SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 109  / Mierzi mnie hipokryzja w każdej postaci (2)

 

Samorząd oczami jego ludzi: Kraków

 

Mierzi mnie hipokryzja

w każdej postaci (2)

 

Z prof. Jackiem Majchrowskim – Prezydentem Krakowa – rozmawia Jacek Broszkiewicz.

 

- Panie Prezydencie, pierwszą część naszej rozmowy zakończyliśmy w poprzednim wydaniu czasopisma poruszeniem wątku dotyczącego funkcjonowania Unii Europejskiej. Jest jasne, że coś ważnego w tej sferze się wydarzy i wpłynie na sposób traktowania także polityki regionalnej i samorządowej. Jak dziś postrzega Pan ten problem?

 

- Istotnie, coś musi się wydarzyć, ponieważ, jak można mówić o samorządności, skoro dwie trzecie wydatków samorządu pokrywają dotacje i subwencje budżetowe. Paradoksalnie te ograniczenia dla samorządów mogą być odczytywane jako sygnały, że państwo jest stabilne i silne, a przecież – według mnie – jest to wartość wyższego rzędu. Niepokoją mnie tendencje zmierzające do oparcia struktury UE na regionach, czy euroregionach. Region Karpacki obejmuje terytorium nie tylko Polski, ale także innych krajów. W tej sytuacji należy się zastanowić, czy parcie w tym kierunku nie burzy struktury państwowej. Nie chcę jednoznacznie wypowiadać się na ten temat, ale sądzę, że mamy do czynienia z podskórnym procesem przekształcania państw w regiony europejskie. Mam wątpliwości czy te kroki kierują nas na dobrą drogę, ale to pokaże praktyka.

 

- Dotykamy tutaj bardzo ważnej kwestii dotyczącej polityki regionalnej w Europie. Chciałbym więc zapytać Pana Prezydenta, także jako historyka doktryn politycznych i prawnych, o to, jak Pan postrzega znaczenie regionów w Europie – mają one przecież wytyczone granice administracyjne kompletnie nie zgadzające się z granicami państw, wykraczają nawet poza granice Unii Europejskiej?

 

- Co prawda regiony – jako jednostki administracyjne - są obecnie wyznaczane w ramach jednego państwa – mam na myśli na przykład polskie województwa. Ale przecież – tak, jak pan wspomniał – funkcjonują setki regionów ponadpaństwowych. Wspomniany przeze mnie na euroregion karpacki grupuje obszary z pięciu państw, w tym także spoza UE, by wymienić na przykład Ukrainę. Można zatem odnieść wrażenie, że w polityce i strategicznych zamierzeniach Unii ciągle przewija się dążenie do likwidacji organizmów państwowych. Dziś może wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że podtrzymywanie takiego trendu może doprowadzić do nieprzewidywalnych, tragicznych skutków. Unię postrzega się jako monolit unitarnych narodowościowo państw, co wcale nie jest prawdą. Przykład byłej Jugosławii trzymanej żelazną ręką marszałka Josipa Broz Tito jest tu znamienny. Kiedy go zabrakło – całe państwo w krwawych oparach wojny domowej rozpadło się jak domek z kart. A tocząca się na wschodzie Ukrainy wojna domowa, cały czas powinna pacyfistycznym i idealistycznym politykom w UE służyć za memento. Taki obraz świata i Europy można sobie hodować w zaciszu brukselskich gabinetów. Historia nie zna okresów długotrwałych stabilizacji, a zwłaszcza czegoś takiego, co mogłoby być uznane za nienaruszalne status quo na wieki. Takie myślenie to czysty infantylizm. Być może ktoś uzna moje poglądy za konserwatywne i narodowe – zresztą nacjonalizmy i protekcjonalizmy państwowe kwitną obecnie bez przeszkód w całej Europie, uwidaczniając zresztą jak silne są postawy egoistyczne, to jednak ja będę się opowiadał za silnym państwem, które jest naszym najwyższym dobrem. A to, jak sobie je będziemy urządzać, to już wyłącznie nasza sprawa. Nie wyobrażam sobie, by partnerem dla polskiego państwa miał być euroregion, nawet mający prawne podstawy, jakie UE oferuje tym tworom w postaci Europejskich Ugrupowań Współpracy Terytorialnej, który składałby się z gmin polskich i obwodów zachodniej Ukrainy. Jako historyk i polityk przestrzegam przed równoprawnością państwa polskiego i tego rodzaju podmiotów. Przecież UE nie przekreśliła grubą kreską bagażu historycznych doświadczeń Polaków i Ukraińców. Dlatego też wtłaczanie ich na siłę w jakieś unijne struktury uważam za pomysł chybiony, przynajmniej na długie dziesiątki lat. To moje stanowisko absolutnie nie wyklucza rozwijania współpracy gospodarczej z sąsiadami, pomagania im, służenia przykładem, czego najlepszym dowodem jest przyjecie przez ukraiński parlament polskiego modelu tworzenia demokracji lokalnej, konstruowania samorządów.

 

- Ale , o czym Pan też wspomniał, w Unii Europejskiej, ścierają się rozmaite koncepcje. Jedną z nich, niejako przeciwważny polityce proregionalnej, jest nurt propaństwowy.

- To naturalne zjawisko w organizacjach międzynarodowych. Istnieje ruch decentralistyczny, odśrodkowy, bardzo silne nastawiony na budowę w ramach wspólnoty bardzo silnych, suwerennych – na ile się da – państw. Na tym tle szowinizm, nacjonalizm, izolacjonizm znajduje szerokie poparcie. Widać to w Grecji, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech. To oczywiście rezultat idealistycznej polityki imigracyjnej UE. Pomoc innym biednym, gnębionym nacjom, podszyta zresztą chciwością, bo to przecież tania siła robocza, przyniosła niekontrolowany napływ imigrantów reprezentujących odmienne kręgi kulturowe, tworzących w narodowych dotychczas państwach potężne enklawy grożące zburzeniem dotychczasowej ich struktury społecznej, narodowej. Mamy tu do czynienia z kolejnym przejawem hipokryzji, która grozi tożsamości europejczyków, poczuciu ich bezpieczeństwa we własnych krajach, zarówno w sensie fizycznym, jak i socjalno-obyczajowym, ale i politycznym.

 

- Jak – zdaniem Pana Prezydenta – może się rozwinąć sytuacja w świetle tych zjawisk?

 

- Unia Europejska potrzebuje rewolucyjnych zmian. Jeśli one nie nastąpią, to mimo chęci trzymania się razem w obecnym kształcie, nastąpi jej rozpad. Jestem zwolennikiem idei utrzymania Unii Europejskiej, ale na innych, niż obecne, zasadach. Być może po tym, co powiem, zdyskredytuję się w oczach euro entuzjastów, ale jestem zwolennikiem idei państw narodowych.

 

- Zamykających granice przed przybyszami z całego świata?

 

- Uważam, że solidarność ma swoje granice. Nikt nie może nam narzucać kwot określających liczbę uchodźców z północnej Afryki, jakich musimy przyjąć. Nawet, jeśli byśmy przyjęli kilka tysięcy tych biednych ludzi, to – jaskrawo widać to na przykładzie Francji – za dwa-trzy dziesięciolecia będziemy mieli w Polsce potężną diasporę, która zachwieje unitarność państwa polskiego, tradycyjnymi wartościami, poczuciem bycia gospodarzem we własnym kraju, poczuciem bezpieczeństwa. Tak myśli David Cameron o przyszłości Wielkiej Brytanii i wcale mu się nie dziwię. Tym bardziej, że walka o własne interesy nie toczy się już wyłącznie na płaszczyźnie gospodarczej, ale, w skali globalnej, zaczyna przybierać formę zbrojnych konfrontacji, wyrosłych na podłożu różnic kulturowych, a przede wszystkim religijnych. To zaś powoduje, że państwa demokratyczne, narodowe, zaczynają być coraz bardziej opresyjne, kontrolujące własnych obywateli, a stąd już niedaleko do ciągot autorytarnych. Nie o to w demokracji przecież idzie.

 

- To problem ogólnej natury, ale co oznacza dla samorządów decyzja, jakże przecież humanitarna i dobrze sprzedająca się w przestrzeni publicznej – o przyjęciu przez Polskę ponad 2 tysięcy syryjskich chrześcijan?

 

- To nie rząd ich przyjmie i będzie żywił oraz starał się o pracę dla nich, opiekę, stwarzał warunki do adaptacji, ale właśnie samorządy. Na nas to spadnie, jak zwykle – w imię politycznej poprawności i zachowania dobrego wizerunku Polski w UE i na świecie. Ale to ja mam do rozwiązania problem. Co mam powiedzieć trzem tysiącom mieszkańców Krakowa oczekujących na mieszkania komunalne, pakując do nich uchodźców z Somalii, Libii, czy nawet Ukrainy? Poza tym nigdy nie można wykluczyć, że w gronie uchodźców nie znajdą się ludzie, którzy mają zupełnie inne, niż godne życie, praca, rodzina, cele. Jeśli moim zadaniem jest dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców, to będę musiał wyasygnować potężne środki na pilnowanie tych przybyszów. A na to miasta nie stać.

 

- Kiedy u nas było krucho, na przykład w latach 80. a i potem także, to jednak zachodnia Europa przyjęła miliony Polaków. Czy nie czas na rewanż?

 

- Owszem, kiedy byliśmy w potrzebie, to przyjmowano nas. Ale do roboty, powiedzmy otwarcie najgorszej roboty, lecz przyjmowały nas państwa z tego samego, europejskiego kręgu kulturowego.

 

- Proponuję przejść na nieco bliższy koszuli poziom rozmowy, dotykający zresztą kwestii tożsamości, ale już w ramach polskiego społeczeństwa, które – mimo, że unitarne narodowo, jest także bardzo zróżnicowane pod względem kulturowym, obyczajowym, mentalnym. Regiony w Polsce są bardzo wyraziste w tej sferze, cenią sobie własną odrębność, co – być może – przekłada się w niewielką skłonność do wzajemnej współpracy Na przykład inwestycyjnej. Na gruncie ustawodawczym przykładem tych postaw może być sprawa ciągnącej się od lat, uchwalonej jednak w pośpiechu teraz ustawy metropolitalnej, a właściwie o związkach metropolitalnych…Co Pan o niej sądzi?

 

- Domyślam się do czego pa zmierza. Potężnym sąsiadem aglomeracji krakowskiej jest konurbacja śląsko-dąbrowska. Tych kilkanaście rozwijających się dynamicznie miast jeszcze 100-150 lat temu było wsiami, a obecnie tworzą zwartą aglomerację. W Krakowie sytuacja była trochę podobna, ponieważ powstawały obok niego miasta mające być dla niego konkurencją: historycznie Podgórze, a potem Nowa Huta. Procesy więc niby podobne, ale mające jednak inny ciężar gatunkowy, ponieważ marka Krakowa w świecie jest niekwestionowanie rozpoznawalna, tymczasem inne ośrodki, chociażby aglomeracja śląska w nieporównanie mniejszym stopniu. Efekt jest taki, że Kraków wchłonął sąsiednie miasta, a na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, mimo jednorodności infrastrukturalnej, trudno mówić o dominującej pozycji któregoś z miast, a zatem paradoksalnie mamy tu do czynienia z atomizacją w ramach jednej struktury, co często oznacza wybijanie się na konkurencyjność i sprzeczności interesów. Co do Krakowa, to aktualnie nie mamy w okolicy kandydatów, których moglibyśmy objąć naszymi granicami. Oczywiście plany inwestycyjne mają w pewnym sensie wpływać na proces integrowania się Krakowa z okolicznymi gminami. Ja sprzyjam tej idei implementacji tych gmin w granice Krakowa, ale musi być to proces powolny, przemyślany. Nie wyobrażam sobie bowiem sytuacji, w której za jednym pociągnięciem miasto powiększyłoby się o kilkanaście gmin, a tym bardziej takiej – czego oczekują niektórzy wójtowie – bym z dnia na dzień miał 17 wiceprezydentów. Nie jestem przekonany do pomysłu, według którego Kraków miałby się nadal rozrastać. Zrobiono to w latach 70. ubiegłego wieku przyłączając do miasta kilka wsi, i do dziś mamy problemy z tym jak je związać z miastem w sensie komunikacyjnym, infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej itp. Jak widać, w wymiarze regionalnym mamy do czynienia z bardzo zróżnicowanymi procesami wewnętrznymi, które w oczywisty sposób mają wpływ na poziom współpracy międzyregionalnej. Naturalnie znane mi są koncepcje utworzenia z obu aglomeracji jednego organizmu, ale nie sądzę, by to było administracyjnie możliwe nawet w dłuższej perspektywie.

 

- Mamy jednak również do czynienia z procesem niezależnym od takich, czy innych stanowisk samorządowców i polityków w kwestii integrowania pewnych odrębnych kulturowo, historycznie obszarów w potężne organizmy gospodarcze. To właśnie gospodarka, jak gdyby niezależnym torem, buduje te więzi. Z Katowic do Krakowa autostradą jedzie się niespełna godzinę, a wzdłuż niej, w 30 kilometrowym pasie mnoży się coraz więcej inwestycji, kwitnie przedsiębiorczość, a takie miasta jak Mysłowice, Jaworzno, Chrzanów, czy Trzebinia stają się coraz silniej pączkującymi ośrodkami z dużym potencjałem ekonomicznym. Czy zgodzi się Pan Prezydent z tezą, że integracja gospodarcza obu aglomeracji jest zjawiskiem nieuniknionym?

 

- Powiedziałbym więcej, jest konieczna. Ale niekoniecznie muszą za nią pójść przedsięwzięcia o charakterze administracyjnym, narzuconym odgórnie. Trzeba pamiętać o bardzo silnej tożsamości lokalnej wewnątrz aglomeracji śląsko-dąbrowskiej, ale i nie miej silną, o ile nie silniejszą samych Krakowian. One nie są sobie przeciwstawne, czy wrogie, ale powinny zostać uszanowane. Jednym z wyrazów takiej postawy jest w zasadzie zatarcie tych umownych granic mentalnych poprzez procesy gospodarcze, a one są w interesie nas wszystkich. Jednym słowem – nie gmerajmy przy tych delikatnych sprawach, chociaż jestem zwolennikiem zmian w podziale administracyjnym kraju, który w jeszcze większym stopniu brał pod uwagę poczucie tożsamości regionalnej mieszkańców, ich kultury, tradycji, zwyczajów. Wbrew pozorom taki zabieg wcale nie powodowałby dezintegracji państwa polskiego, a wręcz je scalał. Oczywiście w przypadku mądrego rządzenia i takiego usytuowania prawnego rządu centralnego, które dawałoby nie tylko większą samodzielność regionalną na przykład w udziałach w podatkach PIT i CIT, co znakomicie poprawiłoby ich kondycję inwestycyjną, mocno ostatnio podupadłą, ale mogłoby stworzyć sytuację, w której hasło państwo bogate różnorodnością swych regionów, nie byłoby wołaniem na puszczy i pustym dźwiękiem.

 

- Co do metropolii, to jest jeszcze druga strona medalu. Można było założyć, że im większa – po uchwaleniu stosownej ustawy – samodzielność, także prawna metropolii, to tym większe szanse na skuteczne aplikowanie o wielkie pieniądze bezpośrednio do Komisji Europejskiej, z pominięciem szczebli krajowych. Tak się jednak nie stało, bo to państwo ma de facto tworzyć metropolie. A to eliminuje osobowość prawną i ogranicza samodzielność do kształtowania ładu przestrzennego i spraw komunikacji. Marszałek Struzik chce zaskarżyć uchwalony na kolanie projekt jako niekonstytucyjny, ponieważ tworzy czwarty szczebel organów samorządowych który będzie potrzebował olbrzymich środków na stworzenie całego zaplecza organizacyjnego, nowej kasty urzędniczej. Zabierze też kolejne 5 procent z podatków. Co Pan na to?

 

- Zawsze uważałem, że przyjęto u nas złą zasadę, w myśl której to właśnie województwa decydują i dzielą unijne dofinansowanie na, w znakomitej większości, lokalne przecież projekty. Niestety, nie poszliśmy w tym kierunku co Włosi, bo tam wielkie miasta od lat samodzielnie i skutecznie występują do KE o granty na swój rozwój. Proszę zwrócić uwagę na taką sytuację: Jest województwo samorządowe i jest gmina, jako podstawowa jednostka samorządowa, taka jak Kraków. Kompetencje są w zasadzie takie same a i podział majątku (szpitale, drogi itp.) podobny, choć bywa nieco idiotyczny, ponieważ nie rozumiem dlaczego typowo krakowski Teatr im. Słowackiego, jest placówką wojewódzką. Problem widzę w tym, że nieuprawniona jest wywindowana niebotycznie rola urzędu marszałkowskiego tylko poprzez fakt, że to on dzieli pieniądze. Zastanawiające, że ta właśnie prerogatywa w zasadzie konstytuuje zasadność istnienia tego szczebla administracyjnego w kontekście funduszy unijnych.

Natomiast co do ustawy metropolitalnej, to z perspektywy Krakowa szczególnie istotne wydają się zapisy dotyczące kształtowania ładu przestrzennego. To będzie bardzo ważne narzędzie, które umożliwi nam konsolidację zadań z zakresu planowania przestrzennego, zarządzania drogami ponadlokalnymi, ewentualną dalszą integrację transportu publicznego na rzecz poprawy jakości usług świadczonych na rzecz mieszkańców. Ciekawą możliwością będą także zadania publiczne w zakresie promocji związku metropolitalnego. W przypadku Krakowa jako na rozwój gospodarczy i rynek pracy w aglomeracji pozytywnie wpłynie potencjalna wspólna promocja terenów inwestycyjnych w tym już realizowanego projektu Kraków Nowa Huta Przyszłości. Ja bym tej ustawy z góry nie przekreślał.

 

- Dziękuję za rozmowę.

 

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |