SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  121-122  / Wielki projekt w okowach regulacji prawnych

 

Projekty z udziałem UE: Kraków – Nowa Huta Przyszłości


 
Wielki projekt w okowach regulacji prawnych

 

Z dr. Arturem Paszko,
Prezesem Zarządu Kraków Nowa Huta Przyszłości S.A. – rozmawia Jacek Broszkiewicz.


– Trzy lata temu rozmawialiśmy na tych łamach o wielkim projekcie zapoczątkowania przekształcania postindustrialnej, największej dzielnicy Krakowa – Nowej Huty – w miejsce tętniące życiem, obfitujące w nowoczesne obiekty biznesowe z najwyższej półki, tereny rekreacyjne, poważne wydarzenia kulturalne. Wówczas wartość całego projektu szacowano na 10 miliardów złotych. Czy dzisiaj, w połowie czerwca 2018 roku można powiedzieć, że plany te są realizowane, czy też życie i warunki dla funkcjonowania biznesu w naszym kraju zweryfikowały te ambitne zamierzenia?

 

– Podstawowe założenia projektu „Kraków – Nowa Huta Przyszłości” nie uległy zmianie. Realizujemy go według koncepcji wypracowanej w wyniku wieloletniego namysłu, którego celem było znalezienie sposobu aktywizacji społecznej i gospodarczej wschodniej części Krakowa. Przy czym nie mówimy tu o całej Nowej Hucie, a o obszarze wielkości ok. 5,5 tysiąca hektarów na wschód od linii ulic Klasztornej i Bulwarowej. Cały ten proces rozpocznie się od impulsów, które powstaną w części centralnej tego terenu, czyli na powierzchni ok. 600 hektarów, zlokalizowanym po wschodniej stronie krakowskiego zakładu ArcelorMittal wokół osi ulicy Igołomskiej. W tej koncepcyjnej materii nic nie uległo zmianie. Modele finansowe były jednak konstruowane przede wszystkim pod kątem możliwości wykorzystania Funduszy Europejskich. Dokumenty programowe powstawały pod koniec perspektywy finansowej UE 2007-2013 i plany na przyszłość opierano na spodziewanej niezmienności dotychczasowych zasad. Tymczasem w chwili, kiedy przystąpiliśmy do realizacji projektu znaleźliśmy się w nowej, obecnej perspektywie, która już na starcie zanotowała ponad 2-letnie opóźnienie. To jeszcze nie byłoby takim problemem, gdyby nie okazało się, że nasze założenia już nie tak bardzo pasują do reguł obowiązujących w perspektywie lat 2014-2020.

 

– W rozmowie sprzed 3 lat sygnalizował Pan konieczność poszukiwania innych, pozaunijnych źródeł finansowania projektu. Przeczucia?

 

– Może to zbyt wiele powiedziane, ale z praktyki wiem, że lepiej, bezpieczniej jest mieć zdywersyfikowane możliwości finansowania, niż liczyć tylko na jedno źródło. Wraz z globalną firmą doradczą dokonaliśmy wszechstronnej analizy sytuacji i dostosowania do niej tego, co robimy. W gruncie rzeczy chodziło o to, by projekt „Kraków – Nowa Huta Przyszłości” dostosować do aktualnych warunków. Jego początkową wartość opiewającą na 10 miliardów złotych, w tym 2 miliardy środków publicznych, a pozostałe 8 z zasobów inwestorów prywatnych, uznaliśmy za wielkość wymagającą korekty. W konsekwencji porzuciliśmy model w pełni właścicielski na rzecz mieszanego, czyli takiego, w którym nie musimy wykupić wszystkich 709 działek składających się na obszar projektu. W sumie całe przedsięwzięcie jest dzisiaj wyceniane na 6 miliardów złotych, w tym po stronie publicznej zaangażowanych będzie ok. 800 milionów zł, z czego z Unii Europejskiej uda się pozyskać w obecnej perspektywie finansowej około 100 milionów.

 

– Mocna korekta w dół…

 

– W ujęciu kosztowym – tak. Ale nic się nie zmienia w zakresie programowym projektu. Nie zwykłem bujać w obłokach. Uważam, że trzeba sobie stawiać ambitne cele, realizować marzenia, ale też brać pod uwagę realia w zmieniającym się świecie i twardo stąpać po ziemi. W możliwości aktualizacji planów i modeli realizacyjnych widzę zaletę, a nie wadę. Najgorzej byłoby trzymać się raz przyjętych rozwiązań mając wiedzę, że są już nieaktualne. Korekta miała znaczenie zasadnicze dla projektu, stawiała na pragmatyzm i dzięki temu są szanse, by kontynuować konkretne działania. Jak już wspomniałem, zderzenie z realiami oznaczało przede wszystkim konieczność przemyślenia modeli biznesowych, zwłaszcza tych dotyczących pozyskiwania nieruchomości. 600 hektarowy obszar, na którym się skupiamy, to teren o bardzo zróżnicowanej strukturze właścicielskiej. Skoro zrezygnowaliśmy z planu wykupienia na własność spółki wszystkich tych działek, to zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, ile ich kupić powinniśmy i w jaki sposób włączyć do projektu te nieruchomości, których nie wykupimy. Na dziś jestem przekonany, że spółka musi zarządzać bezpośrednio obszarem obejmującym ok. 230 hektarów – 70 z nich już pozyskaliśmy w różnej formie. Tereny te będą przeznaczone przede wszystkim pod budowę Parku Naukowo-Technologicznego „Branice”, Centrum Wielkoskalowych Plenerowych Wydarzeń Kulturalnych „Błonia 2.0” oraz częściowo Centrum Rekreacji i Wypoczynku „Przylasek Rusiecki”. W tym miejscu trzeba też zaznaczyć, iż duża część 600-hektarowego areału, którym się interesujemy, po prostu nie nadaje się obecnie do komercjalizacji. Dlatego też mamy spory problem w znalezieniu partnerów biznesowych dla naszych przedsięwzięć. Jeśli w hektar zdegradowanej działki poprzemysłowej na „dzień dobry” trzeba „włożyć” 2 miliony złotych, by doprowadzić ją do stanu określanego jako greenfield, to w praktyce żaden przedsiębiorca na to się nie porwie. Skala wyzwań i środków na samo przygotowanie terenu pod inwestycję właściwą praktycznie przekreśla jej opłacalność.

 

Wizualizacja Przylasku Rusieckiego. Widok od strony południowo-wschodniej

 

– A interwencja publiczna?

 

– Trafił Pan w punkt. Logicznie myśląc zainwestowanie publicznych pieniędzy w przygotowanie, uzbrojenie tak naprawdę ostatnich dużych i doskonale skomunikowanych wolnych terenów pod inwestycje w Krakowie jest jak najbardziej uzasadnione. To dlatego, w pierwszej kolejności, pozyskujemy przede wszystkim tereny najbardziej zdegradowane, bo na ich rewitalizację i uzbrojenie możemy teoretycznie przeznaczyć spodziewane 100 milionów zł z Unii Europejskiej. Mamy już w tym zakresie pierwsze sukcesy. Podpisaliśmy umowę o dofinansowanie ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020 projektu polegającego na kompleksowej rewitalizacji otoczenia jednego ze zbiorników wodnych w Przylasku Rusieckim. Za – w sumie – 9 i pół miliona złotych powstanie tam bardzo nowoczesne centrum rekreacji i wypoczynku. To będzie pierwszy w Krakowie w pełni „inteligentny” fragment miasta. Nie od rzeczy jest zaznaczyć, że realizując tę inwestycję na terenie poprzemysłowym (była kopalnia żwiru), który przez lata nieużytkowania stał się oazą zieleni, jesteśmy zobowiązani w pełni stosować się do zaleceń związanych z ochroną przyrody.

 

– Na takie cele Unia jest skora przeznaczać spore pieniądze…

 

– To prawda i jest to element naszej polityki, ponieważ chcemy do końca wykorzystać istniejące jeszcze możliwości w tym zakresie. Kolejnym etapem będzie projekt wartości około 85 milionów złotych, ukierunkowany głównie na działalność przemysłową i usługową. W tym wypadku jesteśmy zdeterminowani, aby jednak komercjalizować w maksymalnym stopniu obszary na ten cel przeznaczone, przede wszystkim pod kątem lokowania tam działalności gospodarczej związanej z inteligentnymi specjalizacjami. Mówię tutaj o Strefie Aktywności Gospodarczej – Nowa Huta Przyszłości, która zajmie około 40 hektarów. W kosztach tego przedsięwzięcia Fundusze Europejskie mają partycypować w wymiarze ok. 60 milionów złotych. Przeszło ono sito oceny i jesteśmy obecnie w trakcie procedowania dokumentacji niezbędnej do podpisania umowy o dofinansowanie.

 

– Z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego?

 

– Tak. Dokładniej w ramach Poddziałania 3.1.1 Strefy aktywności gospodarczej – ZIT. Wcześniej projekt ten został wpisany do Strategii Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych Krakowskiego Obszaru Funkcjonalnego.

 

– Rozumiem, że interwencja publiczna w lwiej części pochodzi do tej pory z pieniędzy unijnych podatników?

 

– Niestety, nie do końca tak jest. Główne działania finansujemy dotychczas przede wszystkim dzięki kapitałowemu zaangażowaniu naszego większościowego akcjonariusza, którym jest Gmina Miejska Kraków. Pozyskiwanie Funduszy Europejskich to proces długotrwały. Dlatego dopiero zaczynamy finansowanie nimi działań inwestycyjnych. Zresztą, nie w tak szerokim zakresie, jak byśmy tego chcieli. Wspominałem wcześniej o tym, że w obecnej perspektywie finansowej natknęliśmy się na nowe, wcześniej nieznane reguły, na nową filozofię realizacji tego typu przedsięwzięć przyjętą w UE, które wykluczają możliwość finansowania niektórych przedsięwzięć tymi środkami lub znacząco ją ograniczają. Żeby nie być gołosłownym można odwołać się chociażby do przykładu stref aktywności gospodarczej. W poprzedniej perspektywie finansowej były to tereny wyznaczane przez gminę, które wyposażano w odpowiednią infrastrukturę tworząc warunki do rozwoju przedsiębiorczości. Dzisiaj taka gmina musiałaby posiadać tytuł prawny do wszystkich nieruchomości, na których tworzy SAG. Podobnie jest w przypadku operatora, który nie jest jednostką samorządu terytorialnego. Innymi słowy. Jeszcze przed pozyskaniem finansowania ze środków Funduszy Europejskich, taki operator musi ponieść poważne nakłady na budowę zwartego zespołu nieruchomości. W takiej sytuacji byliśmy i my. Tereny, którymi się zajmujemy, to obszary zdegradowane przez działalność przemysłu ciężkiego. Doprowadzenie ich do stanu umożliwiającego komercjalizację wymaga niebagatelnych nakładów. Załóżmy, że już je ponieśliśmy, dzięki finansowemu wsparciu UE. Co dalej? Musimy udostępnić je przedsiębiorcom w określonym, stosunkowo krótkim czasie. Wszystkie. W przypadku, gdyby się to nie udało, będziemy musieli zwrócić dofinansowanie, proporcjonalnie do nieskomercjalizowanego w okresie trwałości projektu terenu. To jest jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że taki zwrot będzie musiał nastąpić także wówczas, gdy na inwestowanie w SAG zdecyduje się „duży” przedsiębiorca. Przy czym operatorowi nie wolno wykluczyć go z możliwości ubiegania się o zakup lub dzierżawę uzbrojonego w ramach projektu terenu.

 

– Czyli duże przedsiębiorstwa mogłyby inwestować w SAG, ale operator wystawiający na sprzedaż działki będące w jego władaniu poniósłby ewidentną stratę?

 

– Myślę, że koniec końców inwestorzy znajdą się wśród wszystkich kategorii przedsiębiorstw, ponieważ mocno pracujemy nad tym, by przedstawić ofertę bardzo atrakcyjnych terenów, przystosowanych do prowadzenia działalności przemysłowej i usługowej. Jeżeli będziemy je komercjalizowali w sposób konkurencyjny – a będziemy to robić na pewno w ramach transparentnej, otwartej procedury – to siła przebicia firm małych i średnich może być, w zderzeniu z dużymi podmiotami, w wielu przypadkach niewystarczająca. Wówczas, jak wspomniałem, będziemy musieli – proporcjonalnie – zwrócić unijne dofinansowanie. Z tym problemem będziemy musieli zmierzyć się w przyszłości. Tymczasem musimy poradzić sobie z innymi wyzwaniami. Często o charakterze formalnym. Bo przecież jeszcze nie podpisaliśmy umowy o dofinansowanie projektu, w ramach którego powstanie „Strefa Aktywności Gospodarczej – Nowa Huta Przyszłości”. Zanim do tego dojdzie projekt musi przejść m.in. wielostopniową kontrolę pod kątem dopuszczalności pomocy publicznej. Okazuje się bowiem, że badanie tego zagadnienia na poziomie Instytucji Zarządzającej Regionalnym Programem Operacyjnym, jest w przypadku projektów inwestycyjnych, przekraczających wartość 20 milionów Euro, niewystarczające. W sprawie musi się wypowiedzieć ostatecznie Komisja Europejska. I choć nie jest to klasyczna notyfikacja pomocy publicznej, to i tak proces ten potrwa. Jak długo? Trudno powiedzieć. Tymczasem terminy upływają, a spółka wystawiana jest na kolejne ryzyka. Ostatecznie sprowadzają się one do konieczności odpowiedzi na pytanie: intensyfikować działania inwestycyjne czy czekać? Jeśli będziemy czekali grozi nam przekroczenie dopuszczalnych terminów realizacji projektu. Jeśli zaangażujemy środki z innych źródeł przed uzyskaniem decyzji Komisji Europejskiej, w przypadku gdyby nie była pozytywna – nigdy ich nie odzyskamy. Innymi słowy: nie wystarczy mieć dobry projekt, czy skutecznie przeprowadzić całą procedurę jego wyboru do dofinansowania. Trzeba mieć jeszcze żelazne nerwy i umiejętność mitygowania ryzyk, o części których nawet nam się nie śniło na początku drogi.

 

– Wielkie plany mogą więc zostać storpedowane nieżyciowymi przepisami i biurokracją rodem z Brukseli?

 

– Te wielkie pieniądze pochodzą – mówiąc w uproszczeniu – z Brukseli i w sumie trudno się dziwić, że tam, może chwilami zbyt drobiazgowo, dbają o sposób ich wydawania przez beneficjentów. Ale, szczerze powiedziawszy, coraz częściej zastanawiam się, czy kompleks zagadnień związanych z kwestią pomocy publicznej nie powinien zostać uproszczony i bardziej racjonalnie, a przede wszystkim przejrzyście, skodyfikowany w ramach całej Wspólnoty. Obecnie obowiązujące rozwiązania, a może nawet bardziej sposób ich interpretowania, zaczynają chwilami praktycznie paraliżować możliwość sprawnych działań i wręcz przeprowadzania inwestycji z publicznym wsparciem. Oczywiście musimy mieć świadomość tego, że pomoc publiczna dedykowana konkretnym sektorom, branżom czy sferom może zaburzać konkurencję – dlatego mówimy o dozwolonej i niedozwolonej pomocy publicznej. Jednak jej sens jest oczywisty: ingerować w obszary ważne społecznie, w których żaden inwestor prywatny sam z siebie by się nie pojawił. Uważam przy tym, że mechanizmy weryfikowania tego, czy ta pomoc jest dozwolona, czy też nie, są zbyt rozbudowane (a sposób orzekania o tym czasami nieprzekonywujący) i dlatego hamują procesy inwestycyjne.

 

– Czy obecnie jakakolwiek polska inicjatywa w tej sferze na forum Komisji Europejskiej miałaby szanse powodzenia?

 

– Nie wiem. Natomiast bez względu na to, czy miałaby szansę na sukces, czy też nie, bezwzględną koniecznością jest najpierw ogólna refleksja nad tym, jak to działa, a następnie zbudowanie propozycji uporządkowania tej sfery. Przydałby się rzetelny dialog w tej sprawie. Stworzenie płaszczyzny, na której możliwa będzie wymiana doświadczeń i podglądów między tymi, którzy są beneficjentami pomocy publicznej, tymi którzy jej udzielają i tymi, którzy decydują, że dany rodzaj interwencji stanowi pomoc publiczną. A pamiętajmy, że zagadnienie to nie dotyczy wyłącznie Funduszy Europejskich, ale wszystkich środków publicznych. Mając to na uwadze nie od rzeczy będzie wspomnieć o konieczności zadbania o skumulowanie w instytucjach zajmujących się tym zagadnieniem odpowiednich kompetencji. Oznacza to ni mniej ni więcej potrzebę dbałości o kadry, co w sytuacji zwiększonej ich fluktuacji wydaje się jeszcze pilniejsze, niż podejmowanie działań legislacyjnych.

 

Kraków – Nowa Huta Przyszłości. Wizualizacja projektu

 

– Czy pomoc publiczna w postaci dofinansowania z UE, tak w sumie kłopotliwego, by nie rzec – uciążliwego jest rzeczywiście nie do zastąpienia? Przecież to „zaledwie” 100 milionów złotych, a miasto i województwo daje siedmiokrotnie więcej, nie mówiąc już o oczekiwaniach od inwestorów prywatnych…

 

– Często się nad tym zastanawiam. I to nie tylko w kontekście różnorakich problemów formalnych związanych z korzystaniem z Funduszy Europejskich, ale także kosztów obsługi tego typu projektów. Być może rzeczywiście byłoby wskazane, aby to bezpośrednio samorządy pozyskiwały tereny trudne, a następnie – z wykorzystaniem środków własnych – przystosowywały je do prowadzenia działalności przemysłowej i usługowej. Tylko kogo na to stać? Budżet żadnej jednostki samorządu terytorialnego nie jest z gumy, a potrzeb jest wiele. Zwrot z takich inwestycji nie następuje w momencie komercjalizacji nieruchomości, ale wiele lat później. Widać go dopiero w rachunku ciągnionym kosztów i korzyści. A tak poza tym… Czy tego typu przedsięwzięcia w ogóle mieszczą się w katalogu zadań własnych jakiegokolwiek samorządu? Mam pewne wątpliwości. Zapewniam, że nie tylko ja… Bez względu na nie samorządy podejmują taką aktywność, z konieczności poszukując różnych dodatkowych źródeł finansowania inwestycji i wykorzystując do tego różne narzędzia. W przypadku projektu „Kraków – Nowa Huta Przyszłości” takim źródłem są – w tym momencie – Fundusze Europejskie, a narzędziem reprezentowana przeze mnie spółka. Sądzę zresztą, że jest to rozwiązanie, które ma duże szanse powodzenia. W obecnej perspektywie finansowej zbliżyliśmy się do granicy możliwości, którą oszacowaliśmy na poziomie 100 milionów złotych z Funduszy Europejskich, bo poza wspomnianymi już projektami zlokalizowanymi w Przylasku Rusieckim (zagospodarowanie otoczenia zbiornika nr 1) i Parku Naukowo-Technologicznym „Branice” (SAG) mamy realne szanse na pozyskanie kolejnych 13 i pół miliona złotych dofinansowania do inwestycji obejmującej realizację pierwszego etapu zadania pn. Centrum Wielkoskalowych Plenerowych Wydarzeń Kulturalnych „Błonia 2.0”. Ale przecież przed nami kolejna perspektywa. I to już niedługo. Zapewne nie mamy już szansy na tak duży udział w unijnym torcie, jak obecnie, ale może tym bardziej postaramy się o jeszcze racjonalniejsze rozdysponowanie tych środków, którymi będziemy – jako kraj – realnie rozporządzali. Poszukiwanie racjonalnych rozwiązań jest konieczne, podobnie jak tworzenie regionalnych i lokalnych mechanizmów oraz narzędzi generowania własnych środków inwestycyjnych.

 

– Dziękuję za rozmowę.

 

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |