SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 108  / Ile państwa w gospodarce? – sfera konfrontacji

 

Z perspektywy twórcy polskich reform gospodarczych: Leszek Balcerowicz

 

Ile państwa w gospodarce?

– sfera konfrontacji

 

Z prof. Leszkiem Balcerowiczem

– rozmawia Antoni Szczęsny

 

- Można odnieść wrażenie, że po 25 latach funkcjonowania nowego ustroju polityczno-gospodarczego nie tak do końca zrzucił z siebie dziedzictwo tak zwanego realnego socjalizmu. Czy podziela Pan ten pogląd?

 

- To w ogóle zastanawiające, że po tak długim czasie to pytanie nadal ma, i to uzasadnioną bardzo często, rację bytu, a większość  Polaków nie potrafi sobie na nie jasno i ostatecznie odpowiedzieć.

 

-  Jak więc obecnie jesteśmy daleko, a może jak blisko do ideału wolności gospodarczej?

 

- Istnieje mnóstwo badań i ekspertyz w tej płaszczyźnie, dotyczących krajów byłego bloku socjalistycznego. W gruncie rzeczy nie ma się nad nimi co dłużej rozwodzić, bo wniosek jest jeden. Te kraje, w tym Polska, które szybciej i bardziej konsekwencje poszły w kierunku wolności gospodarczej w ramach prawa – osiągnęły lepsze wyniki, jeśli idzie o wzrost gospodarczy, który jest absolutnie niezbędny, bo z zasiłków żadne biedne społeczeństwo nie wyżyje. Po prostu nie ma takiej możliwości, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Przy czym należy pamiętać o tym, że wolność gospodarcza jest równoznaczna z własnością prywatną i prywatyzacją. Przedsiębiorstwa państwowe są w pewnym sensie zniewolone, ponieważ zawsze właściciel, czyli polityk, poprzez swego przedstawiciela może zarządom tych firm przekazywać rozmaite, już o charakterze politycznym, czy nawet ideologicznym, instrukcje, czy wręcz polecenia, nie mające nic wspólnego z gospodarką rynkową. To właśnie jest ten fragment rzeczywistości gospodarczej, w której wolność nie ma prawa bytu. Co prawda na tle innych krajów Polska podwoiła rozmiary swej gospodarki, ale nigdy nie jest tak, że dotychczasowe sukcesy są gwarancją sukcesów w przyszłości. Nie wolno skupiać się wyłącznie na dobrych bieżących wynikach gospodarczych w skali makro i w ten sposób niejako konserwować system wymagający znacznych reform liberalizujących gospodarkę. One są niezbędne nadal w sferze prywatyzacyjnej. Bo w tej chwili wygląda to tak, jakbyśmy jechali samochodem na światłach postojowych i twierdzili, że wszystko jest w porządku a słoneczny dzień będzie trwał wiecznie. Tymczasem na tego typu filozofii myślenia daleko, a przede wszystkim szybko nie zajedziemy , bo przecież wszyscy wiemy, że każdy dzień kończy się półmrokiem a potem głębokimi ciemnościami.

 

- Co zatem jest receptą na taką iluzję i jej skutki?

 

- Bez dużej dawki reform, które da się precyzyjnie określić, Polska  - w istniejącym stanie prawnym, a nawet konstytucyjnym, na pewno trwale spowolni swój rozwój gospodarczy. Mówię o tym nie po to, by demobilizować i kreślić ponury obraz przyszłości, ale wręcz przeciwnie – by zachęcać do zgłębienia tej kwestii. Rządzący nie mają jej świadomości. A jeśli nawet tak – to nie działają. I to jest właśnie najsmutniejsze. Efekt jest taki, że rozrzut  opinii Polaków o własnym kraju i życiu w nim, jest bardzo nieprecyzyjny i zdywersyfikowany do tego stopnia, że wielu wierzy w przekaz, iż żyjemy obecnie w kraju, który jest jednym morzem klęski i zgliszcz. Tymczasem jesteśmy przykładem ogromnego sukcesu, wynikającego z odważnego, swego  czasu, przemodelowania ustroju gospodarczego. Sukces gospodarczy uśpił rządzące od 20 lat ekipy, sprawił, że na plan pierwszy, postawiły walkę o władzę, na populizm, zapominając, że to właśnie sektor prywatny generuje rozwój i dobrobyt. Ale chodziło, i chodzi, niestety, także obecnie o glosy wyborców, a tych jest wielokrotnie więcej niż głosów przedsiębiorców, biznesmenów, ludzi z pomysłami na swój los, odważnych. Sięgnięto po najgorszą z możliwych metod, byle tylko utrzymać się u władzy: obiecać wszystkim wszystko. I to właśnie znów na tym polu rozpoczyna się rozgrywka o przyszłość Polski, a tych którzy na to najciężej pracują, są przedstawiani publiczności, jako klan złodziei. To jakiś potworny absurd!

 

- A więc co tak naprawdę najgorszego zaistniało w minionym ćwierćwieczu, skoro króluje obecnie propaganda klęski, że nic?

 

- Wszystko, co służy potrzebom bieżącej polityki. Polakom naprawdę łatwo zamieszać w głowach. Przedstawić nieprawdziwe fakty, czy statystyki, zdemoralizować poziomem uprawiania polityki, który jest fatalny. Główni gracze na tej scenie mają usta pełne słów o trosce o kraj i obywateli. A ci już powoli się orientują, że to tylko cyrk. Stąd ruch antysystemowy. Ale i tam nie ma pomysłu na to co dalej, jeśli już ich przedstawiciele wejdą do Sejmu po październikowych wyborach. Mało kto słucha rozważnych, odważnych, kreatywnych specjalistów, którzy nie boją się mówić gorzkiej prawdy o tym, co czeka kraj bez konkretnych reform gospodarczych. Ja je mam w głowie, ale przecież już od lat przyczepiono mi łatkę sprawcy głównego „nieszczęścia” dla Polski, czyli reform Balcerowicza. Bez nich mielibyśmy sytuację gospodarczą podobną do tej na Ukrainie. Tego jakoś niewielu jest w stanie sobie uświadomić.  Macherzy od polityki doskonale wiedzą, jak podsycać postawy roszczeniowe wobec państwa i wykorzystują słabą edukację ekonomiczną społeczeństwa, do osiągnięcia celu, który jest jeden: wziąć władzę i dalej ją koncentrować, trzymać w jarzmie centralizmu, zwalczać wolność, choć tak płomiennie – o paradoksie – o nie krzyczą. Odpowiadając konkretnie na pytanie powtórzę wprost. To, co Polskę przed 25 laty odróżniało od reszt krajów postkomunistycznych, to bardzo ważny fakt. Dysponowaliśmy wówczas w miarę sprawną ekipą, która nie musiała się uczyć „ na urzędzie”. Po pierwsze: bardzo szerokim frontem wprowadziliśmy wolność gospodarczą. Po drugie: nie traciliśmy czasu: szybko zdusiliśmy hiperinflację, o której albo nikt nic nie wie – myślę tu o młodym pokoleniu, albo już jej nie pamięta z powodów oczywistych – a mam tu na myśli  chorobę powszechną wśród starszego pokolenia, czyli po prostu demencję, utratę pamięci o tym, jak to było u schyłku realnego socjalizmu, kiedy naprawdę było nędznie i głodno. Poza tym sprawność intelektualna 60-70 - latków, tego decydującego, żelaznego elektoratu, jego mentalność socjalistyczna, roszczeniowa, ma się nijak  do wyzwań współczesności. Ta ułomność jest nieobca klasie politycznej,  nawet tym jej przedstawicielom, którzy chlubią się tytułami naukowymi. Na szczęście nie wszystkich to dotyczy. Jest nadal w Polsce spora grupa wykształconych, kreatywnych i odważnych ludzi średniego i starszego pokolenia, która ma pomysł na przyszłość. To przecież my właśnie wprowadziliśmy w polskie życie wolność gospodarczą, a w konsekwencji konkurencję.

 

- Powrócę do wątku nawiązującego, do tego, co ludziom w głowach siedzi. Mamy większość tych, którzy nie wiedzą, o tym, co dzieje się w Polsce, nie mają wyrobionych, trwałych poglądów, by nie powiedzieć – przekonań. To ci nieobecni na wyborach praktycznie decydują o tym, w jaka stronę pójdzie kraj. Czy my w ogóle potrafimy się porozumiewać ku wspólnemu dobru?

 

- W Polsce jest swoista maniera. U nas słowo „debata” oznacza dowolną wymianę dźwięków. Do debaty w tym ujęciu bez problemu przedostają się wyzwiska, insynuacje i po prostu brednie, które nie mają żadnego odzwierciedlenia w faktach. To dlatego ludzie są skołowani, dają sobie wmawiać, że  jesteśmy krajem klęski  i katastrofy. Nie można konfrontować w sensie intelektualnym i moralnym takiego rodzaju przekazów z wypowiedziami, mającym mocne fundamenty w poważnych badaniach naukowych. W Polsce jest za dużo tolerancji wobec bredni. I mówię to z pełną odpowiedzialnością pewnego paradoksu, jako człowiek z natury rzeczy bardzo liberalny.

 

- W tym kontekście poproszę o odpowiedź na pytanie: ile państwa w gospodarce. Ile w niej polityki?

 

- Ująłbym to w trzech punktach. Po pierwsze – należy odróżnić różnić kilka strumieni przekazu na ten temat ,na temat państwa, czyli pewnego aparatu organizującego życie w społeczeństwie. Jeden z nich jest oparty na wierze i sloganach. I nie można go lekceważyć, ale też nie można go traktować  jako wiarygodnego, opartego na badaniach, faktach i logice. Wejście w ten negatywny nurt ma niebezpieczne konsekwencje w polityce, ale o tym za chwilę. Nigdy nie przeciwstawiajmy różnych bredni jako równoważnych tym tezom lub opiniom, które są oparte na faktach – a to się nagminnie spotyka na przykład w wywiadach prasowych. Jednym słowem, równy dystans do nonsensu jak i  do sensu jest sam w sobie nonsensem. Po drugie -  zajmijmy się nurtem opartym o fakty. Oczywiście nie wiemy wszystkiego, co rzeczywiście istnieje, ale dostatecznie dużo, aby móc powiedzieć, jaki rodzaj nastrojów daje rozwiązanie najważniejszych problemów, to znaczy na przykład  wyprowadzania kraju z zacofania, czy biedy. Problem zatem nie polega na tym, że my nie wiemy, jakie przeszkody stoją na drodze do wprowadzania rozwiązań, które by się sprawdziły, ale do tego, że my ich nie wprowadzamy w życie. W każdym systemie politycznym własność państwowa oznacza władzę polityków nad przedsiębiorstwami. Mamy więc sytuację taką, że prawie 20 procent gospodarki podlega politykom. Tak samo było w Wielkiej Brytanie, tylko, że tam premier Teatcher uznała, iż jest to stanowczo za dużo, że to trzeba zreformować, nawet wbrew woli wyborców. To samo, jeszcze w większym stopniu stało się we Francji, gdzie procent własności politycznej był jeszcze większy, nie mówiąc już o Włoszech, które po Mussolinim prawie całkowicie polityka utraciła władzę nad gospodarką – nie ustrzegające się zresztą przy tym błędów. Każda ekipa żongluje pojęciem strategicznego rozwoju. Tylko pytanie brzmi co to znaczy pojęcie „strategiczny”? Tego się nie da sprecyzować i na tym politycy żerują. Motywacja jest inna. Jest ona niczym innym, jak dążeniem polityków do zachowania władzy nad przedsiębiorstwami, po to, by móc uprawiać nepotyzm koleżeński lub partyjny. To już Robespierre powiedział, ze wszystko to, co potrzebne do życia powinno być wspólne, czyli państwowe. To nie zaczęło się od Marksa, Engelsa, czy Lenina. Zawsze  mamienie ludzi nacjonalizacją gospodarki prowadziło do katastrofy.  Tymczasem zdrowy model polega na tym, że niczym nie da się zastąpić konkurencji w gospodarce. Konkurencja oznacza wybór dla odbiorców, który ma konsekwencje dla dostawców towarów, usług. To w praktyce oznacza, że ten biznesmen, który tego nie pojmuje – po prostu musi zwijać interes. Tu rodzi się kwestia upadłości przedsiębiorstw. W Polsce część dziennikarzy ubolewa nad tym, że mieliśmy ostatnio 700 upadłości firm. Mój Boże! Na Węgrzech jest ich 30 tysięcy!

 

- Co stoi za tym, że zaprzeczamy własnym sukcesom?

 

- Naszym problemem jest to, że nie dysponujemy mechanizmem, który eliminuje z rynku na czas niewydajne przedsiębiorstwa lub je naprawia. Po trzecie zatem. Nie znam przypadku kraju, który by ucierpiał na dłuższą metę z nadmiaru dyscypliny budżetowej. Natomiast jest cała masa tych, które dotkliwie ucierpiały z jej braku. Klasycznym przykładem, co jest wszystkim wiadomo – jest Grecja. A to oznacza, że w systemie politycznym mamy do czynienia z asymetrią, której trzeba przeciwdziałać. Jest silne parcie na zwrot wydatków, kosztem podatków i długów wobec banków, a mało obrońców stabilności budżetu i to te właśnie postawy i filozofię myślenia trzeba wzmacniać. Uważam, że najważniejsze decyzje o podatkach wynikają z decyzji o wydatkach. Słowem, wysokie podatki biorą się z jeszcze wyższych wydatków. Wszystkie podatki są szkodliwe, ale niektóre… bardziej. Trzeba więc tak skonstruować system podatkowy, by dominowały w nim te najmniej szkodliwe i chodzi tu o ograniczenie opodatkowania konsumpcji, czy w jeszcze większym stopniu od nieruchomości. Wiemy, że jest mnóstwo regulacji ograniczających konkurencję, lub niepotrzebnie podnoszących koszty, a nawet takie, które w ogóle wypierają sektor prywatny z rynku, ale bardzo podobają się obywatelom. Niech za przykład posłuży idea darmowego państwowego podręcznika szkolnego. To jest żerowanie na PRL-u, bo tam wszystko było darmowe. W tym przypadku dla przedsiębiorcy prywatnego nie ma już miejsca, bo państwo eliminuje go skutecznie z tej sfery działalności gospodarczej. Trzeba więc zauważać, jak te populistyczne, ponętne propozycje polityków przewracają, ograniczają nam rynek.

 

- Ale wszystko to dzieje się w majestacie prawa…

 

- W tym rzecz. Najbardziej atakowana, również w wolnym społeczeństwie, jest ta szczególnie ważna wolność, wyprowadzająca kraj z biedy,  której na imię wolność gospodarcza wobec prawa. Dlaczego tak jest? Bo nadal mamy do czynienia z tryumfem marksizmu, podczas, gdy od 80 lat wiadomo było, że to jest to oczywisty absurd. I tu pojawia się kwestia także o znaczeniu fundamentalnym. Aby być autorytetem intelektualnym i moralnym, można się we wszystkim mylić, we wszystkim! Ale jeśli się żeruje na emocjach, to popularność jest gwarantowana. Marks i Keynes mylili się we wszystkim, ale są niesamowicie popularni. W każdym społeczeństwie – o czym świadczą statystyki - mamy do czynienia z potężnymi grupami nacisku. To są ci ludzie, którzy lubią mieć pieniądze wypracowane przez innych ludzi. To zjawisko nazywa się postawami roszczeniowymi. To są ideowi etatyści, działający wbrew interesom społeczeństw, narodów – skutecznie, bo ubierają się w piórka zbawicieli. Rzecz w tym, by demaskować prawdziwe ich motywacje. Bez tego wolność gospodarcza, konkurencja, rozwój pozostaną pustymi pojęciami. Bez obnażania prawdziwych intencji „etatystów” po prostu nie da się pchać wszystkiego do przodu. Mamy zatem do spełnienia w Polsce wielką, ważną misję wzmacniania roli tych sił w społeczeństwie, które będą skutecznie przeciwstawiać się ekspansji etatyzmu, która ostatecznie – jeśli jest skuteczna – rodzi grecka tragedię, czyli zapaść gospodarczą, albo paraliż gospodarczy, jaki ma miejsce we Włoszech.

 

- Dziękuję za rozmowę.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |