SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  123-124  / Pragmatyzm przede wszystkim

 

Z perspektywy agendt rządowej:
dr Leszek Buller


 
Polska – Unia:
pragmatyzm przede wszystkim

 

Z dr Leszkiem Bullerem, Dyrektorem Centrum Projektów Europejskich w Warszawie – rozmawia Jacek Broszkiewicz



– Rozpoczynając tę rozmowę chciałbym zacytować słowa wypowiedziane 17 lat temu na łamach naszego miesięcznik przez śp. Macieja Płażyńskiego – byłego Marszałka Sejmu RP. To był jeszcze czas, kiedy Polska dopiero starała się o członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Oto one: „To intrygujące, że im większy postęp demokracji, tym większe oczekiwania wsparcia ze strony państwa artykułowane przez potencjalnych beneficjentów pomocy unijnej – jeżeli nawet nie w wymiarze finansowym, to prestiżowym, organizacyjnym.” Odnieśmy te słowa do aktualnego obrazu sytuacji rysującego się w bardzo istotnym obszarze naszych relacji międzynarodowych, czyli w dziedzinie współpracy transgranicznej. Zaznaczmy, że polskie euroregiony zajmują 1/3 terytorium kraju i żyje w nich kilkanaście milionów ludzi…

 

– Jestem przekonany, że słowa Marszałka Płażyńskiego nic nie straciły na swojej aktualności. Nadal występuje silna potrzeba wspierania potencjalnych beneficjentów w staraniu się o unijne dofinansowanie planowanych projektów, tym bardziej, że obszary wsparcia w programach transgranicznych są o wiele większe od obszarów euroregionów. Troską Centrum Projektów Europejskich jest dotarcie do najdalszych zakątków na tych obszarach z przystępną informacją o możliwościach i warunkach uzyskania unijnego wsparcia, a chodzi przecież o setki milionów euro w obecnej perspektywie finansowej. Oprócz programów realizowanych na wewnętrznych granicach Unii Europejskiej realizujemy także dwa programy adresowane do Polski i jej sąsiadów nie będących członkami UE. Co do tych pierwszych to można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że dotychczasowe doświadczenie i praktyka we współpracy Polaków, Niemców, Czechów, Słowaków ale i Duńczyków oraz Szwedów są na tyle długie i intensywne, że nadal gwarantują rozwój i sukcesy. Granica wschodnia ma inną specyfikę, chociażby z tego powodu, że procesy podejmowania decyzji u sąsiadów są o wiele bardziej scentralizowane i nie zawsze polscy partnerzy – na przykład stowarzyszenia gmin – mają relatywnych partnerów. Myślę jednak, że i reprezentanci tych narodów poprzez częste kontakty z nami wiele się nauczyli, zaobserwowali i zapewne będą korzystać z niektórych naszych rozwiązań jeśli chodzi o system samorządnych instytucji. To widać na przykładzie programu Polska-Białoruś-Ukraina, który czerpie doświadczenia już z 15 lat współpracy, w czasie których zarówno rząd polski, jak i Unia Europejska angażowały coraz większe środki do umacniania relacji i współpracy dobrosąsiedzkiej. Rzecz dotyczy właściwie nie tylko terenów przygranicznych, ale w gruncie rzeczy chodzi o relacje pomiędzy Unią Europejską a państwami z nią graniczącymi od wschodu i północy. Europejska Polityka Sąsiedztwa to bardzo istotny element integracji, tworzenia bilateralnych oraz wielostronnych stosunków w wymiarze kontynentalnym.

 

Projekt „Karpackie niebo. Rozwój produktów związanych z astronomią na terenie polsko-słowackiego pogranicza”, dofinansowany w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Słowacja 2007-13. Celem projektu był rozwój i promocja przyjaznej środowisku turystyki, bazującej na astronomii.


– Poruszył Pan wątek naszych relacji ze wschodnimi sąsiadami. W potocznym obiegu ci partnerzy nie zawsze mają dobrą prasę – widać do zwłaszcza na poziomie relacji międzypaństwowych, obarczonych siłą rzeczy interesami politycznymi. Jak to wygląda w wymiarze stosunków międzyludzkich, międzyorganizacyjnych na średnim lub najniższym poziomie?

 

– Prowadzimy pracę organiczną, szkoleniową, dydaktyczną adresowaną zarówno do podmiotów polskich, jak i ich partnerów zagranicznych. To są relacje bezpośrednie, ludzie poznają tajniki aplikowania po fundusze unijne, reguły obowiązujące przy organizowaniu i przeprowadzaniu przetargów, ale i pisaniu projektów. Ta wiedza ma kolosalne znaczenie, ponieważ po pierwsze: liczba wniosków i kwoty w nich zawarte wielokrotnie przekraczają i tak dużą pulę przyznaną przez UE, a więc selekcja pod względem technicznym i merytorycznym musi być bardzo pragmatyczna, po drugie: mamy do czynienia z wysokim poziomem transparentności całego procesu aplikacyjnego. Ci, którym się nie powiodło wiedzą już na przyszłość co należy uwzględnić, poprawić, by ich szanse na dofinansowanie kolejnych projektów były realne. Nie obserwuję zjawiska zniechęcenia, czy rezygnacji, choć nie ukrywam, że pozyskanie pieniądza unijnego to nie jest łatwe zadanie. Ale przykład tych, którym się powiodło działa przemożnie, efekty realizacji zakwalifikowanych do realizacji projektów działają inspirująco, wskazują ponadto, jak bardzo atrakcyjne i akceptowane społecznie po obu stronach granicy cele są w zasięgu ręki. Wymiar edukacyjny, pozyskiwania wiedzy o regułach np. finansowych obowiązujących w UE jest trudny do przecenienia. Rosną kadry ekonomistów doskonale radzących sobie z rozliczaniem projektów, co powoduje coraz mniejszą liczbę zastrzeżeń Komisji Europejskiej co do sposobu wydatkowania pieniędzy podatników unijnych.

 

– Pozwoli Pan, że przejdę do pewnego ważnego konkretu. Wartość współpracy transgranicznej w obecnej perspektywie finansowej 2014-2020 pomiędzy Polską a rosyjskim Obwodem Kaliningradzkim to kwota 62 milionów euro. Dwie trzecie to pieniądze z UE a 1/3 z Federacji Rosyjskiej. To zestawienie pokazuje, że nasz kraj jest największym beneficjentem tych operacji. Mimo, że nie wkładamy w ten program ani jednego euro, to gdyby rzutem na taśmę ostatniego dnia ubiegłego roku polska strona nie podpisała porozumienia o przystąpieniu do tego programu te duże pieniądze pozostałyby tylko w sferze marzeń. Nie potrafimy negocjować?

 

– Ja sądzę, że jest wręcz odwrotnie. Rosjanie to twardy partner w negocjacjach, ale my wcale w tej dyscyplinie nie jesteśmy gorsi. Poruszamy się w twardych realiach ekonomicznych i każda strona dba o swoje interesy. To nie tylko Polska jest beneficjentem tego programu, ale i nasz rosyjski partner, który w negocjacjach zagwarantował sobie, że te 20 milionów euro, jakie angażuje w rozwój współpracy transgranicznej musi pozostać na terenie Obwodu Kaliningradzkiego. Polska będzie czerpała korzyści wynikające z zaangażowania pozostałej kwoty 42 milionów euro, a ona pochodzi z UE. Umowę istotnie podpisano dość późno, niemniej jednak sama chęć współpracy partnerów polskich i rosyjskich ma tu kolosalne znaczenie, bo przecież będziemy realizować wspólne projekty. Zainteresowanie to potwierdził przebieg ubiegłorocznego Forum Poszukiwania Partnerów w Olsztynie, na które przyjechała rekordowa liczba potencjalnych beneficjentów z Polski i Rosji bo aż 236. Forum stanowiło kontynuację prac Programu Polska-Rosja 2014-2020, którego beneficjentami mogą być władze krajowe, regionalne i lokalne, jednostki zarządzane zgodnie z prawem publicznym lub prywatnym oraz organizacje pozarządowe posiadające osobowość prawną. Wysokość grantu wynosi od 100 tys. do 2,5 mln euro, a maksymalny poziom dofinansowania sięga 90 proc. Od 16 kwietnia do 16 lipca trwał nabór wniosków na dofinansowanie – mogę solennie zapewnić, że wybrane zostały tylko te najlepsze.

 

Wręczenie nagród dla projektów karpgackich prowadzonych przez Centrum Projektów Europejskich w ramach konferencji Europa Karpat podczas XXVIII Forum Ekonomicznego w Krynicy 5 września 2018 r


– A stosunki z Białorusią a zwłaszcza z Ukrainą?

 

– Patrząc z perspektywy realizacji programu Polska-Białoruś-Ukraina muszę podkreślić, że współpraca ze stroną ukraińską układa się bardzo dobrze, przy czym charakterystyczne jest, że podmioty, które są beneficjentami danego projektu dofinansowanego przez UE z reguły po jego zakończeniu nadal ze sobą kooperują. Środki unijne pełnią więc rolę swoistego koła zamachowego kreującego wielopłaszczyznową współpracę w różnych dziedzinach. Nie ulega wątpliwości, że takie praktyki mają duży wpływ na ożywienie gospodarcze, ale i kulturalne wschodnich terenów przygranicznych. To dotyczy również relacji międzyludzkich, rodzenie się długoletnich przyjaźni, a dobre wzajemne doświadczenia owocują tym, że niektórzy partnerzy już po raz trzeci wspólnie aplikują po kolejne dotacje na nowe projekty. Fora Poszukiwania Partnerów odbywają się także od wielu lat, nie tylko po stronie polskiej jak ostatnio w Lublinie, ale także u naszych sąsiadów.

 

– Zadam pytanie, które często pojawia się obecnie w przestrzeni publicznej. Przewija się w niej watek ewentualnego polexitu. Co wówczas stanie się z Centrum Projektów Europejskich, którym Pan kieruje?

 

– Żadnego polexitu nie będzie. Jestem przekonany, że taka ewentualność to wyłącznie figura publicystyczna. Osobiście uważam, że Unia Europejska potrzebuje Polski, a Polska Unii. Przy czym twarde stanowisko rządu polskiego m.in. w niektórych kwestiach dotyczących reformy UE jest ze wszech miar słuszne, a konsekwencja w jego prezentowaniu powoduje, że traktuje się nas poważnie.

 

Dzień Europejskiej Współpracy w ramach Programu Polska-Białoruś-Ukraina


– Ciężar odpowiedzialności spoczywający na instytucji, którą Pan kieruje jest zatem ogromny i takim pozostanie jeszcze przez długie lata. To trudny kawałek chleba także z powodu, o którym już wspominaliśmy. Zawiedzionych nie otrzymaniem na swoje projekty unijnego wsparcia jest więcej niż beneficjentów…

 

– Czasami jeden na kilkunastu aplikantów otrzymuje to wsparcie, bo o tyle razy kwoty zawarte we wnioskach przewyższają fundusze, jakimi dysponujemy. Wnioski są oceniane przez niezależnych, losowo wyłanianych ekspertów, ale istnieje możliwość przy niekorzystnej kwalifikacji skorzystania z procedury odwoławczej. Te kwestie rozstrzygane są na poziomie naszych regionalnych Sekretariatów Technicznych, które cieszą się sporą autonomią decyzyjną ale w trosce o transparentność w tej sferze np. w odniesieniu do programu Polska-Białoruś-Ukraina całej procedurze wyboru projektów do dofinansowania bacznieprzygląda się Komitet Monitorujący. Naturalnie staramy się by kryteria merytoryczne, ale i zasady uczciwości i sprawiedliwości były dochowane w każdym przypadku. Zawsze jednak w sytuacji niedoboru środków będą ci, których projekty muszą zostać pominięte, zatem niezadowolonych jest większość. Jak wspomniałem jednak to ich nie deprymuje i nie rezygnują ze swej roli interesariuszy w kolejnych rozdaniach.

 

– Czy istnieje związek pomiędzy środkami unijnymi przeznaczonymi na współpracę transgraniczną a pieniędzmiw dyspozycji Regionalnych Programach Operacyjnych?

 

– Obie te pule nie mają ze sobą nic wspólnego. To odrębne fundusze, przy czym te przeznaczone na współpracę transgraniczną pochodzą wyłącznie z UE.

 

– Chciałbym jednak pociągnąć wątek polityki regionalnej, ponieważ odnosi się on do dużej części kraju, gdzie realizowana jest współpraca transgraniczna. W odniesieniu do przyszłości i miejsca Polski w UE, ewentualnego poluzowania naszych zobowiązań i korzyści pojawia się teza, że w imię suwerenności i niezależności od Brukseli warto zrezygnować z około 5 procent PKB generowanych dzięki dotacjom UE, tym bardziej, że i tak będą one maleć, choćby z powodu opuszczenia UE przez Wielką Brytanię ( o 12-14 proc.). Jak Pan podchodzi do tych kalkulacji?

 

– Uważam, że powinniśmy dążyć do pozyskania jak największej ilości środków finansowych z UE. Ale niewątpliwie będzie ich mniej i to nie dlatego, że w Polsce jest taki a nie inny rząd. Poza tym już cieszyliśmy się przez kilkanaście lat rolą największego beneficjenta, więc chyba przyjdzie czas, że zostaniemyjej pozbawieni. Ale wierzę, że regres nie będzie tak duży i nadal Unia Europejska będzie dostrzegać fakt, że z punktu widzenia jej interesów rozwój współpracy transgranicznej i mechanizmu Dobrego Sąsiedztwa są niezmiernie ważne i warte finansowania, ponieważ zapotrzebowanie np. na inwestycje w tej dziedzinie jest przeogromne, 10-krotnie przewyższające obecne zaangażowanie Brukseli. Jesteśmy adwokatami tej idei i lobbujemy na jej rzecz, ale mamy też świadomość, że budżet UE jest wypadkową interesów wszystkich krajów członkowskich i trzeba będzie pójść na kompromis.

 

– Pozwoli Pan, że zapytam o rzecz z pozoru odległą od tej tematyki, związaną jednak z systemem funkcjonowania państwa. W debacie publicznej pojawiają się postulaty, by główne cele i kierunki wsparcia unijnego były realizowane na poziomie regionów, z pominięciem, wyłączeniem pośredniej roli instytucji i agend państwa. A to oznacza – by ująć naszą rozmowę w logiczną klamrę, że nie tylko słowa marszałka Płażyńskiego o rosnącej w demokracji pozycji państwa znajdują zwolenników. Niemało jest tych, którzy są przeciwnikami procesów centralizacyjnych. Jak zapatruje się Pan na takie rozwiązania?

 

– Istotnie, pojawiają się pomysły, by środki unijne bezpośrednio umiejscowić w regionach. Jeśli idzie o pieniądze przeznaczonychna współpracę transgraniczną to uważam, że o wiele więcej argumentów przemawia za tym, by pozostały one w dyspozycji ośrodka centralnego, przede wszystkim dlatego, że możliwość baczenia i ważenia pewnych potrzeb na wszystkich granicach jest większa, bardziej racjonalna i eliminująca konflikty oraz nieprawidłowości, jakie mogą się pojawić w konkurencyjnych działaniach biorących pod uwagę jedynie interesy partykularne. Oczywiście należy docenić regionalny i lokalny pryzmat myślenia, bo przecież są one artykułowane przez bardzo społecznie zaangażowanych przedstawicieli różnorakich środowisk: samorządowych, biznesowych, społecznych, kulturalnych itp., ale bardzo często bywa tak, że postulaty przez nie artykułowane i formułowane są sprzeczne, czy nie do końca zbieżne z polityką państwa, czy też różne regiony mają sprzeczne podejście. Państwo ma większe możliwości kontroli prawidłowości i celowości wydawania przyznanych beneficjentom pieniędzy, jak również może być niezależnym arbitrem. A porządek, ład i przejrzystość w tej materii to nie jest wymóg utrudniający życie, lecz warunek dalszego przyznawania nam środków pomocowych i zaufania. A ono jest fundamentem dobrej opinii, przekonania Komisji Europejskiej, że środki wypracowane przez podatników unijnych nie idą na marne i nadal warto jej przekazywać uczciwym, kreatywnym partnerom. A takim jesteśmy i na pewno pozostaniemy. W moim przekonaniu obecny mechanizm sprawdza się od lat i nie ma potrzeby zmieniać go na inny, chociażby dlatego, że członkami każdego komitetu monitorującego są marszałkowie województw, co wyczerpuje postulat uwzględniania czynnika regionalnego. W ten sposób pod uwagę jednakowo brane są potrzeby lokalne i ogólnokrajowe.

 

– Podjęto jednak próby instytucjonalne zmierzające do utworzenia bezpośredniej ścieżki kontaktów na poziomie regiony – Komisja Europejska. Powstały podmioty o osobowości prawnej (euroregiony takiej nie mają), czyli Europejskie Ugrupowania Współpracy Terytorialnej…

 

– Możliwość bezpośredniego aplikowania do Komisji Europejskiej o środki na konkretne projekty przez rozmaite podmioty zawsze istniała. Wspomniałem, że z powodu brexitu budżet UE będzie niższy o 10-14 procent i o tyle mnie więcej prawdopodobnie zmniejszą się dotacje także na współpracę terytorialną, transgraniczną. To jest sytuacja, w której właśnie tego typu instytucje jak EUWT „Tatry”, czy EUWT „Nowum” w euroregionie Nysa będą mogły bezpośrednio aplikować do Komisji Europejskiej o uzupełnianie luki finansowej, jaka dotknie projekty przez nie wcześniej zaplanowane i które zostały zaakceptowane do realizacji. Uważam, że ta bezpośrednia ścieżka aplikacyjna powinna stawać się coraz szerszą autostradą dla ogromnej liczby podmiotów, instytucji, organizacji chcących korzystać z unijnego wsparcia dla własnych projektów kreujących rozwój i sukces. Niektórym wydaje się to trudniejsze niż korzystanie z pośrednictwa instytucji krajowych takich jak CPE, ale trzeba się będzie nauczyć umiejętności poruszania także w biurokratycznych realiach brukselskich. Jestem optymistą, ponieważ na tym polu starania się o dofinansowanie od kilkunastu lat zbieramy cenne doświadczenie, które musi procentować.

 

– Zatem ta lekcja do odrobienia będzie także świadectwem, czy nadal jesteśmy skuteczni w pozyskiwaniu i wydawaniu unijnych dotacji…

 

– Owszem. Proszę przy tym pamiętać, że nasi beneficjenci obracają nie tylko środkami unijnymi, co mogłoby być obarczone pewną beztroską, ale to praktycznie się nie zdarza, bo jest zupełnie nieopłacalne, a ludzie są poważni. Angażowane są polskie pieniądze w postaci udziału własnego, a to jest dodatkowa gwarancja, że tak jak do tej pory, tak i nadal każde euro będzie oglądane przez beneficjentów bardzo uważnie i po wielokroć.

 

– Można odnieść wrażenie, że jest Pan spokojny o skuteczność i sprawność aplikacyjną. I jedyną kwestią, o jaką można się martwić to poziom kreatywności i ładunku intelektualnego pomysłów generowanych przez naszych wnioskodawców…

 

– A wie pan, że właśnie o tę warstwę jestem bardzo spokojny, ponieważ nasze i naszych partnerów projekty są nie tylko bardzo liczne, ale niespotykanie wartościowe, ciekawe i użyteczne, robiące niekłamane wrażenie i uznanie w całej Europie. I tylko często naprawdę ogromnie żal, że nie wszystkie jesteśmy w stanie wesprzeć finansowo.

 

– Dziękuję za rozmowę

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |