SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  125  / Ważą się losy nas wszystkich…

 

Polskie Euroregiony w UE: Euroregion "Sprewa-Nysa-Bóbr"


 
Ważą się losy nas wszystkich…

 

Z Czesławem Fiedorowiczem, Przewodniczącym Zarządu Federacji Euroregionów RP oraz Stowarzyszenia Gmin RP Euroregion „Sprewa-Nysa-Bóbr” – rozmawia Jacek Broszkiewicz



– Polska, podobnie jak wiele innych unijnych krajów zabiega, by w przyszłym budżecie unijnym na lata 2021-2027 znalazły się istotne środki na politykę spójności i rolnictwo. KE w zaproponowanym w tym roku projekcie budżetu WRF (wieloletnie ramy finansowe) zakłada jednak cięcia w tych dwóch obszarach. W zamian część środków ma być przesunięta m.in. na południe Europy oraz na rozwiązywanie problemów związanych z migracją. Parlament Europejski wypowiedział się w przyjętej w listopadzie rezolucji przeciwko cięciom środków w polityce spójności i rolnictwie w przyszłym unijnym budżecie. Jakie jest stanowisko polskich euroregionów w tej materii?

 

 – Muszę z cała mocą podkreślić, że stanowisko polskich euroregionów w sprawie przyszłego wymiaru i znaczenia polityki spójności UE, nie jest w pryncypiach sprzeczne ze stanowiskiem polskiego rządu. Nasze stanowiska są zbieżne, ponieważ uważamy, że polityka spójności jest źródłem finansowania m.in. współpracy transgranicznej i powinna być co najmniej na takim poziomie, jak do tej pory. Dlatego też wspieramy stanowisko Parlamentu Europejskiego, które postuluje, by środki znacznie powiększyć. Jesteśmy zaniepokojeni centralistycznymi tendencjami, jakie ujawniają się w Komisji Europejskiej. To zjawisko wyraźnie widać, kiedy kosztem przyszłego funduszu spójności próbuje się wygenerować środki na tzw. Plan Junckera, który zakłada znaczne pobudzenie inwestycji i rozwój małych i średnich przedsiębiorstw. Oczywiście nie neguję słuszności takiej polityki, ale muszę zaznaczyć, że jej realizacja kosztem nakładów na politykę spójności, przeczy fundamentalnym zasadom zrównoważonego rozwoju Unii Europejskiej. Ma ona likwidować dysproporcje cywilizacyjne pomiędzy krajami i regionami Europy, a także dawać silne impulsy dla ich rozwoju. Zaburzenie podstawowych priorytetów wyznaczających przyszłość UE musi budzić sprzeciw. Jedynym mierzalnym wskaźnikiem obrazującym poziom życia ludzi w państwach i regionach jest wysokość PKB na głowę mieszkańca. Do tej pory zasadność stosowania tego wskaźnika nie budziła wątpliwości i była aprobowana przez kraje członkowskie UE. Nawet te bogate, który są płatnikami netto do budżetu Unii, czyli finansują programy wspierające kraje biedniejsze i zapóźnione. Przecież nawet spadek bezrobocia w Polsce jest w wielkim stopniu rezultatem unijnego wsparcia finansowego. Komisja Europejska, chyba w wyniku przyjęcia niezbyt trafnej oceny sytuacji daje się, jak sądzę, ponieść emocjom występującym w obecnej ostrej dyskusji, którą zdominowały elementy populistyczne i narodowe. W efekcie, co paradoksalne, zaczęła sama przyjmować pozycje arbitralne i technokratyczne. Na szczęście Wspólnota dysponuje narzędziami obrony podstawowych zasad UE. Wola Parlamentu Europejskiego powinna być decydująca, dlatego już teraz toczy się bezwzględna walka o to, jaki on będzie miał oblicze po przyszłorocznych eurowyborach. Czas pokaże. Chcę przypomnieć, że Europejski Komitet Regionów na 131 sesji plenarnej 8 października. przyjął jednoznaczne stanowisko wspierające samorządy lokalne i regionalne w ich wysiłkach mających na celu odbudowę zaufania do Unii Europejskiej. Dobitnie potwierdzamy, że kryzys zaufania do UE nie jest wyimaginowany, lecz stanowi poważny problem dla Wspólnoty i rodzi niepokojące konsekwencje. To nie jest odczucie pojawiające się tylko na wschód od Odry. Podzielają je nasi niemieccy przyjaciele i coraz aktywniej inicjują działania w obronie idei unijnych, w tym dalszego rozwijania współpracy terytorialnej i transgranicznej. Wydaje się nawet, że ostatnio ich determinacja jest większa niż po naszej stronie. Może to tylko mylne wrażenie, bo przez ostatnie 30 lat to my byliśmy „motorniczymi” w tej sferze. Obecnie jednak zagrożenia dla demokracji, wolnego rynku i samorządności nasi partnerzy dostrzegają nie tylko w krajach Europy Środkowej, ale także u siebie. Świadomość, że Europa jedzie na jednym wozie rośnie, chociaż wydawać się może, że jest odwrotnie. Wyrazem tego jest wspólne dążenie do zwiększenia nakładów na projekty formatu „People to People”, które powinny być jądrem unijnej polityki spójności. Chodzi o międzyludzki wymiar projektów ponad granicami państw narodowych. Nawiasem mówiąc, narodziły się one w polskich euroregionach, a konkretnie w Euroregionie „Sprewa-Nysa-Bóbr” w 1995 r.

 

– Czy jednak zakorzeniony stereotyp Polski – petenta pukającego do skarbca UE nie jest w jakiejś mierze uzasadniony?

– Rozwojowi infrastruktury i biznesu musi towarzyszyć działanie na rzecz zbliżenia pomiędzy ludźmi, budowania tożsamości europejskiej wynikającej ze zdrowego patriotyzmu. Wolnego od poczucia krzywdy i niskiej wartości. Jestem przekonany, że propolskie, stanowcze głosy w tym kontekście na przykład Karla-Heinza Lambertza – Prezydenta Europejskiego Komitetu Regionów, czy dr Matthiasa Rößlera – Prezydenta Landtagu Saksońskiego rozwiewają wszelkie wątpliwości, co do intencji naszych partnerów z Zachodu. Powinny być postrzegane jako równie istotne, co aktualne poglądy członków Komisji Europejskiej, jak poglądy jej Przewodniczącego. Na szczęście nadal mam częste okazje, by prezentować sąsiadom zza Odry i Nysy naszą opinię w tych sprawach tj.opinię Federacji Euroregionów RP i polskiej strony Euroregionu „Sprewa-Nysa-Bóbr. Podzielamy troskę o przyszłość UE oraz jej regionów. Niedawno w Dreźnie podczas spotkania w ramach projektu „DIALOG” mówiłem, że polityka spójności ma w Polsce dużo większe znaczenie niż w Republice Federalnej Niemiec. Polska nie jest krajem tak zdecentralizowanym, jak Republika Federalna Niemiec, Belgia czy Austria, i samorządy nie dysponują taką ilością środków budżetowych jak na przykład niemieckie kraje związkowe. Dysproporcje są ogromne. Samorząd Województwa Lubuskiego dysponuje rocznym budżetem wysokości 429,3 mln zł (tj. ok. 100 mln euro), a budżet sąsiedniego Landtagu Saksonii to 18,9 miliarda euro! To pokazuje wymiar potrzeb, ale i możliwości. Bez wzmocnienia polityki spójności dorównanie „starym” krajom UE jest czystą iluzją. A wmawianie ludziom, że to się już staje – zwyczajnym kłamstwem. To również obrazuje znaczenie, jakie regiony czeskie, polskie, słowackie powinny odgrywać. I jak ważne jest ile środków pomocowych będzie przyznanych dla nich w budżecie UE. I my i Niemcy oczekujemy, że po roku 2020 pozycja euroregionów oraz regionów umocni się. I należy to również postrzegać w ten sposób, że będzie to możliwe tylko dzięki polityce wdrażania wspólnych działań, w pewnej mierze niezależnych światopoglądowo ludzi władzy na szczeblach najwyższych, także regionalnych oraz lokalnych.

 

Euroregion dla ludzi. foto ER SNB De


ZAKLINANIE RZECZYWISTOŚCI?

– Jerzy Kwieciński – minister inwestycji i rozwoju regionalnego utrzymuje (wypowiedź z 29.11. na konferencji prasowej w Brukseli), że Polska jest obecnie mniej zależna od unijnych funduszy, niż jeszcze kilka lat temu. Jak mówił, pięć lat temu unijne fundusze odpowiadały 52 proc. wydatków publicznych w Polsce, teraz jest to 30 proc. Zaznaczył jednak, że –„To nie dlatego, że mamy mniej funduszy. Jest wręcz przeciwnie, mamy więcej, ale potrafimy tak zarządzać, by przyciągnąć inne źródła finansowania, zarówno na poziomie regionalnym, jak krajowym.” Jak według Pana można i należy odczytywać sens tej wypowiedzi? Czy centralizacja władzy nie tylko w KE, o czym Pan wspominał, sprzyja napływowi zagranicznych inwestycji i współpracy w innych wymiarach, w tym euroregionalnej?

– Nawet gdyby podzielić pogląd pana ministra, to jednak trzeba zauważyć, że – być może bezwiednie – potwierdza on wielkie znaczenie, jakie dla Polski miała i nadal ma pomoc Unii Europejskiej. Musimy mieć świadomość, że polska polityka regionalna, która opiera się na samorządach wojewódzkich wciąż jeszcze odbiega od standardów dużych państw europejskich. O dysproporcjach finansowych i ustrojowych już mówiłem. Jeśli jednak sprawczy udział UE w naszym rozwoju maleje, to z utęsknieniem oczekuję większego wsparcia rozwoju lokalnego i regionalnego przez budżet państwa.

 

– Ten sarkazm jest uzasadniony?

– Nie wolno zaklinać rzeczywistości. Większość polskich regionów/województw ma nadal poniżej 75 procent unijnego PKB przypadającego na głowę mieszkańca. Skoro więc mówi się o rosnącym dobrobycie i zamożności Polaków, to trzeba zdawać sobie sprawę z umowności tej tezy i prawdziwym jej wymiarze. Euroregiony nie chcą zbyt szeroko wkraczać w politykę na szczeblu państwa, a zwłaszcza samorządu wojewódzkiego – stanowią jednak naturalny pomost, umożliwiający efektywne rozwiązywanie problemów pogranicza. To bezpośrednio dotyczy życia milionów ludzi, milionów obywateli. Nie tylko z racji położenia geograficznego Polsce powinno najbardziej zależeć na tym, by poprzez środki unijne budować silną pozycję na Kontynencie i w świecie. Tylko w ten sposób będziemy w stanie przekonać naszych wschodnich sąsiadów, że UE pomaga przede wszystkim ludziom i w związku z tym nie stanowi żadnego realnego zagrożenia. Dlatego tak duże znaczenie mają projekty międzyludzkie. Przecież Federacja Rosyjska i Białoruś uczestniczą w projektach i przedsięwzięciach podejmowanych z polskimi partnerami w skali transgranicznej, czyli de facto – euroregionalnej. Mało kto wie, że państwa te w równie poważnym stopniu co UE je finansują. Polska jest zaś ich największym beneficjentem. Bo z reguły nasz budżetowy, czy samorządowy udział własny jest symboliczny.

 

– Euroregion SNB działa na granicy polsko-niemieckiej. Niedawno Bundestag przyjął stanowisko domagające się od KE uproszczenia procedur związanych z realizacją projektów unijnych, m.in. transgranicznych. Jak można odczytać ten fakt? Czy to kolejny dowód na niemiecki pragmatyzm, czy też jest coś więcej?

– Nieustannie wraca Pan do kwestii intencji. Wyczuwam pewną, dość silną, podejrzliwość. Typową zresztą dla naszych stosunków. I historycznie uzasadnioną. Nie pójdziemy jednak do przodu, jeśli będziemy ciągle rozpamiętywać przeszłość. To tworzy potężne zapętlenie emocjonalne często pętające ręce i nogi. Tym bardziej, że przejawy zagubienia i dezorientacji dotyczą nie tylko części młodego pokolenia ale i ludzi w podeszłym wieku. Księga historii relacji polsko –niemieckich jest naznaczona nie tylko samymi wojnami i konfliktami ale długimi okresami współpracy, dobrej wymiany handlowej, kulturalnej. Jak to między sąsiadami. Czytanie w kółko jednego tylko rozdziału opisującego nieszczęścia, wojny i zbrodnie, wzajemne przewiny i krzywdy – w dzisiejszych czasach prowadzi do nikąd. Parlament niemiecki przyjął stanowisko nie przeciw Unii Europejskiej, lecz przeciw panoszącej się w niej biurokracji. Niewątpliwie ta sfera wymaga pilnych reform, bo ludzie widzą, że skostniała administracja i technokratyczne struktury zaczynają zajmować się w coraz większym stopniu dbaniem o swój rozrost, zagarniają coraz więcej środków. To dlatego Bundestag przyjął uchwałę wzywającą Komisję Europejską do uproszczenia procedur wymaganych przy realizacji programów i projektów z unijnym dofinansowaniem. Skala biurokracji, ale i wszechobecności rządów prawa, jest w Niemczech większa niż w Polsce. Więc skoro oni domagają się reform tego typu w UE to musi być naprawdę coś na rzeczy. Z drugiej strony przeciwnicy UE nieustannie poszukują haków na nią. Jednym z nich jest „trudny pieniądz unijny” a droga pieniędzy od budżetu UE do beneficjenta to gehenna, skomplikowany proces, który bardzo często zniechęca już na starcie. Sami Niemcy zauważyli, że zabrnęli zbyt daleko w komplikowaniu sobie życia i spoglądają na nasze procedury, które są bardziej liberalne od ich. Ale i my i oni musimy się zmagać z tysiącami przepisów, wskazówek, wytycznych, zaleceń wyprodukowanych przez unijną machinę. I z drobiazgowymi kontrolami – co akurat jest słuszne, ponieważ gwarantuje całkowitą transparentność wydawania pieniędzy podatników unijnych. Zilustruję to przykładem programu Polska – Brandenburgia2007-2013 korzystającego z dofinansowania UE. Instytucją Zarządzającą Programem była strona polska. Dopóki my decydowaliśmy o sposobach realizacji projektów, końcowe ich rozliczanie następowało w dość szybkim tempie. Jednak obecnie nasz partner, czyli Land Brandenburgia przejął od nas rolę zarządzającą i utknął w gąszczu własnych i federalnych przepisów prawa. Wcześniej niekiedy to oni nas krytykowali za rzekomą opieszałość, a teraz jest im samym bardzo nieswojo, bo mają duże opóźnienia. Zarządzany z Wrocławia program Polska – Saksonia jest realizowany bardzo sprawnie. To wiele mówi. Chciałbym zaznaczyć, że naszą powinnością jest dbanie o respektowanie i obronę świętej unijnej zasady subsydiarności. Nakazuje ona, by każda płaszczyzna decyzyjności dysponowała tylko tymi kompetencjami, które nie mogą być przekazane na niższy poziom. Miejmy nadzieję, że taki model subsydiarności będzie wspierany przez UE. W tym bowiem jest szansa, że każdy obywatel będzie podmiotem w UE. Chciałbym, aby Karl-Heinz Lambertz miał dużo więcej do powiedzenia w UE, przynajmniej tyle co Jean-Claude Junker, nie dlatego, że pragnę zostać Belgiem, nie dlatego, że lubię język niemiecki i ludzi, którzy mówią tym językiem, ale dlatego, że jestem przekonany, że byłaby to korzyść dla Unii Europejskiej i wzmocniło by to pozycję regionów. Świadomość jedności europejskiej, która wzmacnia lokalne i regionalne partnerstwa rozbudowując oddolne płaszczyzny współpracy powinna być oczkiem w głowie Polaków i Niemców.

 

– Czy podziela Pan tezę, że dyskusję o przyszłości UE zdominowały jednak czynniki państwowe, że wyłącznie taka optyka jest obecnie istotna?

– Nie, choć może się tak wydawać. I to do tego stopnia, że prawie już nie słychać postulatów dalszej integracji europejskiej, powiększania UE o nowe kraje. To zaniechanie jest coraz bardziej oczywiste. Na płaszczyźnie praktycznej, a nie wyłącznie medialnej wojny o umysły, wygląda to nieco bardziej obiecująco. Musimy bowiem pamiętać o istnieniu dwóch poziomów unijnego porozumiewania się: rządowym i regionalnym, w naszym wypadku – euroregionalnym. Z inicjatywy naszych niemieckich partnerów cztery euroregiony przyjęły Memorandum (wersję polską i niemiecką publikujemy na stronie 8 – przyp. red.), które potwierdza wolę rozwijania współpracy ze szczególnym z naciskiem na projekty kreujące dobre, zdrowe postawy i relacje międzyludzkie, dobrosąsiedzkie. To bardzo ważne i symptomatyczne stanowisko naszych partnerów zza Odry i Nysy Łużyckiej. Niemcy rozumieją, że w ich najlepiej pojętym interesie jest wzmacnianie Unii Europejskiej. Chciałbym podkreślić następującą kwestię. Świadomość tego, że prawo europejskie jest również częścią prawa polskiego powinna być punktem wyjścia dla wszelkich rozważań na temat naszej europejskiej przyszłości. Tego kim będziemy. A zasada pierwszeństwa prawa europejskiego jest i będzie gwarancją demokracji, wolności i praworządności w Polsce.

Jestem politykiem i mam świadomość, że Unia Europejska przeżywa obecnie polityczny i tożsamościowy kryzys. Mam olbrzymie obawy, jak wypadną wybory do Parlamentu Europejskiego. Z pewnością problemy Europejczyków w UE będą coraz większe, a my będziemy potrzebować dużo pragmatyzmu, aby wspólnie je rozwiązać. Nie wolno tracić optymizmu i nadziei. W styczniu reprezentacja Federacji Euroregionów RP wybiera się do Brukseli. Razem z polskimi posłami do Parlamentu Europejskiego bieżącej kadencji będziemy lobbować w Komisji Europejskiej za jak najlepszym dla Polski przyszłym budżetem UE. Uwzględniającym wagę rozwoju regionalnego, samorządności, współpracy terytorialnej i transgranicznej.

 

– Czy będzie Pan brał udział w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego?

– Oczywiście, ale nie jako kandydat. Zamierzam skoncentrować się na kontynuowaniu pracy organicznej na niwie euroregionalnej i społecznej.

 

– Serdecznie życzę Panu ziszczenia się tych planów i dziękuję za rozmowę.



Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |