SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 108  / Ponad materią, ale nie do końca

 

Milioner o życiu, Bogu i pieniądzach

Ponad materią, ale nie do końca…

 

Z Krzysztofem Jędrzejewskim – biznesmenem, jednym z najbogatszych Polaków – 36. pozycja na liście magazynu Forbes 2015 r. – rozmawia pastor Paweł Godawa*

 

- Jak pogodzić dążenie do bogactwa z chciwością?

 

- Dla mnie jest oczywiste, że w dążeniu do bogactwa należy działać w zgodzie z zasadami Bożymi, biblijnymi. To wygląda z pozoru na kierowanie się pewnym dogmatem, ale, gdy przyjrzeć się tej kwestii z bliska, to pojawia się konieczność skonkretyzowania własnej postawy i określenia namacalnych priorytetów. Prawdziwa wiara, oparta na znajomości Pisma Świętego, nieustannie studiowanego, już sama w sobie daje dużą gwarancję, że w działalności biznesowej będziemy mieli szansę uniknięcia pokusy chciwości. A to już sprawa dotycząca własnego kodeksu wartości i zhierarchizowania podstawowych wartości w życiu. Trzeba po prostu zadać sobie pytanie: PO CO generujemy coraz większe zyski? Czemu to ma służyć? Jeśli szczerze, w głębi duszy, w zgodzie ze swoim sumieniem, potrafimy sprecyzować te przekonania, to chciwość, jako jedna z dominujących cech człowieczeństwa, może nas ominąć. Możemy uniknąć tego ryzyka, które zawsze prowadzi do katastrofy.

 

- Rozumiem, że odpowiedziałeś już sobie na pytanie, po co zarabiasz tak dużo?

 

Krzysztof Jędrzejewski- Większość aktywów odziedziczyłem po zmarłym tragicznie w 2008 roku bracie. Wcześniej współpracowałem z nim i znałem dość dobrze firmy, które były jego własnością. Obecnie jestem ich głównym właścicielem. Dla mnie ważne jest, by to, co przejąłem po bracie, nadal się rozwijało, generowało zyski, dawało ludziom pracę, środki na utrzymanie, satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa. Jestem głęboko przekonany, że taki jest Boży plan, sprecyzowany dla mnie już w chwili kiedy się urodziłem. Naturalnie – wychodząc z tego głębokiego przekonania uważam, że prowadząc firmy, muszę spełniać ważne cele społeczne. Muszę dawać szansę pracownikom na budowanie własnego poczucia wartości, stwarzać warunki dla ich samorealizacji, aby mogli uwierzyć w siebie, ale i w Boga, który jest dobry i czuwa nad nimi. Jest masa ludzi niepotrafiących odnaleźć się w rzeczywistości. Trzeba ich inspirować, dawać nadzieję i powodować, żeby brali los w swoje i Boże ręce. A więc inspiracja ma tu kolosalne znaczenie. Nie ukrywam, bo i po co bawić się w hipokryzję, że aktywa i moja praca służą mi do spełniania swoich potrzeb socjalnych, utrzymania i życia na przyzwoitym poziomie. Poziom ten jednak nie oznacza dla mnie pławienia się w luksusach. Czerpię ogromną satysfakcję z tego, że mogę wspierać wiele fundacji, stowarzyszeń, czy służb w różnych kościołach, które pomagają ludziom bezdomnym, odrzuconym. Mam tu na myśli także finansowe i organizacyjne wspieranie ośrodków leczenia osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków i wielu innych nałogów, w które tak łatwo popaść we współczesnym świecie. Szczególną troską otaczam dzieci – finansuję budowę świetlic i pomagam stworzyć warunki edukacji na najwyższym z możliwych poziomie.

 

- Jak radzisz sobie z krytyką, z zarzutami, że idąc ramię w ramię z Jezusem, tak faktycznie jesteś totalnym egoistą? Tak mogą Cię postrzegać ludzie, którzy kierują się w życiu wyłącznie względami materialnymi. To rodzi w nich podejrzliwość i niewiarę w czystość intencji…

 

- Krytyka zawsze ma dwa oblicza: konstruktywne i bezpodstawne. Kiedy publicznie, często na spotkaniach biznesowych, mówię o Bogu i jego fundamentalnym znaczeniu w moim życiu, to oczywiście odkrywam się i jestem łatwym celem krytyki, może nawet kpin. Ludzie wówczas atakują, mówiąc: opowiadasz o Bogu, kierowaniu się Biblią w biznesie i normalnym życiu, a tymczasem w twoich firmach nie zawsze te wartości odgrywają wiodącą rolę. A przecież jestem tylko człowiekiem, nie dysponuję mocą nadprzyrodzoną i nie zawsze wszystko mi się udaje tak jakbym tego pragnął. W przypadku takiej nieuzasadnionej krytyki istotna jest samoświadomość. Mam swoje wartości, wiem jak postępuję, co chcę realizować, do czego dążę i co jest dla mnie ważne. Wtedy taka krytyka, czy też podejrzliwość, nie dotykają mnie. Natomiast krytyka uzasadniona, konstruktywna, ma dla mnie ogromne znaczenie. Rzecz jasna każdy z nas ma problem z tym, by umieć ją przyjąć, zastanowić się nad nią i być gotowym do zmian w swoim postępowaniu, w postrzeganiu świata i ludzi. W konsekwencji staram się być otwarty na tego rodzaju krytykę i wyciągać z niej wnioski. Staję się gotowy do zmiany tego, w czym jestem niedoskonały. Wszak każdy z nas jest taki, popełnia błędy, ponosi porażki i nie zawsze działa w należyty sposób.

 

Praca jest bożym darem- W Polsce mamy do czynienia ze specyficzną sytuacją. Jezus i bogactwo, to jakby zupełnie odrębne, by nie powiedzieć – niespójne – światy. Jak można połączyć je w logiczną i duchową rzeczywistość?

 

- Chyba należy dodać do tego kwestię następującą: co ma Jezus do biznesu? Istotnie, stereotyp jest dość prymitywny. Zakłada bowiem, że to są jakieś dwa niezależne obszary, które przenikają się w znikomym stopniu, albo wcale. Czasami nawet w kościołach mówi się o „sacrum i profanum”, czyli właśnie o tych dwóch światach, które nie powinny mieć ze sobą nic wspólnego. Tymczasem sam Jezus dobitnie mówił, że chce być obecny we wszystkim. Dlatego ja – korzystając z Jego nauki - staram się nie rozdzielać tych dwóch sfer i żyć tak, by je łączyć.

 

- A jak to robić?

 

- Po prostu być sobą. Otwarcie mówić o swoich przekonaniach, o tym, co myślę naprawdę, nie krygować się, nie bać się, że ktoś mnie wyśmieje lub obrazi, co i tak się zdarza i zdarzać będzie. Myślę, że to wymaga dużej dawki odwagi, ale skoro wierzę w Jezusa, to nie powinno mi jej brakować. W życiu kieruję się zasadami biblijnymi, staram się, by tak było w każdym moim przedsięwzięciu, w relacjach z ludźmi. Pragnę być wewnętrznie spójny i rzeczywiście, w praktyce robić to, co napisano w Biblii, a więc łączyć to, co deklarujemy słowami z tym, co potem robimy w życiu na co dzień.

 

- W Ewangelii św. Marka w X rozdziale, wersecie 25 znajdujemy słynny fragment: „Łatwiej jest wielbłądowi, niż bogatemu przejść przez ucho igielne”. A więc – wprost ujmując – masz na to najmniejsze szanse…

 

- Statystycznie…

 

- Ale jednak!

 

- Człowiek bogaty bardzo mocno pokłada swoje zaufanie do tego co ma, do poczucia stabilności, dachu nad głową, aktywów w banku, do majątku. To daje poczucie bezpieczeństwa, bo przecież wszystko można kupić: w razie choroby opiekę w najlepszych prywatnych klinikach, najmować ludzi do różnych służebnych prac, pozwalać sobie na wszystko. To zaufanie do pieniędzy i ich roli – jak obserwuję – powoduje zakorzenianie się sposobu myślenia, którego istota tkwi w przekonaniu: Ja Boga nie potrzebuję, ponieważ sam sobie wszystko zapewnię. Właśnie jednym z istotnych elementów wiary jest ufność Bogu, wewnętrzna pewność, że zaufanie opiera się na Bogu, a nie na tym, co posiadamy. Argumentem koronnym za tą tezą jest znana aż nazbyt wielu ludziom sytuacja, że z dnia na dzień pozostają bez żadnych dóbr doczesnych, środków na utrzymanie. To jest właśnie ten nasz, cielesny, ludzki świat, który jakże często jest czystą iluzją. Paradoksalnie, człowiekowi bogatemu jest trudniej, przede wszystkim w momentach zarówno prosperity, jak i bankructwa. Trudniej w nawróceniu się, odrodzeniu się w nim nowego „niebieskiego” człowieka. Ubogiemu o wiele łatwiej zaufać Bogu, ale nie w tym kontekście, że Stwórca wszystko za niego załatwi, dostarczy mu pieniędzy itd. Ale w sensie wiary, że Bóg ma swój plan wobec każdego z nas, że jest dobry, że ufając mu, odczytując jego wolę wobec nas, możemy być szczęśliwi tu, na Ziemi. Stawanie się bogatym, to nic złego, byle nie czynić tego kosztem krzywdy innych ludzi. Jeśli więc ufamy Bogu, to modlimy się do niego nie o dobra doczesne, tylko o moc i wsparcie, by nam samym, z nim pod rękę, uczciwie je pozyskiwać. Nie ma nic złego w tym, że ludzie chcą być zamożni.

 

- Czy Ty sam zaufałeś Bogu, a nie swemu bogactwu?

 

- Tak. Ale nie od razu, bo mam świadomość wzrastania w wierze, jako procesu. Zaufanie jest tylko jednym z etapów relacji z Bogiem. Ten proces wzrastania w wierze formułuję poprzez proste cztery pytania. Pierwsze: czy wierzysz w Boga? Większość ludzi w Polsce oczywiście odpowie: tak, jestem wierzący”. Część z nich dopowie: …”ale nie praktykujący”. Kilka lat temu prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział, że on jest praktykujący, ale niewierzący. Dochodzimy więc do granic śmieszności, jakiegoś absurdu, pomieszania pojęć i zasad, zagubienia, zamieszania, by nie powiedzieć fałszu. W gruncie rzeczy, ktoś kto mówi, że jest wierzący, to po prostu ma tylko wiedzę, że Bóg jest. Ale skoro nie praktykuje, to jednocześnie twierdzi, że swoimi sprawami i problemami musi się sam zajmować i w zasadzie nie ma czasu zastanawiać się po co ten Bóg jest i o co mu chodzi. A więc mamy tu do czynienia z wielomilionową masą postaw, które mają poważny logiczny problem. Skoro wiedzą, że Bóg istnieje i jest Stwórcą wszystkiego i Panem wszystkiego, to istotnie na plan pierwszy wybija się pytanie: O co temu Bogu chodzi w naszym życiu, o co chodzi w wierze? Zatem kwestią podstawową, co logiczne, to próba odpowiedzi sobie na te właśnie pytania. O co temu Szefowi chodzi? I wtedy pojawia się drugie pytanie, oczywiście wtedy, kiedy zaczynamy poznawać Boga, czytając Biblię, a mianowicie: czy wierzę Bogu? Skoro zaczynam poznawać jego słowa poprzez Pismo. Ja rozumiem, że to może się wydać dziwne, ale w Polsce Biblię czyta bardzo niewielu rodaków. Nic więc dziwnego, że mówiąc ”wierzę” – tak naprawdę nie wiedzą w co, może w to, co jest im przekazywane z drugiej ręki. Wziąć Biblię do ręki, przeczytać każdego dnia choć kilka wersetów i zastanowić się, czy są one prawdziwe, a potem uwierzyć, że tak, to jest właśnie odpowiedź na pytanie czy wierzę Bogu? Czy to, co słyszę podczas nabożeństw, kazań, to naprawdę są słowa Boga? A kto to w Polsce sprawdza? Na szczęście to się zmienia, ludzie chcą korzystać ze źródła i to w coraz większym zakresie. Jeśli więc mówię ok., że wierzę Bogu poprzez Pismo, które poznaję, że to jest prawda, to w takim razie przechodzimy do trudniejszego etapu, czyli realizacji tego przekonania. Wprowadzanie Prawdy w życie jest bardzo trudne i implikuje zrodzenie się kolejnego pytania: czy ufam Bogu? A więc jeśli wierzę, że w Piśmie jest prawda, że zaczynam chcieć żyć według Bożych zasad i przykazań, to muszę je wprowadzać do każdej chwili swojego życia. Niełatwe, jak wspomniałem. Pojawiają się różne wątpliwości, pokusy, by po ludzku dany problem rozwiązać, by postąpić tak, a nie jak nakazuje to Jezus. Aby po prostu pójść na skróty. W takich momentach pojawiają się zawsze wątpliwości, czy na tyle ufam Bogu, który mówi: rób i postępuj zgodnie z moimi zasadami, tak będzie lepiej.

 

- A człowiek? Co on musi zrobić, by to zaufanie przekuć w swoją trwałą postawę wobec świata, ludzi, Boga?

 

CCWZ w Koszalinie - radość z wiary- Dla mnie metoda – sprawdzona – jest następująca. Aby móc ufać Bogu, człowiek w pewnym momencie musi się oderwać od swoich przyzwyczajeń, nawyków, zaufać Bogu i w ten sposób dać się Mu po prostu ponieść. Jeśli każdy z nas podejmie taką decyzję, zaufa Bogu, to doświadczy niesamowitego uczucia wolności. Te codzienne obawy, lęki, problemy – nagle stają się mniej istotnymi. Ja robię to, co najlepiej potrafię i z jak najlepszymi chęciami, ale to, co Bóg z tym zrobi, to już Jego decyzja.

 

- A czwarte pytanie?

 

- To proste: Czy kochasz Boga? Ale czy kochasz Go tak, jak żonę, dzieci, czy jest On dla Ciebie partnerem? To bardzo trudne pytanie, bo tego nie da się opisać, wytłumaczyć, przyłożyć jedną miarę. Jeśli kochasz Boga, to będziesz kochał żonę, dzieci, rodziców, innych ludzi. To jest sfera emocji i uczuć. Tego trzeba raczej doświadczyć i poczuć, niż usiłować zrozumieć. Jeśli ten stan samoświadomości i ufności Bogu osiągniemy, to naprawdę będziemy mogli uczynić wiele dobrego dla siebie i innych. Ale przede wszystkim odwdzięczyć się Bogu za to, że jest i otacza nas miłością, którą odwzajemniamy.

 

- Dziękuję za rozmowę.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |