SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  110  / Najlepiej mieć alternatywne, własne plany (1)

 

Samorząd oczami jego ludzi: Chełmek

 

Najlepiej mieć alternatywne,

własne plany (1)

 

Z Andrzejem Saternusem, Burmistrzem Chełmka – rozmawia Jacek Broszkiewicz.

 

- Od wielu lat jest Pan gospodarzem miasta i gminy niewielkiej, której jednak nazwa kojarzy się pozytywnie wielu rodakom. Chełmek – to znana niegdyś marka dobrych butów. Pozostał tylko „wspomnień czar”?

 

- W pewnym stopniu tak. Chełmek w okresie powojennym był stolicą polskiego przemysłu obuwniczego – w tutejszych zakładach w najlepszym czasie pracowało ponad 7 tysięcy osób. Była to nie tylko największa fabryka butów w kraju, ale także akcesoriów szewskich, narzędzi. Dobra marka to efekt bazowania na filozofii działania przedwojennej słynnej czeskiej firmy Bata, która właśnie w Chełmku postawiła w latach 30. ubiegłego wieku swój zakład. Ale wszystko ma swój kres. Przyszedł rok 1990 – rozpoczęła się transformacja gospodarki, która dla polskiego przemysłu lekkiego (obuwniczego, włókienniczego) oznaczała wyrok śmierci w tej formie, w jakiej on działał. A o tym, co to oznaczało dla miasta i gminy, chyba nie muszę mówić. Od 1994 – wcześniej pracowałem w górnictwie - zacząłem, najpierw jako zastępca burmistrza, a potem burmistrz, mieć do czynienia ze strukturalnym bezrobociem. Południowe Zakłady Przemysłu Skórzanego „Chełmek” S.A. przechodziły różne koleje restrukturyzacji, zwalniano ludzi, zmieniali się akcjonariusze, bo wciąż była nadzieja, że da się coś uratować. Płonna, niestety, ponieważ twarde reguły rynku nie dawały szans i to pomimo „kroplówek” w postaci różnych zabiegów, mających na celu przetrwanie firmy. Proces upadłościowy trwał aż do roku 2003, kiedy to fabryka, a właściwie ostatnia działająca spółka tej branży w Chełmku, wydała ostatnie tchnienie. Te starania o utrzymanie przy życiu „umierającego” zakładu miały jednak swoją pozytywną stronę, bowiem rozciągnięte na wiele lat nie doprowadziły do wybuchu niepokojów społecznych, jakie mogli wzniecić ludzie w przypadku jednorazowych, zbiorowych zwolnień na dużą skalę. W samorządzie mieliśmy dość przeciągania w nieskończoność stanu zawieszenia i w 2002 roku gmina skierowała do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości, a nastąpiło to w chwili, kiedy ostatnia z trzech spółek pracowniczych, zatrudniających po 700-800 osób, ogłosiła niewypłacalność wobec urzędu skarbowego, ZUS-u i własnych zatrudnionych. Cały majątek poszedł pod młotek, prywatnym przedsiębiorcom sprzedawano hale produkcyjne, a syndyk masy upadłościowej zakończył swą misję dopiero trzy lata temu. Były to trudne chwile, zmuszające do myślenia. Na początku lat 2000. mieliśmy w 13-tysięcznej gminie, w tym w 9-tysięcznym miasteczku, aż 1,5 tysiąca bezrobotnych, przeważnie kobiet. To był bardzo poważny problem społeczny. To właśnie wówczas zacząłem tworzyć podstawy dla przeprowadzenia pomysłu utworzenia na terenach coraz bardziej „byłych” zakładów obuwniczych Miejskiej Strefy Aktywności Gospodarczej, która powstawała trochę niezauważenie. W związku z tym, że przeforsowałem w radzie miasta i gminy projekt obniżenia podatków dla przedsiębiorców, inwestujących na zgliszczach fabryki, sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. Na tyle, że dziś w ramach MSAG działa kilkanaście firm, zatrudniających ponad 2000 osób.

 

- To wynik, o którym chyba mogą marzyć samorządy, zwłaszcza te, które odziedziczyły problemy po monokulturze przemysłowej…

 

- Myślę, że tak. Tym bardziej, że pojawili się u nas naprawdę poważni partnerzy. Wystarczy wspomnieć Grupę „Boryszew” z branży motoryzacyjnej, która obecnie w Chełmku zatrudnia ponad 1000 osób. Na gminę spadło przygotowanie infrastruktury drogowej i komunikacyjnej, ale poradziliśmy sobie, bo skorzystaliśmy najpierw z przedakcesyjnych środków unijnych i to na poziomie 6 milionów złotych. To nie było łatwe. Trzeba było wymyślić sposób na dobranie się do tych pieniędzy. Wykorzystałem ścieżkę prowadzącą do środków przeznaczonych na rewitalizację terenów poprzemysłowych, którymi dysponowały władze regionalne Małopolski. Później finansowanie tych prac przygotowawczych wziął na siebie budżet gminy.

 

- Czy podziela Pan pogląd wyrażany obecnie przez niektórych samorządowców, że środki pomocowe Unii Europejskiej są nieco przereklamowane?

 

- Może nie tyle przereklamowane, co bardzo trudno dostępne. Rozumiem przyczyny, dla których niektórzy z nas mogą odczuwać rozczarowanie. Środki unijne często przypominają czekoladę za szybą cukierni. By ją kupić trzeba mieć własne pieniądze, a z tym jest krucho, ponieważ programy są tak skonstruowane, że wielu samorządom trudno jest spełnić wymogi, umożliwiające sięgnięcie po te środki wsparcia. Posłużę się pierwszym z brzegu przykładem. W tych dniach ogłoszono nabór na projekty dotyczące modernizacji i budowy dróg. Ale w kryteriach zawarto zapis, że muszą one być kompatybilne z krajowym systemem dróg i autostrad. Efekt jest taki, że 70 procent gmin w Małopolsce, które chciałyby wybudować, czy zmodernizować drogę lokalną na swym terenie, nie spełnia tego warunku. Z drugiej strony - na środki unijne trzeba spoglądać szerzej. Staram się nie poddawać nastrojowi rozczarowania. Sądzę bowiem, że ministerstwo infrastruktury i rozwoju, w porozumieniu z urzędami marszałkowskimi, przyjęło taktykę polegającą na dokonaniu skoku cywilizacyjnego w Polsce. Środki, którymi obecnie nasz kraj będzie dysponował, nie będą już przeznaczane na łatanie dziur, ale na innowacyjną gospodarkę. Przypomnę, że rozdanie 2014 – 2020, to ostatnie dziesiątki miliardów euro, jakich możemy spodziewać się od unijnych podatników. Tym bardziej należy rozumnie wykorzystać te ponad 400 miliardów złotych. A to oznacza, że trzeba spowodować rozwój nauki, wiązanie jej ściślej z przemysłem, motywować do tworzenia użytecznych rynkowo nowych technologii. To ma być fundament naszej konkurencyjności po roku 2020. Jeśli ten cel osiągniemy, to będę spokojny o rozwój nawet tak niewielkich społeczności lokalnych, jak ta, której jestem od lat gospodarzem. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że Chełmek korzysta z renty położenia – kilka kilometrów od autostrady A4, kapitału zasobów ludzi obytych z kulturą techniczną, bliskości do wielkich aglomeracji: śląskiej i krakowskiej, ale gmin z podobnymi atutami w Polsce jest naprawdę wiele. W naszym kraju musi nastąpić przewartościowanie celów gospodarczych, przeobrażenie w kierunku wytwarzania towarów, które będą miały zbyt na całym świecie i nie chodzi mi tylko o wyroby z najwyższej technologicznej półki, lecz o produkty codziennego użytku, lecz wysoko przetworzone, żywność itd. Rzecz w tym, by Polska przestała być krajem prostych usług i montowni. Dlatego też wzbraniam się przed pochopną oceną funduszy unijnych, ponieważ przed ich osądem należy uważnie przyjrzeć się osiom priorytetowym, na których budowany jest cały program spożytkowania tych pieniędzy. To prawda, że może nie od razu zauważymy bezpośrednie przełożenie priorytetowych programów na życie lokalnych społeczności, ale należy pamiętać, że raz uruchomione koła zamachowe będą się kręcić długo, a efekty tego ruchu przeniosą się w końcu na teren nawet tych najmniejszych samorządów. Jestem optymistą i tylko marzę, by tego misternego planu, który zaczęła tworzyć była wicepremier i minister rozwoju regionalnego, a obecnie komisarz UE ds. przemysłu pani Elżbieta Bieńkowska, nie wywrócili do góry nogami politycy. Modyfikacje mogą być konieczne, ale idea musi zostać niewzruszona. Chciałbym zwrócić uwagę, że w tej koncepcji położono nacisk na zbudowanie silnego innowacyjnie południa kraju, w oparciu o współpracę gospodarczą, innowacyjną i inwestycyjną Górnego Śląska oraz Małopolski. Ten cel jest mi bardzo bliski i upatruję w jego realizacji olbrzymiej szansy dla rozwoju Chełmka, ale przecież to dotyczy dziesiątek innych śląskich i małopolskich gmin. Wykorzystanie wielkiego potencjału naukowego oraz przemysłowego obu aglomeracji: katowickiej i krakowskiej, musi spowodować ożywienie w 30 kilometrowym pasie po obu stronach autostrady A4 od Gliwic po krakowską Nową Hutę. Kiedy w 2009 roku ubiegałem się o mandat posła do Parlamentu Europejskiego moim motto było pragnienie wcielenia w życie idei daleko posuniętej integracji Śląska i Małopolski, a przede wszystkim obu aglomeracji wzdłuż autostrady ze szczególnym wykorzystaniem tych obszarów, których centrami są Oświęcim, Chrzanów, Olkusz, Jaworzno. To one powinny spajać oba te wielkie organizmy metropolitalne. Wówczas ta idea nie znalazła wystarczającej liczby zwolenników, ale sądzę, że obecnie miałaby na to szanse. Tym bardziej, że nawet bez formalnych deklaracji i wspólnych instytucji ponadregionalnych proces integracji nie tylko już ma miejsce, ale będzie przybierał na sile. O tempie przemian decyduje polski zmysł przedsiębiorczości, a o ten stan ducha rodzimego i nie tylko biznesu, inicjatywność i odwagę możemy być spokojni. Za 40-50 lat granice pomiędzy obu regionami – przynajmniej wzdłuż autostrady – nie będą praktycznie istnieć. A jeśli, to już tylko na mapach administracyjnych.

 

- Ma Pan niezły punkt obserwacyjny – Chełmek leży na zachodniej granicy województwa małopolskiego ze śląskim.

 

- Owszem. Przecież widzę, jak moi ludzie ruchliwie poszukują swych szans na dobre życie. Wielu mieszkańców pracuje nie tylko w śląskich kopalniach, np. w „Ziemowicie”, ale i w miastach aglomeracji śląskiej i krakowskiej - w Jaworznie, Chrzanowie, Trzebini, Katowicach a nawet w samym Krakowie. Dlatego czuję się uprawniony do twierdzenia, że proces integracyjny dwóch regionów jest nieunikniony i nie należy zaklinać rzeczywistości mówiąc o odrębnościach uniemożliwiających jego przebieg.

 

- Użył Pan określenia „moi ludzie”. Wyczuwam w nim dużo ciepła i troski. Czy się mylę?

 

- Hm. Może i jestem człowiekiem o silnej osobowości, czasami szorstkim i bezpośrednim, ale służbę wobec ludzi, którzy obdarzyli mnie zaufaniem, traktuję bardzo poważnie. Przede wszystkim w kontekście odpowiedzialności. Ludzie, mieszkańcy miasta i gminy Chełmek to suweren, któremu służę. Razem budujemy naszą małą ojczyznę, a moim zadaniem jest nie tylko inspirować, ale wykonywać, robić - z sensem, rozważnie, ale i szybko. Chcę, by każdy mieszkaniec gminy w ciągu swojego życia mógł na jakimś etapie powiedzieć, że w sferze społecznej, poziomu dobrobytu, odczuł znaczącą zmianę na lepsze. Taki mam cel – w obszarze, na który mam wpływ. Kiedy rozpoczynałem urzędowanie na stanowisku burmistrza, Chełmek wyglądał fatalnie. To rzeczywiście była „Polska w ruinie”. Najgorsze było jednak to, że ta ruina siedziała w głowach mieszkańców. Lata 2003 – 2005 były czasem, kiedy jedyną drogą ku poprawie sytuacji było podjęcie ryzyka. To, co mieszkańcom, przynajmniej w dużej ich części, dawało poczucie małej stabilizacji, a więc miejsca pracy w co rusz przekształcanej fabryce butów, po prostu odeszło w niebyt. Zapanował brak wiary i nadziei, że może być lepiej. To właśnie z takimi postawami przyszło mi się zmierzyć i, proszę mi wierzyć - nie było to łatwe doświadczenie. Trzeba było pracować nad zmianą sposobu myślenia i postawami, o dziwo, także inwestorów. Kiedy przyszli Włosi i zainwestowali w zakład motoryzacyjny, który potem przejęła Grupa Boryszew, reprezentująca polski kapitał, musiałem ich wręcz błagać, by przyjęli na próbę kilkaset kobiet, wcześniej pracujących „na taśmie” w fabryce butów „Chełmek”. Włosi nie chcieli się zgodzić, argumentując, że te panie są już po 40-ce. W końcu ulegli. Po kilku miesiącach byli zachwyceni pracowitością i wydajnością tej grupy. Zawsze będę powtarzał, że ludzie to największy skarb i atut. To dzięki nim dziś na 27- hektarowym obszarze Miejskiej Strefy Aktywności Gospodarczej mogą funkcjonować firmy z branży: obuwniczej, budowlanej, motoryzacyjnej, meblarskiej, produkcji opakowań i okien. Zaczął się też tworzyć specyficzny klimat sprzyjający zmianie postaw mieszkańców, którzy zaczęli widzieć w prywatnym biznesie także miejsce dla siebie. Zaczęli się też uczyć, bo obserwowali także przykłady niepowodzeń biznesowych, upadku prywatnych przedsiębiorstw. Ale na ich miejsce przychodziły nowe, silniejsze, dające trwałe perspektywy. Ten proces nadal trwa. W roku 2010 gmina Chełmek podjęła starania, związane z chęcią włączenia terenów leżących w bezpośrednim sąsiedztwie Miejskiej Strefy Aktywności Gospodarczej do Krakowskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W ich wyniku, 30 października 2011 r. powstała Podstrefa Chełmek, której obszar wynosi ok. 11,2 ha. Teren zlokalizowany jest w rejonie ulicy Przemysłowej w Chełmku i stanowi własność naszej gminy oraz Skarbu Państwa. Gmina Chełmek cały czas podejmuje starania w kierunku odpowiedniego przygotowania terenów dla potencjalnych inwestorów, którzy mogą podjąć działalność na jej terenie. Mówię o tych przedsięwzięciach nie bez powodu. Przede wszystkim mam wrażenie, że nie są one i nie były przedmiotem uwagi regionu, bo władze tego szczebla pochłonięte był uruchamianiem Niepołomickiej Strefy Inwestycyjnej, która wygenerowała około 1000 miejsc pracy. Nam udało się osiągnąć rezultat dwukrotnie wyższy. Bez wielkiej fety i szumu medialnego. Niekiedy, a właściwie coraz częściej, warto się skupić na wykorzystywaniu własnych możliwości i pomysłowości niż liczyć na mannę z nieba – czytaj kasę wojewódzką, datki z budżetu centralnego, czy z pieniędzy europejskich podatników. Jest to też w jakiejś mierze odpowiedź na pytanie dotyczące przereklamowania funduszy europejskich i roli tych, którzy je dzielą. Myślę, że najlepiej mieć alternatywne, własne plany, na wypadek, gdy tej manny braknie.

Chełmek - Plac reprezentacyjny

- Pozwoli Pan, że w tym kontekście poruszę problem o szerszym wymiarze. Ocenia się dziś, że około 700 polskich gmin, zwłaszcza wiejskich i w mniejszym stopniu miejsko-wiejskich znajduje się u progu bankructwa. Jak to możliwe?

 

- Tym pytaniem otworzył pan puszkę Pandory, ale jako burmistrz, który ma dodatni bilans sukcesów nad porażkami, chętnie wezmę udział w rozważaniach na ten temat i podzielę się swoimi przemyśleniami.

 

- Dziękuję. Ale to już może w drugiej części naszej rozmowy, którą opublikujemy w kolejnym wydaniu czasopisma.

 

- Jak wspomniałem Unia stworzyła realne mechanizmy wsparcia, także w dziedzinie inwestycji. Każdy region – Komitet, którym kieruję zrzesza ich 350 - ma swoją specyfikę, określoną politykę rozwijania tego, co dość powszechnie nazywamy inteligentnymi specjalizacjami. To im powinni szczególnie przyjrzeć się przedsiębiorcy, którzy wiążą nadzieję na pozyskanie wsparcia strukturalnego, ale także w ramach planu Junckera. Podzielę się refleksją ilustrującą szybkość zmian w świecie i konieczność podjęcia współdziałania w takich eksperymentach jak inteligentne specjalizacje. W ciągu ostatnich 4 lat wielkie zmiany mogły się pojawić na rynku pracy w Helsinkach, tylko z tego powodu, że Nokia przestała sobie tak dobrze radzić, jak wcześniej. Rzesze młodych wykształconych ludzi, związanych z tą firmą stanęły w obliczu niepewnego jutra. Ale mieliśmy alternatywne rozwiązania w dziedzinie wysokich technologii. Rzecz ciekawa – w ramach tego samego koncernu, który zrezygnował z monokultury wytwarzania wyłącznie telefonów komórkowych, a zdywersyfikował swoją ofertę, nawiązał nowe alianse ekonomiczne i teraz ma się dobrze, a potencjał ludzki nadal jest wykorzystywany.

 

- Dziękuję za rozmowę.

 

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |