SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 105  / Gliwice – liderem subregionu (2)

 

Debata o sytuacji polskich samorządów: Gliwice

 

Gliwice – liderem subregionu (2)

 

Z Zygmuntem Frankiewiczem – Prezydentem Gliwic
– rozmawia Jacek Broszkiewicz

 

– Kontynuując wątki poruszone w wywiadzie, którego I część opublikowaliśmy w nr 103. naszego czasopisma chciałbym zwrócić uwagę, że Pańskie przekonania i poglądy odnoszące się zwłaszcza do niekorzystnych zjawisk upartyjniania samorządów, a także troski o rozsądne podstawy prawne ich funkcjonowania w bliższej i dalszej przyszłości są coraz powszechniej akceptowane w środowiskach nie tylko samorządowych. Pan nie boi się ich wyrażać w precyzyjny i zrozumiały sposób. To z kolei kreśli niewątpliwie Pańską opinię co do istoty pojęcia „służby”, postawy, jaką powinni prezentować ludzie wybrani ze społecznego mandatu.

 

– Zwykło się sądzić, że prezydenci i burmistrzowie miast oraz wójtowie gmin powinni przede wszystkim zajmować się sprawami lokalnych społeczności. To oczywista prawda i nie zamierzam jej kwestionować. Uważam jednak, że nasza misja nie może polegać na przyjmowaniu bez szemrania rozwiązań, które podejmowane są na szczeblach władzy państwowej i de facto niszczą podstawy samorządności oraz demokracji lokalnej. Wielu moich kolegów – szkoda, że należą do mniejszości – stara się aktywnie występować na scenie publicznej w wymiarze regionu czy państwa. I nie chodzi tylko o spektakularne próby wywierania presji na rządzących. Spełzną one na niczym, jeśli prezydenci, burmistrzowie i wójtowie nie będą się starać o ciągły rozwój potencjału gospodarczego i społecznego w gminach, którymi zarządzają. Bez zaangażowania się w to dzieło sprowadzimy się tylko do roli bezwolnych wykonawców prawa, na które nie mamy wpływu. Myślę, że należy pozbyć się hipokryzji i bez obaw coraz głośniej mówić o własnych osiągnięciach, ambicjach, planach. Jestem przewodniczącym Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, ale także wiceprzewodniczącym Światowego Stowarzyszenia Technopolii (World Technopolis Association). Gliwice, jako jedyne polskie miasto, należą do tej elitarnej organizacji. A stało się tak dlatego, że od lat dbamy o to, by nasz potencjał intelektualny, a co za tym idzie i gospodarczy ciągle wzrastał i był na najwyższym światowym poziomie. To zostało dostrzeżone w świecie i spotkało się z uznaniem. Mówię o tym dlatego, by wskazać kierunki działań, jakim należy poświęcić uwagę, ponieważ ksenofobia i bojaźń przed podejmowaniem wysiłków, by nasze miasta i gminy były coraz bardziej rozpoznawalne w Europie i na świecie mają niebagatelne znaczenie, także dla relacji w sprawach wewnętrznych, samorządów z rządem. Kwestia polega bowiem na prostej zależności. Jeśli nie wychodzi nam dialog z rządzącymi z powodu ich ignorancji oraz arogancji, to skupmy się na wysiłku budowania własnych zasobów. A to jest możliwe jedynie dzięki stawianiu na innowacyjne rozwiązania, własną kreatywność i odwagę w nawiązywaniu relacji z partnerami krajowymi, międzynarodowymi, budowaniu klimatu sprzyjającego lokowaniu poważnych inwestycji, zwłaszcza zagranicznych na wysokim poziomie technologicznym. Tak od lat dzieje się w Gliwicach, a symbolem sukcesów, jakie można odnieść na tym polu, jest działalność wielkiej fabryki Opla na naszym terenie. A więc można!

 

Jeśli więc mówimy o potrzebie zmian w ustawie o samorządzie terytorialnym, to trzeba dysponować własną, silną pozycją. To jednak, że ta potrzeba od lat tkwi w świadomości samorządowców, wcale nie oznacza, że zostanie podjęta. Bo rząd nie wykazuje takiej woli. Chciałbym jednak podkreślić, że dzieje się tak między innymi dlatego, że w wielu samorządach nie jest dostrzegana konieczność wykazania własnej aktywności i głośnego wyrażania konieczności zmian w dziedzinach, o których wspomniałem. Zatem oprócz oczywistych i uzasadnionych pretensji do rządzących, warto czasami uderzyć się we własne piersi i dokonać uczciwego rachunku sumienia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest w Polsce wiele gmin, które po prostu nie mają w ręku żadnych wymiernych ekonomicznie atutów rozwojowych i są zdane na łaskę i niełaskę państwa, dlatego też nie zamierzam krytykować idei tzw. „janosikowego”. Musimy sobie pomagać, ale także w ten sposób, by mobilizować słabszych i biedniejszych do intelektualnego wysiłku. Po to też utworzyliśmy Śląski Związek Gmin i Powiatów, by silni wspierali słabszych.

 

Zmian ustrojowych wymagają takie dziedziny jak finanse publiczne, oświata, zdrowie – to najbardziej zaniedbane, z winy kolejnych ekip rządzących, sfery życia obywateli. Nie dokończono reformy administracji publicznej. To są zaniedbania bardzo często rodzące konflikty i niekiedy zupełnie uniemożliwiające sprawowanie władzy wykonawczej na szczeblu lokalnym. A jeśli dodać do tego coraz silniejsze procesy upartyjniania samorządów, o czym mówiłem w pierwszej części naszej rozmowy, to obraz zagrożeń nabiera wymiaru krytycznego.

 

Istniejące ramy są także niepraktyczne. Weźmy pod uwagę powiaty. Są. Ale nie mają majątku, a także własnych dochodów. Muszę jednak od razu podkreślić, że jestem przeciwnikiem pomysłu ich likwidacji, bo ich zadania ktoś musi przecież wykonywać, a broń Boże, by zawładnęła nimi administracja rządowa. Rzecz w tym, że rozumne byłoby przekazanie powiatom całą listę kompetencji będących w gestii różnego rodzaju instytucji i agend rządowych. Sztandarowym przykładem popierającym tę tezę jest działalność Agencji Nieruchomości Rolnych. Dlaczego istnieje specjalna agencja do zarządzania częścią majątku skarbu państwa, skoro mogłyby to robić powiaty? Co więcej ; takie szczególne miasta na prawach powiatu, jak Gliwice, właśnie to robią. Dzieje się tak dlatego, że prezydent miasta, będący jednocześnie starostą powiatu grodzkiego jest odpowiedzialny za majątek skarbu państwa i na co dzień nim zarządza. Ale miast na prawach powiatu w Polsce jest tylko 66. Czy nie warto by przenieść tych prerogatyw na całą resztę polskich miast, których jest ponad 900? Od kilkunastu lat próbujemy wychodzić z tego rodzaju inicjatywami, teraz wspieranymi także przez Pałac Prezydencki. Zasadniczo chodzi o to, by powiązać rożne szczeble samorządu terytorialnego w taki sposób, żeby w terenie nie dochodziło do napięć, konfliktów i niezdrowej konkurencji. Mam na myśli przeforsowanie obligatoryjnego ulokowania wójtów z danego terenu w radzie powiatu, który nim zarządza. Podobnie w Sejmiku Województwa powinni automatycznie zasiadać i to w roli pełnoprawnych członków, starostowie powiatowi. Idąc takim tokiem myślenia dalej – optymalną sytuacją byłaby taka, kiedy w Senacie również „z automatu” zasiada 16 marszałków województw. Byłby to system także bardzo wygodny dla wyborcy, który wybierałby nie tylko swojego wójta, burmistrza i prezydenta miasta, starostę, ale także marszałka i jednocześnie senatora. W ten sposób już w części byłaby skonstruowana rada powiatu, sejmik województwa i Senat. To bardzo logiczny pomysł. Zapewniałaby przenoszenie problemów lokalnych na coraz wyższe szczeble władzy – z ustawodawczą włącznie, a o to przecież chodzi.

 

– A słowa odbijają się jak groch od ściany?

 

– Niestety. Myślę, że konserwowanie istniejącego stanu rzeczy jest na rękę rządzącym. Z ich punktu widzenia napięcia, konflikty i niezdrowa konkurencja na i pomiędzy szczeblami regionalnymi oraz lokalnymi to idealny stan dla ciągłego poszerzania zakresu władzy.

 

– Gliwice są miastem zamożnym, o wielkim potencjale gospodarczym, intelektualnym, innowacyjnym i inwestycyjnym. Skutecznie dba Pan o to od kilkunastu lat. Jednocześnie gromkim głosem woła Pan o sprawiedliwość dla słabych. To wyjątkowa postawa w naszym życiu publicznym…

 

Centrum Handlowe Europa Centralna

 

– Nie sądzę, by była wyjątkowa. Istotnie, kwestia wskaźnika zadłużenia proponowanego w artykule 243 ustawy o finansach publicznych, Gliwic po prostu nie dotyczy, ponieważ po wprowadzeniu wskaźnika indywidualnego będziemy mieli jeszcze większe możliwości kredytowania swojego rozwoju. Nawet w tej chwili dysponujemy tym atutem. Wypowiadając się więc publicznie co do konieczności zmiany prawa uderzającego w słabszych, którzy nie będą mieli takich możliwości, czynię to dlatego, że tak każe mi logika i rozsądek. Obrona interesów innych samorządów to mój obowiązek, bo chodzi, mówiąc wprost, o obronę interesów Polski i jej obywateli. Uważam, że ludzie, którzy rządzą na jakimkolwiek poziomie, również lokalnym, powinni być „państwowcami”, myśleć w kategoriach całego państwa i całego społeczeństwa. Pojęcie „Moja chata z kraja” jest mi obce i odnoszę się do niego z całkowitą dezaprobatą. Trywialnie rzecz ujmując - płacą nam za to, by dbać o rozwój lokalny. Ale jestem głęboko przekonany, że nie można być szczęśliwym żyjąc w oazie dobrobytu, podczas gdy dookoła pleni się bieda. Uważam się za pragmatyka, więc to przekonanie poprę przykładem. Gliwice mają kilkuprocentowy wskaźnik bezrobocia. Jedno z sąsiadujących z nami miast ma bezrobocie ponad 20-procentowe. Efekt jest taki, że codziennie sznury samochodów naszych sąsiadów ciągną do Gliwic, do pracy. A zatem w interesie również Gliwiczan powinno być, aby w okolicy samorządy także dobrze się rozwijały, by ich działalność sprzyjała powstawaniu nowych miejsc pracy – dobrze płatnej pracy. To będzie korzystne dla wszystkich. Ten sposób myślenia trzeba upowszechniać w całym kraju, często pobudzić własnym przykładem, pokazać innym, co można uczynić w oparciu o własne siły, rozum i determinację.

 

– Skoro więc mówimy o roli Gliwic także na mapie gospodarczej regionu i kraju, to warto zauważyć, że Agencja Rozwoju Lokalnego w Gliwicach kupiła od skarbu państwa Górnośląską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w Katowicach. Zastanawiam się nad symboliką tego posunięcia…

 

– To przykład pragmatycznego działania. Rzeczywiście, można wpaść w zdumienie słysząc, że agencja rozwoju lokalnego, będąca spółką miejską, kupuje agencję regionalną, ale to krok bardzo przemyślany i, co tu owijać w bawełnę – rokujący spore dochody dla Gliwic. Jestem przekonany, ze zrobiliśmy dobry interes. Dzięki tej transakcji nasza świetnie działająca ARL - posiadająca kapitał zakładowy w wysokości ponad 160 milionów złotych – znacznie poszerzy swoją działalność, na czym z pewnością skorzystają także inne miasta. To przekonanie opieram na następujących faktach. GAPP S.A. prowadziła bardzo intensywną działalność na terenie kilku dużych miast: Katowic, Bytomia, Rybnika, Czechowic-Dziedzic, Żor - utworzyła w nich parki przemysłowe i inkubatory przedsiębiorczości, a więc wygenerowała spory majątek. Kupiliśmy GAPP S.A. za ponad 30 milionów złotych. Jej wartość księgowa wynosi 70 milionów, a realna - może i 100.

 

– Trzeba mieć wyczucie i myśleć perspektywicznie…

 

– Każdy mógł znaleźć się na naszym miejscu i przebić naszą ofertę. Skoro więc nasze miejskie spółki tak dobrze się rozwijają, a ich szefowie mają tak znakomite i oryginalne pomysły, to tylko cieszyć się z tego. Działamy aktywnie na wszystkich frontach, by wspomnieć stałą troskę o rozbudowę infrastruktury technicznej miasta, na przykład doskonałą działalność gliwickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, które skutecznie i aktywnie rozbudowuje swój potencjał, a przez to stwarza nam dodatkowy atut przyciągający inwestorów.

 

– 1 marca br. otwarto wielki kompleks handlowo-usługowy „Europa Centralna” usytuowany przy skrzyżowaniu autostrad A1 i A4. Przypomnijmy, że to samorząd Gliwic i Pan sam skutecznie zadbaliście o to, by ten węzeł komunikacyjny o kapitalnym znaczeniu dla inwestycji i rozwoju, zlokalizowano właśnie kilka kilometrów od centrum miasta…

 

– To duży sukces. „Europa Centralna” przyciąga klientów z całego regionu, przejezdnych, ale i inwestorów z kraju, Europy i świata. Jest usytuowana w miejscu wręcz idealnym. Znalazło tam pracę ponad 1000 osób. Na samym podatku od nieruchomości miasto zarobi szacunkowo rocznie ok. 2 i pół miliona złotych. Byłoby świetnie, gdyby w tej beczce miodu nie znalazła się łyżka dziegciu. Chodzi o problemy z dojazdem do tego kompleksu, który mieści się w obrębie węzła autostradowego. A za ten odpowiada Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. To ona wydawała decyzje o takich, a nie innych warunkach przyłączenia „Europy Centralnej” do dróg publicznych. A są one złe. Dojazd do kompleksu „EC”, na zaplanowanie którego gliwicki samorząd nie miał wpływu, psuje nasz wizerunek i powoduje, że to ja muszę się tłumaczyć za nie swoje winy. To wąskie gardło komunikacyjne prowadzące do „EC” zrodziło się nie u nas, ale gdzieś u planistów – może w Warszawie. I myślę, że ten przykład jest kolejną ilustracją działalności agencji rządowych, z których jedną jest przecież GDDKiA. To chyba także swoista klamra spinająca wydźwięk całej naszej rozmowy. Nie ma dialogu i porozumienia. Jest chaos i bałagan w relacjach samorządy – władza państwowa. Nie z naszej winy. Tę stajnię Augiasza, zwłaszcza w sferze ustrojowej, należy jak najszybciej uprzątnąć.

 

– Dziękuję za rozmowę.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |