni wynoszą 251 mln ton. W marcu 2016 roku Spółka ogłosiła wyniki Wstępnego Studium Wykonalności (PFS), które potwierdziły duży potencjał i wysoką opłacalność inwestycji. Jak wykazał PFS, kopalnia Jan Karski może produkować 6,34 mln ton węgla w tym koksującego 60 proc. I 40 proc. Energetycznego rocznie z przeznaczeniem na eksport, a koszt operacyjny wydobycia wyniesie niecałe 25 dolarów za tonę. Dzięki temu wydobywany surowiec będzie miał najniższy koszt dostarczenia na rynki europejskie. Inwestycję Kopalnia Jan Karski realizuje spółka poszukiwawczo-wydobywcza Prairie Mining Limited poprzez należącą do niej polską spółkę PD Co. W Lubelskim Zagłębiu Węglowym zakończono program rozpoznawczy, a sporządzona dokumentacja geologiczna została zatwierdzona przez Ministra Środowiska. Tym samym spółka uzyskała pierwszeństwo w ubieganiu się o koncesję wydobywczą dla złoża „Lublin”. Dokumenty niezbędne do jej uzyskania Spółka planuje złożyć do Ministerstwa Środowiska na początku 2018r. Kopalnia zostanie zaprojektowana i wybudowana przy wykorzystaniu nowoczesnych międzynarodowych technologii, co w połączeniu z bardzo korzystnymi warunkami geologicznymi w Zagłębiu Lubelskim, pozwoli na uzyskanie najniższych kosztów wydobycia węgla kamiennego w Europie. Łączne nakłady inwestycyjne lubelskiego projektu szacowane są na 632 mln dolarów.

Szacuje się, że dzięki powstaniu kopalni zostanie stworzonych bezpośrednio i pośrednio do 10 000 miejsc pracy. Infrastruktura naziemna zakładu górniczego powstanie w miejscowości

Kulik, w Powiecie Chełmskim. Jest to optymalne umiejscowienie zakładu górniczego ze względu na dostęp do kluczowych pokładów węgla oraz utrzymanie zaplanowanego poziomu kosztów operacyjnych.

Natomiast Kopalnia Dębieńsko to projekt posiadający wysokiej jakości złoża węgla koksowego typu 35, zlokalizowany na Górnym Śląsku w bezpośrednim sąsiedztwie środkowoeuropejskich producentów stali. Projekt posiada 50-letnią koncesją wydobywczą, niezbędne przyłącza energetyczne, wodne oraz drogowe i kolejowe, a także pozwolenia środowiskowe. Jak wykazały szacunki sporządzone na potrzeby Studium ewaluacyjnego dla projektu, opublikowanego w marcu tego roku szacowane zasoby węgla w Dębieńsku, według międzynarodowej klasyfikacji JORC wynoszą ok. 301 mln ton. Produkcja wysokiej jakości węgla koksującego wyniesie 2,6 mln ton netto rocznie z przeznaczeniem na eksport.

Istotną zaletą naszych projektów jest brak konkurencji ze spółkami Skarbu Państwa. Zarówno KWK Jan Karski i KWK Dębięnsko mają kierować produkcję na eskport, nie będą zatem konkurować np. z JSW na Śląsku czy Bogdanką pod Lublinem. Dzięki temu możemy uniknąć kontrowersji społecznych czy politycznych. To niezmiernie ważne w naszej działalności.

Mamy doskonały zespół polskich i międzynarodowych ekspertów i chętnie inwestujemy Polsce w górnictwo węglowe, ponieważ ten biznes – jest naszym żywiołem.

 

– Dziękuję za rozmowę

 

Pan Mirosław Taras jest związany z Lubelskim Zagłębiem Węglowym od ponad 30 lat. Rozpoczął pracę jako nadgórnik i awansował aż do pozycji Prezesa Zarządu LW Bogdanka. Z powodzeniem nadzorował prywatyzację i pierwotną ofertę publiczną akcji (IPO) spółki na GPW, z której pozyskano 160 milionów USD na budowę dwóch nowych szybów. Mirosław Taras ukończył w 1980 roku Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie ze specjalizacją projektowanie i budowa kopalń. Publikowaliśmy często na naszych łamach jego artykuły poświęcone polskiemu górnictwu i wywiady z nim samym poświęcone tej problematyce.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |