SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  125  / Konstytucja dla… uczuć i emocji

 

Wrażliwy świat biznesu – MARR S.A.


 Biznes:
Konstytucja dla…
uczuć i emocji

 

Z dr Janem Pamułą, prezesem Zarządu Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. w Krakowie – rozmawia Jacek Broszkiewicz


– Sektor prywatnych przedsiębiorców odgrywa ogromną rolę w polskiej gospodarce. Szczególnie duże znaczenie mają tu mikro, małe i średnie firmy, których jest ok. 1,8 miliona czyli 99,8 procent wszystkich przedsiębiorstw działających w Polsce, zatrudniające około 6,5 miliona ludzi. Czy w tym kontekście można mówić o tym, że te miliony ludzi: pracodawców i pracobiorców mają świadomość faktu, że jadą na jednym wózku, że pomimo różnych przypisanych im ról, tworzą grupę wspólnego interesu?

– Niezaprzeczalnym faktem jest, potwierdzanym zresztą przez globalne procesy ekonomiczne i społeczne, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa są fundamentem pozycji każdego kraju na świecie. Wynika to z tego, że są one bardzo elastyczne i łatwiej dostosowują się do coraz szybciej zachodzących zmian i potrzeb rynku. Gotowość do podejmowania działań obarczonych dużym ryzykiem musi wynikać z pewnej postawy afirmującej akceptację dla zmian. We własnej mentalności, nastawieniu do ludzi i świata, pielęgnowaniu kreatywności, zmysłu poszukiwania, ciekawości. W mniejszych organizmach gospodarczych o wiele łatwiej, niż w molochach o skomplikowanej strukturze zarządzania i wielkiej liczbie zatrudnionych, wprowadzać tego rodzaju aurę – powiedzmy – świeżego spojrzenia na rzeczywistość. Takiego spojrzenia, które nie paraliżuje, ale naturalnie skłania do efektywnego działania i wszystkim zaangażowanym we wciąż nowe projekty przynosi nie tylko korzyści materialne, lecz i uczucie spełnienia, sens życia. To nieprawda, że biznes, by być efektywnym, musi się wyzbyć emocji i uczuć. Przecież zdolność do reakcji na błyskawiczne zmiany rynkowe wynika nie tylko z beznamiętnej kalkulacji, lecz z dostrzegania pozaekonomicznych konsekwencji podejmowania decyzji w skali firmy, ale i państwa. Rządzący, którzy zatracili zmysł dostrzegania socjalnego wymiaru aktywności gospodarczej, płacą za to wysoką cenę. Tracą władzę. Jestem liberałem i nie kryję się ze swoimi poglądami, choć od wielu lat nie należę do żadnego ugrupowania politycznego. Nie wdaję się też w dysputy światopoglądowe, ponieważ cenię sobie sferę prywatności. Mój liberalizm ulega jednak modyfikacjom, ponieważ staram się bacznie obserwować otaczający mnie świat. Wyciągam wnioski, rewiduję niektóre swoje przekonania, choć tym fundamentalnym pozostaję i pozostanę wierny. Nie odpowiadam wprost na pana pytanie dlatego, że unikam operowania stereotypami, dogmatami zarówno ekonomicznymi, jak i socjologicznymi. Pojęcie wspólnoty interesu, zwłaszcza klasowego, jest przeżytkiem. Ma się nijak do zjawisk i procesów zachodzących we współczesnym świecie. Nie ma sensu trwonić energii na roztrząsanie tego problemu, chociażby ze względu na to, że w prywatnym biznesie jednym z podstawowych kryteriów jest konkurencja. Wspólnotę losu można jednak poczuć urzeczywistniając swoją wolę do współpracy, kooperacji.

 

Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego SA współpracując z Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego, tworzy dedykowaną społeczeństwu małopolskiemu przestrzeń oraz usługi mające na celu pobudzenie jego kreatywności, transfer wiedzy przy jednoczesnym zapewnieniu niezbędnych narzędzi. FabLab Małopolska, jest odpowiedzią na obserwowane zapotrzebowanie społeczności Małopolski oraz środowisk uczelnianych, startu`powych.


– Jeszcze do niedawna większość polskich przedsiębiorców wyznawała kult maksymalizacji zysku…

– Maksymalizacja zysku jest głęboką pułapką. Kto wchodzi na rynek kierując się wyłącznie tą żądzą – ma niewielkie szanse na przetrwanie. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: nie o maksymalizację zysków idzie, lecz o to, by być najlepszym w branży. Gromadzenie środków powoduje konieczność płacenia ogromnych podatków. Efektywniejsze i bardziej logiczne jest inwestowanie w rozwój firm, w sięganie po proinnowacyjne rozwiązania, produkty i usługi.

 

– Czy świadomość nieuchronności podejmowania zmian w myśleniu, nastawieniu do świata, jest w Polsce już powszechna?

– Cóż… Mogę mówić jedynie o środowiskach biznesowych. Sądzę, że większość polskich, a więc i małopolskich przedsiębiorców, którzy otarli się o bankructwo, czy złą sytuację finansową – tę świadomość już ma. Często zgłaszają się do MARR nie tylko o pomoc finansową, by wyjść z kłopotów, lecz o wsparcie mentalne. Bywają przygnieceni sytuacją i nie wiedzą jak się zachować na rynku. Doradzamy, pomagamy w miarę możliwości, bo przecież nikt nie ma monopolu na mądrość. Sądzę jednak, że dawanie mentalnego wsparcia, zwłaszcza ze strony ludzi reprezentujących instytucję biznesową, ale przecież i samorządową – jest jednym z naszych podstawowych obowiązków. Zdarza się, że przedsiębiorcy mają zbyt wąskie spojrzenie na rynek, błędnie go oceniają. Poszerzamy ten horyzont. Bywa jednak, że jest już za późno na reakcję. Czy zatem przekreślamy biznesową przyszłość ludzi, którym się nie powiodło? W żadnym wypadku. Jeśli ktoś ma trudną sytuację, spłaca pożyczki, ale myśli, potrafi wykreować produkty lub usługi, które mają szansę odnieść sukces, to naszym zadaniem jest wesprzeć takiego człowieka. Zasady ekonomii są żelazne, trzeba je stosować konsekwentnie i w zgodzie z prawem. Ale nie ślepo i bez wyobraźni. Nie zawsze poddanie firmy egzekucji komorniczej jest jedynym słusznym wyjściem. Za firmą stoją ludzie: właściciele, zatrudnieni. To trzeba widzieć, trzeba wspólnie poszukiwać ratunku. Często się nie udaje, co jest na rynku rzeczą normalną Doradzamy wówczas jak przeprowadzać restrukturyzację firmy, a w zasadzie, jak zacząć od nowa. Amerykanie mają przekonanie, że bankrut, który się odbudował staje się naprawdę poważnym kontrahentem i partnerem do podejmowania dużych przedsięwzięć biznesowych. Bo sobie sam poradził, bo wykorzystał gorzkie doświadczenia, porzucił pychę wszechwiedzy i arogancji, nauczył się prosić o pomoc, choćby w wymiarze skorzystania z dobrej rady. Oczywiście są tacy, którzy bankrutują i nie podnoszą się, ale w takich wypadkach sprawa jest jasna – ten kawałek chleba nie jest przeznaczony dla nich. Mam przekonanie, że po 30 latach od transformacji gospodarczej w Polsce znakomita większość prywatnych przedsiębiorców potrafi już sprostać wyzwaniom współczesnego, globalnego rynku. Sukcesy polskiej gospodarki wynikają przecież nie z polityki rządu, ale z tego, że przedsiębiorcy myślą coraz bardziej proeksportowo, proinnowacyjnie. Zwłaszcza w tej ostatniej sferze mamy wielki, do tej pory słabo wykorzystywany potencjał. Trzeba sobie wprost powiedzieć, że dobra obecna sytuacja gospodarcza kraju jest rezultatem wykorzystywania prostych zasobów: np. tanich kosztów pracy oraz trwającej jeszcze koniunktury. Ten czas mija. Musimy być przygotowani do wejścia na wyższy poziom – w każdym wymiarze.

 

– O potrzebie sięgania po innowacyjne rozwiązania mówi się w Polsce już od wielu lat, chyba od początku tego tysiąclecia. A rzeczywistość skrzeczy…

– Poruszaliśmy wątek zdolności do przeprowadzania zmian – w sumie do przebudowy własnej mentalności, porzucenia stereotypów, jako warunku osiągania sukcesu i poczucia spełnienia wciąż odnawianego. Tymczasem pan zadaje pytanie przesiąknięte, zakażone wręcz, starym sposobem myślenia. Ono zawiera tak naprawdę gotową już tezę, że nic nam się nie udaje i nie uda, że wszystko na nic, że porażka jest nieunikniona. Gdyby każdy wyznawał takie przekonania, to bylibyśmy w gospodarczym i cywilizacyjnym ogonie świata. Na szczęście tak nie jest. Kolejne pokolenia wkraczające w biznes nie mają tego rodzaju psychologicznych i mentalnych obciążeń. A przynajmniej mają je mniejsze niż nasza generacja, chociaż na zmiany nigdy nie jest za późno. Mamy potencjał, ludzi doświadczonych i mądrych, których nie wolno spychać na margines i traktować jako balast. Oni też jeszcze mają coś do zrobienia. Ale przyszłością jest młodzież. Wiem, że to truizm, ale uniwersalne prawdy mają to do siebie, że zawsze czeka je wprawianie w takie ramy.

Konkretnie: pół roku temu w Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego wspólnie z AGH powołaliśmy do życia Małopolska Science Fund Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych, którego zadaniem jest finansowe wsparcie badań naukowych i obiecujących rynkowo projektów powstających na uczelni. Polskie uczelnie wyższe, a Kraków jest przecież znaczącym w skali europejskiej ośrodkiem uniwersyteckim i politechnicznym, nadal nie potrafią sobie radzić z implementacją do gospodarki innowacyjnych pomysłów, wynalazków. Istniejące od lat uczelniane centra nowoczesnych technologii, czy jej transferu – z reguły ulegają skostnieniu, wtapiają się w organizacyjny, tradycyjny akademicki bezwład, w którego okowach grzęzną najbardziej obiecujące inicjatywy, pomysły, rozwiązania. W tych centrach są one przedmiotem habilitacji, ale trwają one po dobrych kilka lat i odzierają wynalazek, usprawnienie, czy oryginalne rozwiązania z waloru nowatorstwa. A skoro najlepszym, póki co, motywatorem są pieniądze, to wespół z AGH uznaliśmy, że FIZAN pomoże znacznie przyspieszyć pokonywanie drogi „od pomysłu do przemysłu”. Jeżeli niezależni eksperci uznają, że dany pomysł ma szansę na sukces komercyjny, to razem będziemy go wspierać finansowo. AGH, jak i MARR S.A. tym się różnią od instytucji i firm prywatnych, że w ich statutach jest zapisane pojęcie misji, a więc działania na rzecz dobra wspólnego w jak najszerszym wymiarze. Stosujemy zasady rynkowe, lecz dysponujemy pieniędzmi podatników. Zatem naszym obowiązkiem jest inwestować je w ich dobrze pojętym interesie. Dlatego też będziemy wchodzić kapitałowo w spółki innowacyjne, tzw. start-up’y tylko wówczas, kiedy będziemy mieli maksymalną pewność, że pieniędzy publicznych nie zmarnujemy. Po osiągnięciu celu, ustabilizowaniu się nowej firmy na rynku, sprzedamy z zyskiem swoje w niej udziały, a środki skierujemy na wzmocnienie kolejnego dobrze rokującego przedsięwzięcia. Ryzyko zawsze istnieje, ale w biznesie jest ono nieuniknione i warto go odpowiedzialnie podejmować.

 

MARR S.A. na IV Europejskim Kongresie Samorządów. Kraków kwiecień 2018 r.


LIBERALIZM W ODWROCIE?

– Obserwujemy obecnie dość powszechną akceptację dla tendencji centralistycznych. I mam na myśli nie tylko państwa i ich protekcjonistyczne zapędy, ale i samą Unię Europejską. Czy mamy powody do niepokoju?

– Jestem ekonomistą i niepokoją mnie nasilające się procesy centralizacji władzy, w tym również w gospodarce. Patrząc szerzej: nie po to kilkanaście lat temu dobijaliśmy się do ekskluzywnego klubu najbardziej rozwiniętych i najbogatszych państw, by kwestionować dziś jeden z filarów istnienia Unii, czyli rozwój regionów. Niepokoi mnie zamiar budowy centralnego portu komunikacyjnego, ponieważ uważam, że nie przeanalizowano właściwie ekonomicznych przesłanek potwierdzających słuszność takiej decyzji. Dla mnie jest to działanie o charakterze przede wszystkim politycznym i wizerunkowym. 2,5 roku temu zakończyłem swoją 8-letnią misję prezesa zarządu Portu Lotniczego w Krakowie-Balicach. Osiągnąłem tam poważny, widoczny gołym okiem sukces, co potwierdziły liczne niezależne audyty, więc wiem o czym mówię. Realizacja CPK jest obarczona nadmiernym ryzykiem. Polska nie ma wielkiej i bogatej linii lotniczej, a w ostatnich latach skierowała poważne środki – i otrzymała pokaźną ich część z UE – na rozbudowę i unowocześnienie portów regionalnych, więc tym bardziej są powody do lęku o grosz publiczny, który ma popłynąć na budowę CPK. Grosz polski i unijny. Nie mamy prawa zmarnować tych pieniędzy. Odpowiadam na pytanie posługując się znanym mi z doświadczenia przykładem. I jest on bardziej niż wymowny.

 

– Obecnie w Komisji Europejskiej trwają prace nad budżetem przyszłej perspektywy finansowej UE na lata 2020-2027. Już teraz docierają do nas niepokojące informacje mówiące o tym, że Polska musi się liczyć z obcięciem dotacji na różne programy, w tym na politykę spójności, rozwój innowacji, przedsiębiorczości – rzędu nawet 25 procent tego, co jest w naszej dyspozycji obecnie. Czy Agencja jest przygotowana do zaistnienia takiej sytuacji?

– Byłem i jestem bardzo dumny z osiąganych przez nasz kraj wyników gospodarczych, polepszenia warunków życia Polaków na niespotykaną skalę To, że dobrodziejstwa te nie spłynęły w podobnym wymiarze na wszystkich obywateli, to już inna sprawa wymagająca koniecznej autorefleksji. Postęp nadal jest możliwy tylko dzięki temu, że weszliśmy do UE i skorzystaliśmy na tym w stopniu największym. Reformy są procesem ciągłym, a nie jednorazowym, bo takie skoki gwarantują stagnację i powiększanie ryzyka popełniania coraz bardziej kosztownych błędów. Dlatego jest dla mnie oczywiste, że także UE musi się reformować, tym bardziej, że opuszcza ją Wielka Brytania. To musi dawać do myślenia i jest w praktyce już zewnętrznym bodźcem, który pobudza do zmian w samej UE..

 

– Czy dowartościowanie dużych grup społecznych, ludzi dotychczas nie korzystających z owoców rozwoju, może mieć charakter stały? Wszak obecnie dotyczy to przekonania, że państwo wreszcie dostrzega potrzeby słabszych i wspomaga ich…

– Jestem ekonomistą, ale dlaczego mam nie zająć stanowiska wobec spraw, które dziś są w centrum najwyższej uwagi? Dla mnie jest jasne, że poczucie wartości zależy wprost od jasnych, zrozumiałych i powszechnie akceptowanych reguł gry. Amplituda społecznych oczekiwań może wystrzelać w górę, ale przepowiadanie trwałości postaw roszczeniowych byłoby szaleństwem. Frustracje mogą znajdować ujście w kierowaniu się ludzi, zwłaszcza części młodego pokolenia i części tych, którzy uznali, że ich rola się kończy – w stronę skrajności, nacjonalizmu i autorytaryzmu. Ale występują one w zasadzie u tych, których trawi lęk, strach przed jutrem i w gruncie rzeczy przed sobą. To spora część społeczeństwa. Nie wartościuję, nie stosuję wobec ludzi kryterium „lepszy” czy „gorszy”. To nie wchodzi w grę, bo świadczy wyłącznie o kierowaniu się niszczącymi emocjami, a nie rozsądkiem. Tę prawdę po prostu trzeba uznać, choć trudno mi ją zaakceptować, a tym bardziej instrumentalnie wykorzystywać. Uważam jednak, że idee uniwersalne, konkretnie proeuropejskie, prowolnorynkowe i prodemokratyczne nie mają dla siebie żadnej konkurencji.

 

– Czy potwierdza Pan sytuację konfliktową w relacjach pomiędzy aparatem państwa, a środowiskami samorządowymi? Czy wojna o ustrój państwa, jego miejsce w Europie, UE, o gospodarkę wolnorynkową, o wartości demokratyczne i samorządność toczy się naprawdę, czy ma tylko wymiar medialny? Instytucje otoczenia i wsparcia biznesu mogą się znaleźć w samym centrum takiego konfliktu, jeśli jest on realny…

– Nie sądzę, by nastroje były aż tak rewolucyjne. Przesłanki wynikające z ekonomicznej sytuacji znakomitej większości ludzi w żaden sposób nie potwierdzają powodów do paniki. Niepokoją centralistyczne ciągoty i w pewnym stopniu ich społeczne aprobowanie. Zmiany – także na szczeblach władzy państwowej czy samorządowej – są czymś naturalnym. Nie trzeba wyolbrzymiać ich konsekwencji, lecz to nie oznacza, że społeczny wymiar kontroli nad ludźmi władzy i tym co robią traci sens. Wręcz przeciwnie! Oczywiście wszechobecny rynek nie załatwi wszystkich problemów i nie zaspokoi wszystkich oczekiwań oraz potrzeb. Jednak im mniej instrumentalnej ingerencji weń urzędników i funkcjonariuszy, tym lepiej dla gospodarki i nas wszystkich. Bezwzględny prymat polityki i ideologii nad ekonomiką już kiedyś próbowano instalować. Z opłakanym skutkiem.

 

– Mam wrażenie, że w tym, co Pan mówi cały czas przebija jakaś nuta emocjonalna. Czy w biznesie należy się wstydzić osobistych emocji i uczuć?

– To temat na odrębną rozmowę, bo rzecz w tym, by być skutecznym. Techniki socjo-psychologiczne podpowiadają, że osiągnięcie sukcesu jest bardziej realne, kiedy gra się oczekiwane i stereotypowe role. Ja myślę, że wystarczy po prostu być sobą. Zaprzeczanie emocjom i uczuciom jest niczym innym, jak tylko pielęgnowaniem własnego zakłamania. I także w tym kontekście nie wolno bać się zmian. Jeśli zaprzeczymy istnieniu uczuć i emocji, to prędzej czy później zrodzi to zatrute owoce. Biznes jest brutalnie szczery. Nie trzeba więc wstydzić się uczuć i emocji. Sztuką jest zyskanie umiejętności panowania nad sobą i wyczucie właściwej chwili, kiedy można, a nawet należy je okazać.

 

– Dziękuję za rozmowę.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |