SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  120  / Zwarcie czy kompromis budżetowy?

 

Z perspektywy Parlamentu Europejskiego: Jerzy Buzek

 
Zwarcie czy kompromis budżetowy?

 


Z prof. Jerzym Buzkiem,
przewodniczącym Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego – rozmawia Krzysztof Kozik


– W jednym ze swoich ubiegłorocznych wystąpień mówiąc o przyszłości UE i Europy i o tym co nas czeka, określił Pan 5 możliwych scenariuszy na przyszłość. Czy przez te kilka miesięcy coś się zmieniło w tej materii ? W jakim kierunku zmierza dziś pociąg z napisem Unia Europejska, i w którym miejscu tego składu znajduje się nasz wagon i jakiej jest klasy?

 

– Te 5 scenariuszy, miało osadzić tę dyskusję wokół konkretnych problemów, w kontekście konkretnych wyzwań, cywilizacyjnych, technologicznych, gospodarczych. Stąd potem ambitne propozycje przedstawione przez Prezydenta Macrona, różne postulaty co do dalszej integracji padające w kampanii wyborczej w Niemczech a potem w ramach negocjowania koalicji rządowej. Kwestie integracji europejskiej podnoszono też w kampanii wyborczej w Austrii, czy niedawno we Włoszech. W ostatnich dniach mieliśmy w tej sprawie list przygotowany przez Premierów państw bałtyckich, Holandii i państw skandynawskich. Ta debata trwa w Radzie UE, w Parlamencie Europejskim, ale też szerzej, w prasie, w dyskusjach publicznych, w kontekście przyszłych funduszy i programów unijnych, ewentualnego powstania Europejskiego Funduszu Walutowego, itp.

Teraz dochodzimy do momentu kluczowego. Mamy nowy rząd w Berlinie, a Komisja Europejska wkrótce przedstawi propozycję przyszłego budżetu dla wspólnoty. Widzimy jasno, że nacisk kładziony jest w większym niż dotąd stopniu na przyspieszenie rozwoju – innowacje, konkurencyjność, pogłębianie integracji – a już nie tak bardzo na konsolidację, na wyrównywanie opóźnień. Co to oznacza dla Polski? Rząd musi przedstawiać oryginalne propozycje, tak jak to miało miejsce kilka lat temu z pomysłem Unii Energetycznej czy Partnerstwa Wschodniego, które wyszły z obozu PO. Tymczasem energia rządu PiS jest dziś skierowana przede wszystkim na próbie tłumaczenia i obrony polityki wewnętrznej rządu. Nie widzę żadnego myślenia o wspólnocie, kompleksowych pomysłów na to czym być powinna za 25 czy 30 lat. I nie ma tu zrozumienia, że ostateczny jej kształt będzie wynikiem licznych kompromisów, wypracowywania rozwiązań z często rozbieżnych wizji, potrzeb i interesów.

 

– Całkiem niedawno, po raz pierwszy w historii, odwołano z funkcji jednego z wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. Kolejna dość spora plama na wizerunku Polski. Czy wpłynie to, a jeżeli tak to w jaki sposób, na pozycję Polski w negocjacjach kolejnego, po 2020 roku, budżetu UE?

 

– To było kwestią raczej osobowości, zachowania poprzedniego Wiceprzewodniczącego. Nadal Polak sprawuje to stanowisko. I nie upatrywałbym tu żadnych związków z kwestią negocjacji budżetu UE, bo to dwa zupełnie oddzielne procesy. Na miejsce odwołanego wiceprzewodniczącego wybrano innego Polaka, z tej samej frakcji.

 

– Polskie instytucje okołobiznesowe, korzystające do tej pory ze szczodrych dotacji UE zaczynają się przestawiać na funkcjonowanie uwzględniające brak tych środków. Co Pan sądzi o przekształcaniu się agencji rozwoju regionalnego i lokalnego w swoiste minibanki i instytucje finansowe, które mają konkurować z bankami komercyjnymi w udzielaniu tanich pożyczek i kredytów małym i średnim przedsiębiorcom? Czy jako organizmy typu non profit mają na to szanse?

 

– Myślę, że z ich doświadczeniem, instytucje te powinny dalej koncentrować się na wsparciu przedsiębiorców poprzez koordynację, także jeśli idzie o źródła finansowania. Fundusze unijne pozostaną ważnym elementem wsparcia dla przedsiębiorców. To raczej ich charakter ulegnie zmianie. Zapewne mniej funduszy będzie kierowanych na infrastrukturę, a więc na wsparcie innowacyjności, badań i rozwoju nowych technologii, na usprawnianie procesów produkcji i świadczenia usług, zaawansowaną cyfryzację – już nie komputery, ale inteligentne aplikacje. Liczymy na znaczne środki mające na celu dostosowanie przedsiębiorstw i szerzej przemysłu do innowacji energetycznych, do zwiększenia efektywności wykorzystania zasobów, także w ramach tak zwanej gospodarki o obiegu zamkniętym. Do tego agencje rozwoju powinny się przygotować – także pod względem własnych zasobów eksperckich.

Z drugiej strony powinniśmy szukać dodatkowych źródeł finansowania inwestycji. To z jednej strony kwestia dopełnienia funduszy europejskich, z drugiej sposób na zwiększenie środków dostępnych dla przedsiębiorców i stworzenie zupełnie nowych fundamentów dla długotrwałego rozwoju inwestycji. Agencje rozwoju powinny w większym stopniu współpracować z funduszami inwestycyjnymi, które dziś, w dobie niskich stóp procentowych, poszukują możliwości inwestycji na rynkach globalnych. W Polsce obecnych jest już kilka prywatnych funduszy inwestujących w start-upy. Warto starać się przyciągać nowe komercyjne fundusze inwestycyjne i venture capital. Tu raczej, niż w udzielaniu pożyczek upatrywał bym kierunku, w którym agencje rozwoju powinny iść.

 

– Już dawno z głównych stron internetowych polskich samorządów zniknęły oznaczenia i linki eksponujące finansową pomoc unijnych podatników w realizacji potężnych programów infrastrukturalnych. Tych programów już prawie nie ma więc Unia znika nie tylko z płaszczyzny informacyjnej, ale i ze świadomości ludzi. Jak się Pan czuje jako reprezentant kraju, który chętnie wyciągał ręce po unijne setki miliardów euro, a teraz jego rząd stoi na czele antyunijnej krucjaty?

 

– Nie wiem jak wygląda kwestia linków do projektów infrastrukturalnych, ale w różnych miejscach spotykam tablice informujące o współfinansowaniu inwestycji ze środków unijnych. Taka informacja to zresztą obowiązek związany z otrzymaniem wsparcia. Myślę też, że pomimo retoryki politycznej, Polacy doskonale widzą zmiany jakie zaszły dzięki unijnemu wsparciu jeśli idzie o infrastrukturę. To widać także w badaniach prowadzonych przez Eurostat, w których poparcie Polaków dla UE jest nadal bardzo silne, zwłaszcza na tle innych państw wspólnoty.

Faktycznie jednak, dziś pomimo tego, że w UE jesteśmy już 14 lat, czasem wciąż brakuje tej głębokiej świadomości, że UE to też my. Że jesteśmy za nią współodpowiedzialni. Że jej dobrobyt zależy też od nas i naszych działań.

 

W Parlamencie Europejskim każdy chce jak najwięcej dla kraju, jaki reprezentuje

 

– Elektromobilność, to jeden ze sztandarowych projektów tzw. Planu Morawieckiego, a po Polsce, w roku 2025, ma jeździć milion samochodów elektrycznych ( szacuje się, że dzisiaj jest ich ok 12 tysięcy ); sieć stacji doładowujących, w wielkich bólach, dopiero się tworzy. Sercem e-samochodu jest bateria, a tymczasem w Polsce rozpoczęto od konkursu na wygląd czyli karoserię. Największy producent w tej dziedzinie, Tesla, mógłby produkować 300000 aut elektrycznych rocznie gdyby nie trudności w dostępie do takich metali jak ind, gal, hafn, niezbędnych w produkcji baterii. Sprzedaż samochodów elektrycznych w całej UE ma wynieść w tym roku 200 tys. Sztuk. Czy w tym stanie rzeczy jest możliwe osiągnięcie przez Polskę w roku 2025 założonych celów? Czy nie jest to przysłowiowe porywanie się z motyką na słońce?

 

– Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju bardzo ciekawie i trafnie opisała wiele wyzwań i niezbędnych działań. Ale do ich realizacji nadal daleko. Jako Przewodniczący Komisji zajmującej się w PE między innymi energetyką i innowacjami wielokrotnie miałem okazję dyskutować z polskimi władzami i parlamentarzystami choćby kwestie rozwiązań, które pozwalałyby polskiej energetyce sprostać wyzwaniu związanemu z elektromobilnością. Pozostawiam na marginesie kwestię budowy własnych pojazdów elektrycznych, gdzie pytania nie dotyczą tylko, a nawet nie przede wszystkim baterii, ale choćby samych silników, układów jezdnych, płyt nośnych, oprogramowania, w zasadzie wszystkiego. Te wszystkie auta trzeba przecież będzie czymś ładować – nawet jeśli prywatne podmioty stworzą efektywną sieć stacji.

Dziś nasze sieci elektroenergetyczne, system wytwarzania, zarządzanie zapotrzebowaniem – to wszystko uniemożliwia realizację nawet skromniejszych ambicji jeśli idzie o elekromobilność. Nie wspomnę już kwestii związanych ze wzrostem zanieczyszczeń przy wzroście aut elektrycznych, gdy tak nasz system w tak małym stopniu wspiera odnawialne źródła energii, gdy nadal nie ma decyzji co do budowy elektrowni atomowej. Co więcej, gdy rozmawiam z decydentami różnego szczebla, widzę że nie brak im zrozumienia co do tych wyzwań, a jednak konkretne działania nie są podejmowane. To rodzi pytanie, na ile strategia elektromobilności jest brana na poważnie przez samych jej autorów?

 

– Brak wieloletniej strategii energetycznej; o miksie energetycznym mówi się coraz mniej i coraz ciszej. Tymczasem mamy ambitne plany budowy elektrowni atomowej, przekopania Mierzei Wiślanej czy wreszcie budowę Centralnego Portu Lotniczego, który obsłuży rocznie tyle pasażerów co największy na świecie port w Atlancie. Czy takie inwestycje mają jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie?

 

– Ambitne inwestycje mają jak najbardziej racjonalne uzasadnienie, ale jak każde przedsięwzięcie ekonomiczne, muszą być dobrze skalkulowane co do swoich założeń, źródeł finansowania – nie tylko co do budowy, ale wieloletniego utrzymania i dalszego rozwoju. Co więcej, wielkie inwestycje potrzebują tym większej koordynacji różnych obszarów, by odnieść sukces.

 

– Czy w praktyce jest możliwe, by środki unijne na rozwój regionalny w kolejnej perspektywie finansowej mogły trafiać do samorządów regionalnych bezpośrednio, z pominięciem agend rządowych, ministerstw? Na co możemy liczyć ze strony UE już nie jako państwo ale jako społeczeństwo?

 

– Zasady się nie zmienią. Co więcej, duży – coraz większy – nacisk w UE kładzie się na synergię pomiędzy funduszami i programami. To kwestia zapewne mniejszego budżetu w przyszłej perspektywie, w obliczu wyjścia Wielkiej Brytanii, pewnych tendencji populistycznych choćby we Włoszech, czy wciąż słabej sytuacji gospodarczej w kilku państwach południa Europy. Chodzi więc o to, by wydatki współgrały w ramach unijnych priorytetów. By podejmowane przez regiony i państwa działania wspierały się wzajemnie, by były w jakimś stopniu skoordynowane, a nie szły każdy w innym kierunku, bo bez tego rozejdzie się nam wspólny rynek.

Nie możemy jednak zapominać, że gros środków dla polskich samorządów idzie na realizację tak zwanych regionalnych programów operacyjnych. A to samorządy, a nie instytucje centralne tworzą swoje programy operacyjne, wskazują obszary wsparcia, priorytety. Jeśli chodzi o wsparcie dla społeczeństwa obywatelskiego, to choć większość środków unijnych przechodzi przez instytucje centralne – bo Komisja Europejska nie ma struktur by bezpośrednio monitorować programy wdrażane przez poszczególne organizacje pozarządowe w 27 państwach, w blisko 300 regionach UE, by je rozliczać i weryfikować. Ale wymóg konsultacji publicznych przy tworzeniu programów wsparcia, nadzór wybieranych bezpośrednio europarlamentarzystów, rola Europejskiego Komitetu Regionów i Komitetu-Społeczno-Ekonomicznego, szereg brukselskich organizacji zrzeszających NGOs z całej UE – one wszystkie dają konkretne narzędzia by potrzeby i oczekiwania co do wsparcia UE dla społeczności lokalnych, dla społeczeństwa obywatelskiego przekładały się na realne programy unijnego wsparcia.

 

– Wiele wątpliwości i niepokoju budzi przebieg wyborów samorządowych, a potem parlamentarnych. Czy bierze Pan pod uwagę zaangażowanie w kontrolę ich przebiegów przedstawicieli UE? Czy jest to możliwe w kontekście wdrożenia art. 7 wobec Polski?

 

– W ramach swoich kompetencji, UE angażuje się w kontrolę wyborów tylko w wybranych krajach poza swoim obszarem – głównej w Afryce i Azji. Jeśli chodzi o mechanizmy kontroli wyborów w Europie, odpowiednie kompetencje ma w tej dziedzinie Rada Europy. Jak rozumiem, partie wystawiające swoich kandydatów, także partie opozycyjne, będą podejmować działania by na poziomie komisji wyborczych mieć swoich przedstawicieli i monitorować proces wyborczy. I to chyba jest najlepszy sposób by wskazać wszelkie ewentualne nieprawidłowości.

Ale zwrócenie przez Pana uwagi na bezstronność i właściwą kontrolę procesu wyborczego ma fundamentalne znaczenie. Gdyby dokonano tutaj nadużyć, śmiało można by powiedzieć, że demokracja w Polsce się kończy.

 

– Dziękuję za rozmowę.

 

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |